
Forum "Turystycznie" - najciekawsze forum turystyczne w sieci! Już od ponad 15 lat!
Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Regulamin forum
Prosimy o zachowanie następującego schematu w tytule relacji:
Województwo: dokładny cel wycieczki (data wycieczki)
Przykład:
Małopolskie: Czchów (08.07.2020)
Prosimy o zachowanie następującego schematu w tytule relacji:
Województwo: dokładny cel wycieczki (data wycieczki)
Przykład:
Małopolskie: Czchów (08.07.2020)
Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
To w sumie już trzecia moja wycieczka na teren byłego województwa kaliskiego. Po niej pozostało mi tam jeszcze kilka ciekawych obiektów do odwiedzenia (np. pałace w Dobrzycy i Śmiełowie, czy zamek i kirkut w Koźminie). Ale już dojazd do nich zbiorkomem byłby na dziś dzień sporym wyzwaniem. Wygląda na to, że z Jarocina, najbliższego dużego miasta, nie kursują w tamtą stronę żadne autobusy, a pociągi na linii Krotoszyn-Jarocin jeżdżą bardzo rzadko.
Na trasie spacerów kilka miast i miasteczek, trzy pałace oraz różnogatunkowe lasy.
Mamy początek wiosny, co wizualnie objawiło się nie tylko w ładnej, przeważnie słonecznej, pogodzie oraz kwitnących krokusach, ale również w mijanych po drodze licznych szkolnych "procesjach" z marzanną.
W Jarocinie na międzyszkolnym boisku odbywały się jakieś zawody z okazji "dnia wagarowicza", podobne zajęcia sportowe widziałem też w Sośniu na całkiem ładnym "orliku" przy zespole szkół, oraz przy liceum w Krotoszynie.
Nocleg miałem w Ostrowie w hotelu Omega przy ulicy Raszkowskiej, naprzeciwko słynnej synagogi. Niestety okna pokoju wychodziły na niezbyt piękne podwórko, a nie reprezentacyjną budowlę.
Sam hotel swoje najlepsze lata ma już raczej za sobą, ale dla przespania się i regeneracji po wycieczce miał w zasadzie wszystko co potrzeba (może poza kuchnią). Sam Ostrów a także Ostrzeszów odwiedziłem po raz drugi, reszta to nowe destynacje. Wg planu kolejność tras była następująca:
środa: Ostrzeszów, Antonin, Nowe i Stare Skalmierzyce, nocny Ostrów
czwartek: Sulmierzyce, Dąbrowy Krotoszyńskie, Krotoszyn
piątek: Sośnie (Moja Wola), Odolanów, Ostrów Wielkopolski
sobota: Lewków, Jarocin
środa: Ostrzeszów, Antonin, Nowe i Stare Skalmierzyce, nocny Ostrów
czwartek: Sulmierzyce, Dąbrowy Krotoszyńskie, Krotoszyn
piątek: Sośnie (Moja Wola), Odolanów, Ostrów Wielkopolski
sobota: Lewków, Jarocin
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Ten hotel z tego, co widzę, ma mocno nieciekawe opinie. Szukałeś czegoś innego czy tak pierwszy z brzegu na spontanie?
Pytam, bo gdzieś tam w kajecie mam zapisane miejscówki w Ostrowie i z tego, co pamiętam, baza noclegowa wyglądała dość przyzwoicie, dużo lepiej niż np. w Kaliszu, choć fakt, że pewne noclegownie kawałek od centrum.
Pytam, bo gdzieś tam w kajecie mam zapisane miejscówki w Ostrowie i z tego, co pamiętam, baza noclegowa wyglądała dość przyzwoicie, dużo lepiej niż np. w Kaliszu, choć fakt, że pewne noclegownie kawałek od centrum.
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Teren mało turystyczny, albo też mało odkryty, niedoceniany. W każdym bądź razie obserwuję temat.
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Prawdę mówiąc zaletą bliskość centrum. Sam hotel nie był może wybitny, ale bez jakichś niemiłych niespodzianek. Na Bookingu dałbym mu 7-8 na 10
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Ostrzeszów na rozgrzewkę
To moja druga wizyta w tym miasteczku. Szerzej opisane zostało w tej relacji. Sporo ujęć powtórzyłem, a niewiele się pewnie przez tych kilka lat zmieniło. Lubię Ostrzeszów. Nie jest on klasycznie piękny, miejscami nawet wręcz zaniedbany, ale jest taką kwintesencją prowincjonalności. Stąd jest w końcu daleko do jakichkolwiek dużych aglomeracji: Poznania, Wrocławia czy Górnego Śląska. Ma swój klimat, który widać już od pierwszych kroków. Niemal przy stacji mijam podwórko z jakąś drewnianą budką wiszącą przy budynku gospodarczym. Jakby dawny żydowski sukot. Stare na pół zatarte szyldy na kamieniczce. Minipasaż handlowy niczym w Mediolanie. Mural z lokalnymi motywami, trochę jak w Dreźnie. Zwróćcie uwagę jakie wysokie góry wyrastają za tym ratuszem. Wyglądają jak Beskidy, a to tylko uosobienie pasma moreny końcowej, czyli tzw. Wzgórz Ostrzeszowskich, nie sięgających nawet 300 m n.p.m. Całkiem urocze kamieniczki z małomiasteczkową fantazją. Trochę kiczu. Labirynt ulic w centrum, w którym odnaleźć można stare architektoniczne detale i ciekawe perspektywy. Udało mi się tym razem zajrzeć do wnętrza miejscowego kościoła, ale tylko przez drzwi w przedsionku. Na ścianach widać stare polichromie. Obrazu Murilla nie dostrzegłem, może jest jednak w bocznym ołtarzu. Półgodzinna rundka: kościół - rynek - wieża zamkowa - park - zakłady Polleny i powrót na stację, gdzie przesiadałem się z pośpiesznego na osobowy do stacji Antonin. Same perony z drewnianym zadaszeniem to też cymesik. Ile jest takich stacji w Polsce ze starą zabudową peronową? Chyba już niewiele. A i w przejściu podziemnym dość oryginalne hasła "społeczne". To miasteczko nie przestaje mnie zaskakiwać i ma swój niewątpliwy genius loci.
To moja druga wizyta w tym miasteczku. Szerzej opisane zostało w tej relacji. Sporo ujęć powtórzyłem, a niewiele się pewnie przez tych kilka lat zmieniło. Lubię Ostrzeszów. Nie jest on klasycznie piękny, miejscami nawet wręcz zaniedbany, ale jest taką kwintesencją prowincjonalności. Stąd jest w końcu daleko do jakichkolwiek dużych aglomeracji: Poznania, Wrocławia czy Górnego Śląska. Ma swój klimat, który widać już od pierwszych kroków. Niemal przy stacji mijam podwórko z jakąś drewnianą budką wiszącą przy budynku gospodarczym. Jakby dawny żydowski sukot. Stare na pół zatarte szyldy na kamieniczce. Minipasaż handlowy niczym w Mediolanie. Mural z lokalnymi motywami, trochę jak w Dreźnie. Zwróćcie uwagę jakie wysokie góry wyrastają za tym ratuszem. Wyglądają jak Beskidy, a to tylko uosobienie pasma moreny końcowej, czyli tzw. Wzgórz Ostrzeszowskich, nie sięgających nawet 300 m n.p.m. Całkiem urocze kamieniczki z małomiasteczkową fantazją. Trochę kiczu. Labirynt ulic w centrum, w którym odnaleźć można stare architektoniczne detale i ciekawe perspektywy. Udało mi się tym razem zajrzeć do wnętrza miejscowego kościoła, ale tylko przez drzwi w przedsionku. Na ścianach widać stare polichromie. Obrazu Murilla nie dostrzegłem, może jest jednak w bocznym ołtarzu. Półgodzinna rundka: kościół - rynek - wieża zamkowa - park - zakłady Polleny i powrót na stację, gdzie przesiadałem się z pośpiesznego na osobowy do stacji Antonin. Same perony z drewnianym zadaszeniem to też cymesik. Ile jest takich stacji w Polsce ze starą zabudową peronową? Chyba już niewiele. A i w przejściu podziemnym dość oryginalne hasła "społeczne". To miasteczko nie przestaje mnie zaskakiwać i ma swój niewątpliwy genius loci.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Antonin
Antonin to niewielka leśna osada w górnej części doliny Baryczy. Nazwę wzięła od Antoniego z rodu Radziwiłłów, fundatora drewnianego pałacu myśliwskiego. Dzisiaj mieści się tutaj hotel i ekskluzywna restauracja, zresztą kilka obiektów noclegowych znajdziemy też w jego otoczeniu. Sam pałac stoi na polanie w parku i ma dość osobliwy plan centralny. Do wewnętrznej "rotundy" schodzą się jego poszczególne skrzydła. W centrum znajduje się wielka sala jadalna podparta wielkim ozdobnym filarem. Wewnątrz na kolejnych piętrach otwierają się do niej tarasy. Jak na Polskę to ten pałac jest dość oryginalny. Znany jest także z pobytu Chopina, który napisał tutaj m.in. poloneza C-dur oraz finał koncertu fortepianowego F-moll. Pomnik kompozytora stoi tuż przed wejściem. W niewielkim parku otaczającym rezydencję są sztuczne ruiny i kilka stawów. Dalej znajdują się już naturalne lasy - dawne rewiry łowieckie Radziwiłłów. W ich obrębie znajdziemy wiele starych, często już próchniejących i martwych dębów, sadzonych zapewne w okresie, gdy rezydowali tu książęta z litewskiego rodu. Ścieżka przyrodnicza prowadzi nad śródleśny staw o dość dziwacznej nazwie Wydymacz. Miejscami woda przekracza ścieżkę na grobli i część lasu jest podtopiona. W północno-zachodnim rogu stawu prawie nad wodą rośnie zabytkowy dąb Wawrzyn. Kontynuuję spacer lasem za szlakiem niebieskim, dalej ku północy do grupy stawów Kocięba, położonych na lewo od dużego rozstaju dróg w środku lasu. Popas pod dębem rosnącym nad brzegiem akwenu. Jakiś niewielki futerkowiec śmignął mi niemal spod nóg. Z początku myślałem, że to zając, ale ten raczej skacze na boki i ma długie uszy. A ten sprintem do lasu i aż dziwię się jak tam wyhamował przed zarośniętym stawkiem. Wracam w stronę wsi. Przy pałacu jest też statuetka z kolorowym karpiem - znak firmowy Doliny Baryczy, której szlak, gdzieś tu się zaczyna. Nad stawem Szperek w Antoninie jest plaża i kąpielisko, ale o tej porze roku woda została spuszczona i oczywiście cały kompleks jest nieczynny. Nie ma tam sensu zbaczać. Natomiast bliżej stacji na niewielkiej wydmie stoi ceglana kaplica pałacowa. Na jej zapleczu w rządku znajdują się (chyba jednak symboliczne) groby kolejnych przedstawicieli familii Radziwiłłów. Wyjątkowo skromne. Wydaje się, że ich doczesne szczątki spoczywają w trumnach w przyziemiu kaplicy. Jest wprawdzie zamknięta, ale kryptę można podejrzeć przez okienko z boku.
Antonin to niewielka leśna osada w górnej części doliny Baryczy. Nazwę wzięła od Antoniego z rodu Radziwiłłów, fundatora drewnianego pałacu myśliwskiego. Dzisiaj mieści się tutaj hotel i ekskluzywna restauracja, zresztą kilka obiektów noclegowych znajdziemy też w jego otoczeniu. Sam pałac stoi na polanie w parku i ma dość osobliwy plan centralny. Do wewnętrznej "rotundy" schodzą się jego poszczególne skrzydła. W centrum znajduje się wielka sala jadalna podparta wielkim ozdobnym filarem. Wewnątrz na kolejnych piętrach otwierają się do niej tarasy. Jak na Polskę to ten pałac jest dość oryginalny. Znany jest także z pobytu Chopina, który napisał tutaj m.in. poloneza C-dur oraz finał koncertu fortepianowego F-moll. Pomnik kompozytora stoi tuż przed wejściem. W niewielkim parku otaczającym rezydencję są sztuczne ruiny i kilka stawów. Dalej znajdują się już naturalne lasy - dawne rewiry łowieckie Radziwiłłów. W ich obrębie znajdziemy wiele starych, często już próchniejących i martwych dębów, sadzonych zapewne w okresie, gdy rezydowali tu książęta z litewskiego rodu. Ścieżka przyrodnicza prowadzi nad śródleśny staw o dość dziwacznej nazwie Wydymacz. Miejscami woda przekracza ścieżkę na grobli i część lasu jest podtopiona. W północno-zachodnim rogu stawu prawie nad wodą rośnie zabytkowy dąb Wawrzyn. Kontynuuję spacer lasem za szlakiem niebieskim, dalej ku północy do grupy stawów Kocięba, położonych na lewo od dużego rozstaju dróg w środku lasu. Popas pod dębem rosnącym nad brzegiem akwenu. Jakiś niewielki futerkowiec śmignął mi niemal spod nóg. Z początku myślałem, że to zając, ale ten raczej skacze na boki i ma długie uszy. A ten sprintem do lasu i aż dziwię się jak tam wyhamował przed zarośniętym stawkiem. Wracam w stronę wsi. Przy pałacu jest też statuetka z kolorowym karpiem - znak firmowy Doliny Baryczy, której szlak, gdzieś tu się zaczyna. Nad stawem Szperek w Antoninie jest plaża i kąpielisko, ale o tej porze roku woda została spuszczona i oczywiście cały kompleks jest nieczynny. Nie ma tam sensu zbaczać. Natomiast bliżej stacji na niewielkiej wydmie stoi ceglana kaplica pałacowa. Na jej zapleczu w rządku znajdują się (chyba jednak symboliczne) groby kolejnych przedstawicieli familii Radziwiłłów. Wyjątkowo skromne. Wydaje się, że ich doczesne szczątki spoczywają w trumnach w przyziemiu kaplicy. Jest wprawdzie zamknięta, ale kryptę można podejrzeć przez okienko z boku.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Widzę że umiesz wygrzebywać ciekawe klimaty. Skąd złapałeś temat ?
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
W sensie kierunku? One się w sumie tak same rodzą. Lubię jeździć do Wielkopolski, bo tam jest sporo małych miasteczek z prawdziwego zdarzenia. Przy czym one są bardziej polskie niż poniemieckie, jak np. na Śląsku, chociaż jest to granica wpływów. Ale miejsca nieoczywiste są w zasadzie wszędzie.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Nowe i Stare Skalmierzyce
Nowe Skalmierzyce leżą mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Ostrowem Wielkopolskim a Kaliszem i są dość łatwo dostępne z obu tych miast, z których kursują autobusy komunikacji miejskiej (czy podmiejskiej). Ja dojechałem tam pociągiem z Ostrowa, zwłaszcza że główną atrakcją miasteczka jest wielki dworzec kolejowy na dawnym punkcie granicznym pomiędzy zaborem rosyjskim i pruskim. Swego czasu było to chyba jedyne połączenie kolejowe pomiędzy tymi dwoma zaborami, potem dołączyła linia przez Aleksandrów Kujawski w kierunku Bydgoszczy. Przed I wojną światową Skalmierzyce żyły z przemytnictwa i wtedy rozwijały się świetnie, teraz są w środku kraju i takie perspektywy zniknęły. Wielki dworzec tylko w małym fragmencie jest odrestaurowany na potrzeby stacji kolejowej z poczekalnią. Cała reszta stoi odłogiem podobnie jak sąsiadujące z nim budynki, w tym druga stacja położona po przeciwległej stronie torowiska. Ze względu na inny rozstaw szyn w Cesarstwie Rosyjskim pociągi musiały tu być przeładowywane na inne wagony, mniej więcej tak jak to obecnie ma miejsce w Medyce czy Małaszewiczach. Prócz tego w kompleksie jest też budynek poczty oraz stara wieża wodna. Drugim punktem który wypatrzyłem jadąc kiedyś autobusem z Kalisza do Ostrowa był skwer historyczny położony w miejscu, gdzie przebiegała granica zaborów na wschodnim przedmieściu Nowych Skalmierzyc. Jest tam sporo tablic informujących o tamtych czasach jak również rekonstrukcja budek granicznych i kapliczka. Bliżej centrum podobny kompleks pełni pomnik lotników z muralem. Nowe Skalmierzyce to nie jest miasto stare i zabytkowe. Rynek to taki przydrożny plac, nie specjalnie kształtny ani wybitny. Na skwerze pośrodku zdobi go stylowa fontanna. W pobliżu stoi dawny zbór ewangelicki, świątynia z wieżą, plus zabudowa plebanii w otoczeniu. Idę jednak dalej wzdłuż głównej drogi w kierunku Ostrowa. Pomiędzy Nowymi a Starymi Skalmierzycami znajdują się rozległe błonia. Część z nich zagospodarowano jako park z pomnikiem odzyskania niepodległości w 1918 roku. Za szeroką łąką dochodzę do sanktuarium w Starych Skalmierzycach. Kościół jest pod wezwaniem św. Katarzyny, ale słynie z cudownego obrazu Matki Boskiej, który znajduje się w bocznej kaplicy. Wewnątrz warto też zwrócić uwagę na kasetonowy sufit. Przed samym kościołem jest spory skwer, na którym ustawiono rozmaite rzeźby kultowe. Program obejmuje na pewno drogę krzyżową, ale jest tu też szereg innych scen religijnych, grota lurdzka oraz liczne tablice informacyjne. Przy kościele stoi też niewielki pałacyk - przed 1918 rokiem był to Bank Ludowy i stał się miejscem, gdzie uformowały się lokalne oddziały zbrojne walczące w Powstaniu Wielkopolskim.
Nowe Skalmierzyce leżą mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Ostrowem Wielkopolskim a Kaliszem i są dość łatwo dostępne z obu tych miast, z których kursują autobusy komunikacji miejskiej (czy podmiejskiej). Ja dojechałem tam pociągiem z Ostrowa, zwłaszcza że główną atrakcją miasteczka jest wielki dworzec kolejowy na dawnym punkcie granicznym pomiędzy zaborem rosyjskim i pruskim. Swego czasu było to chyba jedyne połączenie kolejowe pomiędzy tymi dwoma zaborami, potem dołączyła linia przez Aleksandrów Kujawski w kierunku Bydgoszczy. Przed I wojną światową Skalmierzyce żyły z przemytnictwa i wtedy rozwijały się świetnie, teraz są w środku kraju i takie perspektywy zniknęły. Wielki dworzec tylko w małym fragmencie jest odrestaurowany na potrzeby stacji kolejowej z poczekalnią. Cała reszta stoi odłogiem podobnie jak sąsiadujące z nim budynki, w tym druga stacja położona po przeciwległej stronie torowiska. Ze względu na inny rozstaw szyn w Cesarstwie Rosyjskim pociągi musiały tu być przeładowywane na inne wagony, mniej więcej tak jak to obecnie ma miejsce w Medyce czy Małaszewiczach. Prócz tego w kompleksie jest też budynek poczty oraz stara wieża wodna. Drugim punktem który wypatrzyłem jadąc kiedyś autobusem z Kalisza do Ostrowa był skwer historyczny położony w miejscu, gdzie przebiegała granica zaborów na wschodnim przedmieściu Nowych Skalmierzyc. Jest tam sporo tablic informujących o tamtych czasach jak również rekonstrukcja budek granicznych i kapliczka. Bliżej centrum podobny kompleks pełni pomnik lotników z muralem. Nowe Skalmierzyce to nie jest miasto stare i zabytkowe. Rynek to taki przydrożny plac, nie specjalnie kształtny ani wybitny. Na skwerze pośrodku zdobi go stylowa fontanna. W pobliżu stoi dawny zbór ewangelicki, świątynia z wieżą, plus zabudowa plebanii w otoczeniu. Idę jednak dalej wzdłuż głównej drogi w kierunku Ostrowa. Pomiędzy Nowymi a Starymi Skalmierzycami znajdują się rozległe błonia. Część z nich zagospodarowano jako park z pomnikiem odzyskania niepodległości w 1918 roku. Za szeroką łąką dochodzę do sanktuarium w Starych Skalmierzycach. Kościół jest pod wezwaniem św. Katarzyny, ale słynie z cudownego obrazu Matki Boskiej, który znajduje się w bocznej kaplicy. Wewnątrz warto też zwrócić uwagę na kasetonowy sufit. Przed samym kościołem jest spory skwer, na którym ustawiono rozmaite rzeźby kultowe. Program obejmuje na pewno drogę krzyżową, ale jest tu też szereg innych scen religijnych, grota lurdzka oraz liczne tablice informacyjne. Przy kościele stoi też niewielki pałacyk - przed 1918 rokiem był to Bank Ludowy i stał się miejscem, gdzie uformowały się lokalne oddziały zbrojne walczące w Powstaniu Wielkopolskim.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Ostrów Wielkopolski
Ostrów potraktowałem tym razem głównie jako bazę wypadową, bo jest to duży węzeł komunikacyjny. Głównie kolejowy, aczkolwiek można tu też skorzystać z kilku propozycji połączeń autobusowych. Jeśli chodzi o tą drugą kwestię to nastąpiły zmiany, bowiem zniknął całkowicie stary, dość obskurny dworzec autobusowy. W tym miejscu znajduje się teraz centrum handlowe znanej sieci oraz hala widowiskowa 3mk. W hali rozgrywają swoje mecze szczypiorniści Ostrovii oraz koszykarze miejscowej Stali. Dzień po moim wyjeździe odbył się tu mecz piłki ręcznej, w którym reprezentacja Polski pokonała Łotwę. Przy hali jest też nowoczesny terminal, głównie autobusów miejskich, aczkolwiek jedna z tych linii kursuje aż do Krotoszyna. Natomiast coś, co można nazwać właściwym dworcem autobusowym ogranicza się do starego przystanku blisko torów kolejowych z wyboistym placem manewrowym. Dworzec kolejowy też jest po liftingu. Zachował jednak bryłę z lat 60-tych z charakterystyczną mozaiką na elewacji. Ale do najpiękniejszych to on nie należy. Naprzeciwko charakterystyczny mural z Krzysztofem Komedą.
Samo miasto ma dwa, może trzy spektakularne obiekty i sporą dzielnicę śródmiejską, w której na pewno tkwi potencjał, ale która prezentuje się, póki co, tak sobie. W sumie to taka mała Łódź z całkiem sporym zbiorem ciekawych XIX-wiecznych kamienic. No i jedna z antagonistycznych par. Tak jak Bydgoszcz i Toruń, Radom i Kielce, tak również Ostrów i Kalisz. Zwraca uwagę dość monumentalna zabudowa przy ulicy Kolejowej, prowadzącej od dworca w stronę rynku. W kamienicy naprzeciwko starej poczty wieczorem odbywała się lekcja baletu, a rozświetlona sala ćwiczeń jest tak umiejscowiona, że przez szybę można w zasadzie oglądać występy. Jeśli chodzi o miejską architekturę, to najciekawsza jest tu zapewne konkatedra. Zwłaszcza z zewnątrz ta neoromańska świątynia prezentuje się okazale. W nocy jest ładnie iluminowana. Przed wejściem stoi pomnik prymasa Mieczysława Ledóchowskiego, znanego też pod rodowym przydomkiem Halka. Przeciwstawiał się pruskiej polityce Kulturkampfu i właśnie w Ostrowie spędził z tego powodu 2 lata w więzieniu. Nic więc dziwnego, że zyskał tu upamiętnienie. Wnętrze katedry jest dość ciemne. Wystrój nawiązuje trochę do tego neoromańskiego stylu. Zwracają uwagę malowidła ścienne i figury przy ołtarzu. Drugim spektakularnym obiektem jest synagoga w stylu mauretańskim przy ulicy Raszkowskiej. Obecnie to dom kultury, a sala jest wynajmowana na okolicznościowe uroczystości. Przy niej stworzono dwa murale - jeden to wiersz okolicznościowy, drugi przedstawia budowniczego bóżnicy. Na rynku Ostrowa stoi odrestaurowany ratusz. Jest tu też kilka knajpek z ogródkami na zewnątrz. W tym sensie przypomina on trochę rynek krakowski, aczkolwiek klientów jednak jest tu zdecydowanie mniej. Warto obejrzeć jeszcze dawny zbór ewangelicki przy ulicy Królowej Jadwigi, w bok od rynku. W środku jest charakterystyczna dwupiętrowa galeria z boku nawy, na którą można bez problemu wejść i obejrzeć wnętrze kościoła z góry. Jest jeszcze kościół św. Antoniego przy końcu ulicy Raszkowskiej, wielki i stanowiący wybitny punkt panoramy Ostrowa widzianej z pociągu. W sumie większość tych obiektów widziałem w czasie swojej pierwszej wizyty w tym mieście (viewtopic.php?p=29239&hilit=Kalisz#p29239). Również park miejski z amfiteatrem i malowniczy zaułek blisko rynku. Więc nowym "odkryciem" były, co najwyżej, drobne detale, ewentualnie resztki dawnego kirkutu na placu 23 stycznia.
Ostrów potraktowałem tym razem głównie jako bazę wypadową, bo jest to duży węzeł komunikacyjny. Głównie kolejowy, aczkolwiek można tu też skorzystać z kilku propozycji połączeń autobusowych. Jeśli chodzi o tą drugą kwestię to nastąpiły zmiany, bowiem zniknął całkowicie stary, dość obskurny dworzec autobusowy. W tym miejscu znajduje się teraz centrum handlowe znanej sieci oraz hala widowiskowa 3mk. W hali rozgrywają swoje mecze szczypiorniści Ostrovii oraz koszykarze miejscowej Stali. Dzień po moim wyjeździe odbył się tu mecz piłki ręcznej, w którym reprezentacja Polski pokonała Łotwę. Przy hali jest też nowoczesny terminal, głównie autobusów miejskich, aczkolwiek jedna z tych linii kursuje aż do Krotoszyna. Natomiast coś, co można nazwać właściwym dworcem autobusowym ogranicza się do starego przystanku blisko torów kolejowych z wyboistym placem manewrowym. Dworzec kolejowy też jest po liftingu. Zachował jednak bryłę z lat 60-tych z charakterystyczną mozaiką na elewacji. Ale do najpiękniejszych to on nie należy. Naprzeciwko charakterystyczny mural z Krzysztofem Komedą.
Samo miasto ma dwa, może trzy spektakularne obiekty i sporą dzielnicę śródmiejską, w której na pewno tkwi potencjał, ale która prezentuje się, póki co, tak sobie. W sumie to taka mała Łódź z całkiem sporym zbiorem ciekawych XIX-wiecznych kamienic. No i jedna z antagonistycznych par. Tak jak Bydgoszcz i Toruń, Radom i Kielce, tak również Ostrów i Kalisz. Zwraca uwagę dość monumentalna zabudowa przy ulicy Kolejowej, prowadzącej od dworca w stronę rynku. W kamienicy naprzeciwko starej poczty wieczorem odbywała się lekcja baletu, a rozświetlona sala ćwiczeń jest tak umiejscowiona, że przez szybę można w zasadzie oglądać występy. Jeśli chodzi o miejską architekturę, to najciekawsza jest tu zapewne konkatedra. Zwłaszcza z zewnątrz ta neoromańska świątynia prezentuje się okazale. W nocy jest ładnie iluminowana. Przed wejściem stoi pomnik prymasa Mieczysława Ledóchowskiego, znanego też pod rodowym przydomkiem Halka. Przeciwstawiał się pruskiej polityce Kulturkampfu i właśnie w Ostrowie spędził z tego powodu 2 lata w więzieniu. Nic więc dziwnego, że zyskał tu upamiętnienie. Wnętrze katedry jest dość ciemne. Wystrój nawiązuje trochę do tego neoromańskiego stylu. Zwracają uwagę malowidła ścienne i figury przy ołtarzu. Drugim spektakularnym obiektem jest synagoga w stylu mauretańskim przy ulicy Raszkowskiej. Obecnie to dom kultury, a sala jest wynajmowana na okolicznościowe uroczystości. Przy niej stworzono dwa murale - jeden to wiersz okolicznościowy, drugi przedstawia budowniczego bóżnicy. Na rynku Ostrowa stoi odrestaurowany ratusz. Jest tu też kilka knajpek z ogródkami na zewnątrz. W tym sensie przypomina on trochę rynek krakowski, aczkolwiek klientów jednak jest tu zdecydowanie mniej. Warto obejrzeć jeszcze dawny zbór ewangelicki przy ulicy Królowej Jadwigi, w bok od rynku. W środku jest charakterystyczna dwupiętrowa galeria z boku nawy, na którą można bez problemu wejść i obejrzeć wnętrze kościoła z góry. Jest jeszcze kościół św. Antoniego przy końcu ulicy Raszkowskiej, wielki i stanowiący wybitny punkt panoramy Ostrowa widzianej z pociągu. W sumie większość tych obiektów widziałem w czasie swojej pierwszej wizyty w tym mieście (viewtopic.php?p=29239&hilit=Kalisz#p29239). Również park miejski z amfiteatrem i malowniczy zaułek blisko rynku. Więc nowym "odkryciem" były, co najwyżej, drobne detale, ewentualnie resztki dawnego kirkutu na placu 23 stycznia.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Sulmierzyce
To z kolei typowe miasteczko rolnicze jakich pełno w południowej Wielkopolsce, zwłaszcza w byłym województwie leszczyńskim. Kwintesencją tego był chyba swojski zapach wyczuwalny jeszcze w promieniu kilku kilometrów od miasta. Chyba taka pora, że nawóz wylewa się na pola na przednówku, ale w samym mieście były też jakieś niewielkie zakłady paszowe, albo coś w tym guście. Zresztą na północnej rogatce, przy starym gospodarstwie mijam prawdziwy lamus starych maszyn rolniczych. Porzucone gdzie popadnie na łące, nie wiem, czy wykorzystywane są jeszcze w sezonie, czy po prostu stoją tutaj, tak jak je zostawiono. Ale ta mieścinka w Wielkopolsce posiada nawet swój bulwar - dwupasmową ulicę z zadrzewioną promenadą pośrodku. W centrum znajduje się stary kościół pod wezwaniem św. Józefa. Wnętrze zamknięte, kilka ciekawych figur, rzeźb i innych detali znaleźć można w otoczeniu. Przed kościołem jest też stary pomnik w kształcie obelisku, który upamiętnia urodzonego w Sulmierzycach poetę renesansowego Sebastiana Klonowica, autora m.in. znanego opisu spływu Wisłą na flisackiej tratwie. Robię krótki spacer do ładnego i w całości zachowanego drewnianego wiatraka koźlaka, stojącego po północnej stronie miasteczka. Potem wracam na jego przeciwległy kraniec, aby obejrzeć dawny zbór ewangelicki. Nad bramą stary niemiecki napis. Wszystkie te miejsca mają swój klimat, ale oczywiście główną osobliwością Sulmierzyc jest drewniany ratusz, stojący na środku małomiasteczkowego rynku. Podobno w środku jest małe muzeum, ale prawdę mówiąc nic na to nie wskazuje. Pora dość wczesna, więc że zamknięte to nic dziwnego. Ale brak nawet szyldu czy jakiejś tablicy informacyjnej. Byłoby tu cicho i sielsko, gdyby nie ulica przecinająca plac na przestrzał, którą raz za razem suną wielkie tiry. Gdyby nie one miasteczko w sam raz do grupy cittaslow. Ma na to papiery. Aż jestem zdziwiony czemu oni tędy jeżdżą. Sulmierzyce nie mają obwodnicy, podobnie jak sąsiedni Odolanów, tylko czy ta boczna trasa na Krotoszyn jest akurat tak ważna logistycznie.
Przez Dąbrowy Krotoszyńskie w stronę Krotoszyna
Do Sulmierzyc docierają busy z Ostrowa Wielkopolskiego, dalej jednak połączeń nie ma. Tutaj zaczynam, więc najdłuższy, bo kilkunastokilometrowy spacer w trakcie tego wyjazdu, aż do sąsiedniego Krotoszyna. Szlak żółty biegnie przez kompleks leśny zwany Dąbrowami Krotoszyńskimi. Z początku krajobraz jest taki rolno-leśny. Zagajniki wśród pól i łąk. Szlak prowadzi zrazu gruntowymi drogami, a w pewnym miejscu praktycznie bez wyraźnej ścieżki środkiem łąk. Jeden z takich lasków przy szlaku kryje prehistoryczne grodzisko zwane grodem Sulimira. To pierwsza siedziba Sulmierzyc z wczesnych czasów piastowskich. Obiekt nie jest w żaden sposób opisany, bez GPS łatwo go przegapić. Ale jak wejdzie się w las, to widać zarys wału otaczającego dawny gród. Dziś jest oczywiście mocno zarośnięty i tylko z jednej strony skarpa wyróżnia się dość wyraźnie od otoczenia. Szlak biegnie dalej lasami wśród wydm. Drzewostan głównie sosnowy, aż zastanawiam się skąd nazwa dąbrowy, powinny być raczej sośniny. Ale powoli pojawiają się też dęby. Spore ich skupisko znajduje się w rewirze zwanym dąbrową Smoszew. Odkryto tutaj prehistoryczne kurhany z pochówkami. Do dziś widać spore kopce ciągnące się w lesie na których wyrastają stare dęby. Jeden z kurhanów został rozkopany i udostępniony drewnianym mostkiem. W środku grobu leży pełno głazów. Jest nawet atrapa samego pochówku. Przekraczam ruchliwą drogę 444 i wędruję w kierunku dębu Rozdrażewskiego. Nosi imię kasztelana kaliskiego z czasów szwedzkiego Potopu, który w odróżnieniu do większości szlachty wielkopolskiej nie złożył broni i w tym leśnym ostępie werbował ochotników do wojny partyzanckiej. Sam dąb to w zasadzie smutny kikut - nie wiadomo ile jeszcze postoi. W tym miejscu opuszczam szlak żółty. Chcąc dostać się do wieży widokowej pod Krotoszynem wybieram inny wariant marszu. Przechodzę fragmentem rezerwatu Miejski Bór. Tablice ostrzegają przed niebezpieczeństwem spadających gałęzi. Rzeczywiście wiele tu starych usychających drzew, ale przy ładnej bezwietrznej pogodzie szanse, że coś nagle runie raczej są niewielkie. Dochodzę do granicy lasu na skraju Krotoszyna.
To z kolei typowe miasteczko rolnicze jakich pełno w południowej Wielkopolsce, zwłaszcza w byłym województwie leszczyńskim. Kwintesencją tego był chyba swojski zapach wyczuwalny jeszcze w promieniu kilku kilometrów od miasta. Chyba taka pora, że nawóz wylewa się na pola na przednówku, ale w samym mieście były też jakieś niewielkie zakłady paszowe, albo coś w tym guście. Zresztą na północnej rogatce, przy starym gospodarstwie mijam prawdziwy lamus starych maszyn rolniczych. Porzucone gdzie popadnie na łące, nie wiem, czy wykorzystywane są jeszcze w sezonie, czy po prostu stoją tutaj, tak jak je zostawiono. Ale ta mieścinka w Wielkopolsce posiada nawet swój bulwar - dwupasmową ulicę z zadrzewioną promenadą pośrodku. W centrum znajduje się stary kościół pod wezwaniem św. Józefa. Wnętrze zamknięte, kilka ciekawych figur, rzeźb i innych detali znaleźć można w otoczeniu. Przed kościołem jest też stary pomnik w kształcie obelisku, który upamiętnia urodzonego w Sulmierzycach poetę renesansowego Sebastiana Klonowica, autora m.in. znanego opisu spływu Wisłą na flisackiej tratwie. Robię krótki spacer do ładnego i w całości zachowanego drewnianego wiatraka koźlaka, stojącego po północnej stronie miasteczka. Potem wracam na jego przeciwległy kraniec, aby obejrzeć dawny zbór ewangelicki. Nad bramą stary niemiecki napis. Wszystkie te miejsca mają swój klimat, ale oczywiście główną osobliwością Sulmierzyc jest drewniany ratusz, stojący na środku małomiasteczkowego rynku. Podobno w środku jest małe muzeum, ale prawdę mówiąc nic na to nie wskazuje. Pora dość wczesna, więc że zamknięte to nic dziwnego. Ale brak nawet szyldu czy jakiejś tablicy informacyjnej. Byłoby tu cicho i sielsko, gdyby nie ulica przecinająca plac na przestrzał, którą raz za razem suną wielkie tiry. Gdyby nie one miasteczko w sam raz do grupy cittaslow. Ma na to papiery. Aż jestem zdziwiony czemu oni tędy jeżdżą. Sulmierzyce nie mają obwodnicy, podobnie jak sąsiedni Odolanów, tylko czy ta boczna trasa na Krotoszyn jest akurat tak ważna logistycznie.
Przez Dąbrowy Krotoszyńskie w stronę Krotoszyna
Do Sulmierzyc docierają busy z Ostrowa Wielkopolskiego, dalej jednak połączeń nie ma. Tutaj zaczynam, więc najdłuższy, bo kilkunastokilometrowy spacer w trakcie tego wyjazdu, aż do sąsiedniego Krotoszyna. Szlak żółty biegnie przez kompleks leśny zwany Dąbrowami Krotoszyńskimi. Z początku krajobraz jest taki rolno-leśny. Zagajniki wśród pól i łąk. Szlak prowadzi zrazu gruntowymi drogami, a w pewnym miejscu praktycznie bez wyraźnej ścieżki środkiem łąk. Jeden z takich lasków przy szlaku kryje prehistoryczne grodzisko zwane grodem Sulimira. To pierwsza siedziba Sulmierzyc z wczesnych czasów piastowskich. Obiekt nie jest w żaden sposób opisany, bez GPS łatwo go przegapić. Ale jak wejdzie się w las, to widać zarys wału otaczającego dawny gród. Dziś jest oczywiście mocno zarośnięty i tylko z jednej strony skarpa wyróżnia się dość wyraźnie od otoczenia. Szlak biegnie dalej lasami wśród wydm. Drzewostan głównie sosnowy, aż zastanawiam się skąd nazwa dąbrowy, powinny być raczej sośniny. Ale powoli pojawiają się też dęby. Spore ich skupisko znajduje się w rewirze zwanym dąbrową Smoszew. Odkryto tutaj prehistoryczne kurhany z pochówkami. Do dziś widać spore kopce ciągnące się w lesie na których wyrastają stare dęby. Jeden z kurhanów został rozkopany i udostępniony drewnianym mostkiem. W środku grobu leży pełno głazów. Jest nawet atrapa samego pochówku. Przekraczam ruchliwą drogę 444 i wędruję w kierunku dębu Rozdrażewskiego. Nosi imię kasztelana kaliskiego z czasów szwedzkiego Potopu, który w odróżnieniu do większości szlachty wielkopolskiej nie złożył broni i w tym leśnym ostępie werbował ochotników do wojny partyzanckiej. Sam dąb to w zasadzie smutny kikut - nie wiadomo ile jeszcze postoi. W tym miejscu opuszczam szlak żółty. Chcąc dostać się do wieży widokowej pod Krotoszynem wybieram inny wariant marszu. Przechodzę fragmentem rezerwatu Miejski Bór. Tablice ostrzegają przed niebezpieczeństwem spadających gałęzi. Rzeczywiście wiele tu starych usychających drzew, ale przy ładnej bezwietrznej pogodzie szanse, że coś nagle runie raczej są niewielkie. Dochodzę do granicy lasu na skraju Krotoszyna.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Atrapa pochówku w kurhanie to ciekawy i chyba rzadko spotykany pomysł.
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Też mnie to zaskoczyło. I że nikt tego jeszcze nie zniszczył albo nie ukradł.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Może za daleko od siedzib ludzkich ? I zapewne mało kto o tym wie.Comen pisze: wczoraj, o 13:07 Też mnie to zaskoczyło. I że nikt tego jeszcze nie zniszczył albo nie ukradł.
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Pewnie tak, aczkolwiek niedaleko drogi przelotowej. Turystów raczej brak o tej porze roku, ale leśnicy tam chodzą.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
