Nietypowe mam skojarzenia/wspomnienia z tym krajem.
Dwie miejscowości: Delft oraz Zwolle, w których miałem okazję być kilka ładnych lat temu.
Dodatkowo pamiętam też mój krótki pobyt w Utrechcie.
Kto z Was był w stolicy?
Jakie wrażenia?

Forum "Turystycznie" - najciekawsze forum turystyczne w sieci! Już od ponad 15 lat!
Holandia
Re: Holandia
Byłam w Amsterdamie parę ładnych lat temu i zdecydowanie warto tam się wybrać. Niesamowity system kanałów, ciekawy klimat miasta i dużo ciekawych miejsc (np. rynek, kawiarenki, Muzeum Van Gogha). Polecam szczególnie rejs/taxi łódką po kanałach amsterdamskich. Ludzie bardzo pogodni i nie ma problemów z dogadaniem się. Niestety jest stosunkowo drogo i zakupy warto robić w dużych supermarketach np. Lidl (najtańszy) czy Albert Heijn. Od stycznia rozpoczynam studia w ramach programu Erasmus w Nijmegen tuż przy granicy holendersko - niemieckiej. Po powrocie będę mogła się szerzej wypowiedzieć w tym temacie.
Re: Holandia
Warto. Kanały zabudowane skromnymi domami, część z nich jest krzywa, i to w dwóch płaszczyznach, gotycki De Oude Kerk znany z cudu, otoczony burdelami z k*** stojacymi w oknach, pałac królewski, który był kiedyś ratuszem, dom Anny Frank, zwodzone mosty, windjamen w starym porcie, szlifiernie diamentów (w małych powitaja jak starego kumpla i pokażą, w dużych zorganizuja wycieczkę i zaproszą na kawę, bedącą de facto sutym obiadem, oczywiście wszystko za darmo), robotnicza (teraz mardzo modna, ale nie straciła nai na jotę swego charakteru) dzielnica Jeruzaal, stadion Ajaxu, systemy obronne amsterdamskiej linii wodnej, dzielnica chińska, beginaż, sklepy dla homoseksualistów (dziewczyny, nawet nie wyobrażacie sobie, jakie wrażenie zrobicie wchodząc do sklepu gejowskiego), maleńkie browary, klimatyczne knajpki, oryginalne pomniki i jeszcze mnóstwo innych ciekawych rzeczy.
Oprócz tego zaliczyłem Tilburg, Hilvarenbeek, PN De Loonse en Drunense Duinen, `s-Hertogenbosch, Bredę, Hagę i Scheveningen
Oprócz tego zaliczyłem Tilburg, Hilvarenbeek, PN De Loonse en Drunense Duinen, `s-Hertogenbosch, Bredę, Hagę i Scheveningen
Re: Holandia
Holandię najlepiej zwiedzać na rowerze. Sieć ścieżek rowerowych jest niesamowicie rozbudowana. Ba, Mają nawet rowerową nawigację. Nie wiem, czy działa jak samochodowa, że głos np. Szurkowskiego czy Langa mówi, żeby skręcić w lewo, ale na pewno siedząc przy komputerze można sobie wyznaczyć najlepszą drogę w dane miejsce. Gdy przyjechałem tam do roboty, zakwaterowano mnie w jednym końcu miasta, a po informacje, jak i kiedy jechać do roboty, miałem się wybrać w drugi koniec. No to dostałem wydruk z optymalną trasą rowerową. Ale optymalną dla kompletnego kretyna. Bo lepsza, szybsza, była inna, wiodąca przez centrum. Tyle że tam było wiele świateł, a Holendrzy widocznie sądzą, że są nacje na świecie, które nie widziały sygnalizacji świetlnej, więc widocznie proponują trasę dla dzikusów i cywilizowanych.
Poza miastem nawigacja jest zbędna. Można nabyć mapy i według nich jeździć po kraju. Można i jeździć bez map. Bo oznakowanie jest doskonałe. Co kilka kilometrów, albo i mniej, są skrzyżowania z innymi trasami. Stoi tam drogowskaz, który pokazuje, jak daleko jest gdzieś tam. Mając mapę (5 euro, 1:80 000, na skrajach informacje, jaka mapa prezentuje teren dalej), wiadomo, że jedziemy teraz trasą do przystanku nr 88, na którym skręcamy w lewo i jedziemy inną drogą do przystanku 24, dalej prosto do kolejnego, np. 56, gdzie skręcamy w prawo i tak dalej. Tym sposobem poruszałem się tylko raz, z Tilburga do parku narodowego De Loonse en Drunense Duinen, ale bardzo sobie ten system chwalę. Zresztą można i nie mieć mapy, za to wciąż mieć 5 euro w kieszeni i trafić gdzie trzeba. Bo co kilka przystanków są tablice z mapą okolicy. Tym sposobem robiąc z Tilburga ptl via Goirle, Hilvarenbeek, Esbeek, Rovertse Heide (wrzosowisko Rovert), Poppel (to już Belgia), skręciłem na wrzosowisko Regte Heide, bo mnie zaciekawiły zdjęcia, przedstawiające miniaturowe Stonehenge, tyle że zamiast kamiennych, miały tam by drewniane kręgi. I w. wym. systemem przystanków dotarłem na miejsce, a potem wróciłem na tilburską kwaterę.
Systemu tego nie używałem tylko jadąc do s`Hertogenbosch i Bredy, bo tam miałem prościutką trasę wzdłuż autostrady, więc wystarczyło od czasu do czasu zerkać na brązowe drogowskazy, czy jadę nadal jak trzeba, czy też przypadkiem skręciłem na Dordrecht.
A już w większym mieście to rower stawiałem na pierwszym lepszym parkingu i łaziłem piechotą. Z wyjątkiem Bredy, bo tam rower zostawiłem koło jakiejś szkoły, a potem przełaziłem całe centrum, by wrócić po rower i pojechać przez owe centrum na zachodnie krańce miasta na cmentarz polskich żołnierzy, a stamtąd, gdy już zmierzchało, przez centrum wróciłem do Tilburga.
Gdybym nie oglądał ze wszystkich stron każdego zarobionego euro, to zapakowałbym rower do pociągu i tym samym sposobem przemierzył Hagę i Amsterdam. Czyli – najbliższa okolica wokół roweru, potem na rower, parę kilometrów dalej i znów włóczęga po mieście. Dzięki temu w Amsterdamie udałoby się zobaczyć więcej, a z Hagi nie wróciłbym jako prawie nieboszczyk.
Poza miastem nawigacja jest zbędna. Można nabyć mapy i według nich jeździć po kraju. Można i jeździć bez map. Bo oznakowanie jest doskonałe. Co kilka kilometrów, albo i mniej, są skrzyżowania z innymi trasami. Stoi tam drogowskaz, który pokazuje, jak daleko jest gdzieś tam. Mając mapę (5 euro, 1:80 000, na skrajach informacje, jaka mapa prezentuje teren dalej), wiadomo, że jedziemy teraz trasą do przystanku nr 88, na którym skręcamy w lewo i jedziemy inną drogą do przystanku 24, dalej prosto do kolejnego, np. 56, gdzie skręcamy w prawo i tak dalej. Tym sposobem poruszałem się tylko raz, z Tilburga do parku narodowego De Loonse en Drunense Duinen, ale bardzo sobie ten system chwalę. Zresztą można i nie mieć mapy, za to wciąż mieć 5 euro w kieszeni i trafić gdzie trzeba. Bo co kilka przystanków są tablice z mapą okolicy. Tym sposobem robiąc z Tilburga ptl via Goirle, Hilvarenbeek, Esbeek, Rovertse Heide (wrzosowisko Rovert), Poppel (to już Belgia), skręciłem na wrzosowisko Regte Heide, bo mnie zaciekawiły zdjęcia, przedstawiające miniaturowe Stonehenge, tyle że zamiast kamiennych, miały tam by drewniane kręgi. I w. wym. systemem przystanków dotarłem na miejsce, a potem wróciłem na tilburską kwaterę.
Systemu tego nie używałem tylko jadąc do s`Hertogenbosch i Bredy, bo tam miałem prościutką trasę wzdłuż autostrady, więc wystarczyło od czasu do czasu zerkać na brązowe drogowskazy, czy jadę nadal jak trzeba, czy też przypadkiem skręciłem na Dordrecht.
A już w większym mieście to rower stawiałem na pierwszym lepszym parkingu i łaziłem piechotą. Z wyjątkiem Bredy, bo tam rower zostawiłem koło jakiejś szkoły, a potem przełaziłem całe centrum, by wrócić po rower i pojechać przez owe centrum na zachodnie krańce miasta na cmentarz polskich żołnierzy, a stamtąd, gdy już zmierzchało, przez centrum wróciłem do Tilburga.
Gdybym nie oglądał ze wszystkich stron każdego zarobionego euro, to zapakowałbym rower do pociągu i tym samym sposobem przemierzył Hagę i Amsterdam. Czyli – najbliższa okolica wokół roweru, potem na rower, parę kilometrów dalej i znów włóczęga po mieście. Dzięki temu w Amsterdamie udałoby się zobaczyć więcej, a z Hagi nie wróciłbym jako prawie nieboszczyk.