Małopolskie: Kęty, Andrychów, Przełom Rzyczanki 2 stycznia 2026
: 2 sty 2026, o 20:09
Na początek roku dwa podbeskidzkie miasteczka wraz z panoramą gór.
Kęty to raczej miasteczko przeciętne jeśli chodzi o walory turystyczne. Chlubią się autentyczną starówką oraz sanktuarium Jana Kantego. Wszystko to prawda, ale starówka nie ma specjalnie spektakularnych zabytków.
Rynek jest z dość ruchliwym skrzyżowaniem. Na światłach czeka się wieki. W ogóle w tym niewielkim miasteczku panuje jakiś nadzwyczajny ruch samochodowy. Albo taki dzień, albo jakiś miejscowy fenomen, że wszyscy jak raz używają samochodów. Na płycie rynku stoi figura św. Jana Kantego.
Tych figur jest zresztą kilka w kilku miejscach miasta. Historia jest taka, że Niemcy w 1941 roku usunęli ją z rynku. Po II wojnie światowej nadzwyczaj się rozmnożyły, bo wróciła ta rynkowa, inna stanęła przy sanktuarium, a inna jeszcze przy klasztorze w północnej części miasteczka.
Fara kęcka nosi wezwanie św. Katarzyny i Małgorzaty, i pełni rolę sanktuarium Matki Boskiej Pocieszenia.
Taki obraz znajduje się w ołtarzu.
Obok kościoła farnego jest nieco mniejsze sanktuarium św. Jana Kantego.
Jan z Kęt to XV-wieczny profesor Akademii Krakowskiej kanonizowany w 1767 roku. Niestety oba kościoły były w zasadzie zamknięte. Otwarte tylko przedsionki z których można było prowizorycznie zaglądnąć do wnętrza. Sądziłem, że świątynie o statusie sanktuaryjnym powinny być otwarte. Nieco dalej od centrum stoi ładny barokowy klasztor otoczony ozdobnym murem.
Na dziedzińcu jest stara kamienna studnia.
Muzeum klasztorne wyglądało natomiast na zamknięte. Park miejski ominąłem trochę bokiem, ale nie sądzę, aby wpłynął wybitnie na zmianę mojego wizerunku miasta. Można przystanąć na chwilę w drodze, ale cudów to tam nie ma.
W sumie podobnie można rzec o Andrychowie. Środek miasta zajmuje wiecznie zrujnowany i remontowany dwór Pałac Bobrowskich. Powyżej niego staw, który uznać można za najładniejszy zakątek w centrum miasta. Ale ja w zasadzie przyjechałem pod Andrychów. Po pierwsze, aby spojrzeć na Beskidy z nowej wieży widokowej na Pańskiej Górze. Ze stacji kolejowej dotrzeć tam można zielonym szlakiem turystycznym. Panorama warta jest podejścia. Widać główny grzbiet Beskidu Małego oraz ciągnące się ku wschodowi niewysokie Skałki Andrychowskie. Na północy płaska część Pogórza Śląskiego kontrastująca z wyraźnym progiem Beskidów. U stóp wzniesienia miasto Andrychów. Dalszy spacer przez podgórskie osiedle Biedasów w stronę doliny Rzyczanki. Osobliwością jest krótki odcinek przełomowy rzeczki, która wcina się w czarne łupki wierzowskie. Skały jak to łupki tworzą płaskie płyty zapadające bądź pod kątem, bądź zwisające nad samym brzegiem rzeki w postaci skalnych teras. Jest tu kilka kaskad i małych wodospadów. Pewnie teren wyglądałby jeszcze ciekawiej np. złotą jesienią, gdy czarne skały kontrastowałyby z kolorem drzew. Trochę szkoda, że miejsce jest dość dzikie i słabo zagospodarowane. Przydałaby się zwłaszcza w okolicy kładka, aby móc obejrzeć brzegi z obu stron. Na drugim brzegu jest ławeczka oraz tablica informacyjna, niestety aby się do niej dostać piechotą trzeba by wędrować jeszcze z godzinę.
W sumie podobnie można rzec o Andrychowie. Środek miasta zajmuje wiecznie zrujnowany i remontowany dwór Pałac Bobrowskich. Powyżej niego staw, który uznać można za najładniejszy zakątek w centrum miasta. Ale ja w zasadzie przyjechałem pod Andrychów. Po pierwsze, aby spojrzeć na Beskidy z nowej wieży widokowej na Pańskiej Górze. Ze stacji kolejowej dotrzeć tam można zielonym szlakiem turystycznym. Panorama warta jest podejścia. Widać główny grzbiet Beskidu Małego oraz ciągnące się ku wschodowi niewysokie Skałki Andrychowskie. Na północy płaska część Pogórza Śląskiego kontrastująca z wyraźnym progiem Beskidów. U stóp wzniesienia miasto Andrychów. Dalszy spacer przez podgórskie osiedle Biedasów w stronę doliny Rzyczanki. Osobliwością jest krótki odcinek przełomowy rzeczki, która wcina się w czarne łupki wierzowskie. Skały jak to łupki tworzą płaskie płyty zapadające bądź pod kątem, bądź zwisające nad samym brzegiem rzeki w postaci skalnych teras. Jest tu kilka kaskad i małych wodospadów. Pewnie teren wyglądałby jeszcze ciekawiej np. złotą jesienią, gdy czarne skały kontrastowałyby z kolorem drzew. Trochę szkoda, że miejsce jest dość dzikie i słabo zagospodarowane. Przydałaby się zwłaszcza w okolicy kładka, aby móc obejrzeć brzegi z obu stron. Na drugim brzegu jest ławeczka oraz tablica informacyjna, niestety aby się do niej dostać piechotą trzeba by wędrować jeszcze z godzinę.