Strona 1 z 2

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)

: 15 lis 2016, o 09:48
autor: Gollum
Vlora
Taki albański Poznań z Pruszkowem w jednym. Najbogatsze miasto w kraju, ale że to dorobienie z całą pewnością nie było uczciwe, to wiedzą wszyscy. To także takie albański Lublin, bo tu się zaczęła albańska niepodległość. Tyle, że w przeciwieństwie do Lublina, Vlora o tym fakcie pamięta. Co do wielkości czwarte, po Tiranie, Durresie i Szkodrze miasto Albanii.
Vlora robi się jak Pekin. Stare chutongi burzy się, a na ich miejscu stają biurowce i hotele. Tu to samo. Na gruzach burzonej starej Vlory powstają coraz to nowe biurowce i hotele. Inwestorzy kasy mają jak lodu. Dorobili się na przemycie ludzi i narkotyków do Włoch, a potem na piramidach finansowych. Albańscy Plichtowie, Gawronikowie, Bagsikowie, Pershingowie, Świtalscy, Biereccy, u nas rozrzuceni pomiędzy Gdańsk, Poznań i Warszawę, są skupieni we Vlorze. Nadmorski odcinek ul. Sadika Zotaja, głównej ulicy Vlory oraz odchodząca od niej w kierunku Sarandy ul. Çamëria zabudowane i zabudowywane są dziesięciopiętrowymi luksusowymi hotelami. Z kolei takiej samej wysokości biurowce powstają w okolicy ul. Mustafy Qemali, a już powstały na środkowym odcinku wspomnianej ulicy Zotaja.
Vlora nie obfituje w zabytki. Bodaj najcenniejszym jest malutki meczet z czasów Sulejmana Wspaniałego, znany jako meczet Murada. Stoi przy końcu (licząc od morza) ul. Zotaja, obok miejsca, gdzie przechodzi ona w ul. Qemalego.
Kusum-Baba, czyli mauzoleum bektaszytów na górze nad miastem zdecydowanie przewyższa meczet znaczeniem. Jest tam grób Sejjida Ali Sultana, znanego jako Kuzum Baba (Ojciec Kuzum), duchowego przywódcy bektaszytów. Bektaszyci to tacy muzułmanie, którzy jedzą wieprzowinę, piją alkohol, nie przestrzegają ramadanu, ba, pozwalają sobie nawet na dowcipy na tematy religijne, które u wahabitów byłyby wystarczającym powodem do nałożenia fatwy (obowiązek zabicia przez każdego muzułmanina). Zresztą muzułmanie, sunnici i szyici, zgodnie uważają bektaszytów za heretyków. Najwięcej bektaszytów mieszka w Iranie i właśnie Albanii.
Wejście jest proste. Dochodząc do meczetu Murada, patrzy się w prawo i po drugiej stronie ulicy widać schody. Na górze widzimy klockowatą, ale ciekawą tekke, czyli bektaszycką świątynię, pomalowaną na żółto i zielono. Taras restauracji obok jest świetnym punktem widokowym na Vlorę. Obok jest wspomniane mauzoleum z grobem.
Do tego parę muzeów, parę starych (z przełomu XIX i XX wieku) budynków i w zasadzie tyle. Ale choć to grajdoł, to warto połazić po starej Vlorze, rozciągającej się na północ od meczetu. Wystarczy zanurzyć się w starych uliczkach i chłonąć atmosferę miejsca, czyli starej, miejskiej Albanii.
Można zobaczyć m.in. uliczny zakład obuwniczy. Wygląda jak szewc. Ale on nie naprawia butów. On szyje nowe! Paręnaście metrów dalej – sklep obuwniczy z butami, które już uszył. W wielu miejs na początkowym odcinku ul. Demokracji jrdt targ żywych zwierząt. Na chodniku leżą spętane owce i kury, które niebawem trafią pod nóż. Traumatyczne wrażenia murowane.
W parkach wszystkie ławki zajęte są przez emerytów rżnącym w karty i szachy. Cokolwiek to dziwne, zważywszy, że wciąż pokutuje u nas plotka, jakoby w Albanii nie było emerytur. Tymczasem według danych ONZ Albania pod względem uposażenia emerytów jest znaaaczenie wyżej niż Polska (o 23 pozycje na 109 przebadanych krajów)! Albania przewyższa nie tylko nas, ale także Chorwację, Grecję i Węgry.
Ale – dotyczy to tylko pracujących poza rolnictwem. Bo rolnicy, jak w Polsce przed wojną, za Bieruta, Gomułki i wczesnego Gierka, emerytur nie mają.
Obowiązkowo trzeba wypić albańską kawę. Można w kawiarni dla businessu, można w dzielnicy dla turystów, ale my preferowaliśmy miejsca, gdzie przychodzą normalni Albańczycy.
Pije się ją w małych filiżankach. Kawy jest przysłowiowy naparstek. Siekiera! Po wypiciu małego łyczka krzywimy się. Ale do kawy dostajemy też wodę. Popijając ją wodą okazuje się, że to jest dobre!
Vlora to jeden z trzech największych (obok Durrësu i Sarandy) grajdołów albańskich, więc z transportem nie ma problemu. Sposobem najtańszym bynajmniej nie jest lot na Kerkyrę, stamtąd promem do Sarandy i dalej autobusem, lecz lot na Kerkyrę, promem do Igoumenisty, stamtąd autobusem do Sarandy i dalej innym do Vlory lub via Vlora.
IMG_0511.JPG
IMG_0532.JPG
IMG_0516.JPG
IMG_0548.JPG
IMG_1140.JPG
IMG_1163.JPG
IMG_1198.JPG
IMG_1202.JPG
IMG_1206.JPG
IMG_1206.JPG

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)

: 15 lis 2016, o 09:49
autor: Gollum
Będąc we Vlorze wszystko musicie mieć w małym palcu. Biuro informacji turystycznej nie pomoże na pewno. Oto moje przeżycia stamtąd.
Aby nie płacić dużych pieniędzy za wycieczki biurowe, chciałem wszystko zorganizować sam. W planie były m. in. Berat, Brataj, Gjipe i Llogara, gdzie trzeba dojechać dalszymi kursami. Na temat Beratu dowiaduję się tylko tyle, że autobusy odjeżdżają z dworca naprzeciwko dworca kolejowego.
- Do Brataja? A co to jest?
To pokazuję gościowi na mapie.
- Tam jadą busy stojące o, tam, za najbliższym rogiem.
- Gjipe?
- Co to jest?
Tłumaczę, że plaża i kanion koło Vuno.
- Vuno? A co to jest Vuno?
- To wieś koło Himary.
- Himary? A, to trzeba było tak od razu. Autobus do Himary odjeżdża o 15.
- Co? Tak późno? Wcześniej nie ma nic?
- Nie ma.
No cóż, przyjdzie przenocować na plaży. Dodatkowa atrakcja...
- A Llogara?
- Bus jedzie o 12. Wraca o 14.
- Przecież to opłotki Vlory! Nie ma niczego wcześniejszego?
- Nie ma...
Wróciłem tym bardziej zrezygnowany, że nie mieli absolutnie żadnych materiałów. Jedynie płatne mapy. Ceny jak w całej Europie, coś koło 20 zł. Kupiłem okolice Vlory. Mapa bardzo dobra jako nowa, ale drukowana na zwykłym papierze i po paru dniach była już nieźle poprzecierana.
Ale gdy któregoś dnia jechałem do Vlory, zauważyłem, że około godziny 9 jedzie autobus do Sarandy. Przez Llogarę i Vuno! I Himarę! No, dam ja wam popalić. Idę jeszcze raz do biura informacji. Okazuje się, że zamiast mało gramotnego faceta, siedzi zupełnie niegramotna babka. Powtarzam pytania, a ona mi powtarza odpowiedzi te same, które słyszałem od faceta. No to mówię jej o autobusie do Sarandy około 9 rano, który jedzie przecież i przez Llogarę i przez Himarę. Nie skumała, o co chodzi. No to próbuję wyjaśnić, podając, że jeśli autobus jedzie przez coś, to tam się zatrzymuje i trzeba i o nim informować, na przykład gdy ktoś pyta o Këlcyrę, a jedzie przez nią autobus do Përmetu.
- Përmet – babka powtórzyła triumfalnie. - Autobus do Përmetu odjeżdża o 8!
Ręce mi opadły.
Już więcej tam nie przyszedłem i Wam radzę to samo.
Już pewnie wiecie, że sp*** robotę. Przecież autobus do Përmetu, jedzie nie tylko przez znaną z wodospadów, dość odległą Këlcyrę, ale także Berat!

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)

: 15 lis 2016, o 09:51
autor: Gollum
Plaże w południowej części Vlory, począwszy od portu pasażerskiego, aż po południowe granice miasta przed tunelem, w tym roku znacznie bardziej przypominały pole orne (!) niż bałtyckie piaski. Tak; pole orne. Dotąd porządne plaże we Vlorze ciągnęły się z przerwami (na port towarowy i rybacki) od portu pasażerskiego aż po Zvernëc na północy. Te na południe od portu były bardzo zaniedbane. No to w tym roku wysłano sprzęt, jakiego nie powstydziłoby się porządne gospodarstwo rolne, bronami wydobyto śmieci, wywieziono, a teren przeorano. Na lądzie z kolei warczały maszyny, budujące promenadę. W tym czasie morskie fale wyrównały skiby, wypłukały ziemię. W przyszłym roku rejon ten, zabudowany (i wciąż zabudowywany) hotelami, będzie bardzo atrakcyjny dla plażowiczów.
IMG_0558.JPG
IMG_1325.JPG
IMG_3598.JPG
IMG_3615.JPG
IMG_3637.JPG
IMG_3654.JPG

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)

: 15 lis 2016, o 09:53
autor: Gollum
Llogara to przełęcz na wysokości 1010 metrów z niesamowitymi widokami i parkiem narodowym. Choć w zasadzie to nie tyle przełęcz, co jedyne miejsce, gdzie potężny masyw Çika (2044 metry nad poziom morza, pluskającego o rzut beretem) robi się na tyle łagodny, że bez kucia tuneli da się poprowadzić drogę. Widoki niesamowite. Z jednej strony upiornie powyginane sosny, z drugiej – morze. Widać stąd Riwierę Albańską aż po Sarandę i greckie wyspy, Othonoi, Erikousę, Plateię i Kerkyrę, przez cretynów zwaną Corfu.
Widoki są tak cudowne, że chce się dojść do kolejnego punktu na zakręcie, stamtąd do kolejnego... Tym sposobem, jeśli się w porę nie opanuje, można dojść może nie do Sarandy czy Himary, ale do odległej o jakieś 7 km Palasy to na pewno.
Dostać się tam łatwo. Przez Llogarę jedzie każdy autobus na południe (Saranda, Himara), na samą przełęcz jeździ kilka lokalnych busów z Vlory. Ale można też dojechać busem do Dukata (wysiąść zaraz za skrętem z głównej drogi) i pod górę jakieś 6 km. Busy do Orikum jeżdżą znacznie częściej, bo co pół godziny albo i częściej. Tyle że stamtąd na Llogarę już 20 km. Bus na Llogarę, do Dukata i Orikum kosztuje 100 leków, czyli ok. 3 zł.
Ale uwaga: kierowca autobusu do Sarandy przed Llogarą ogłasza pół godziny przerwy i idzie na kawę. Każdy może z nim pójść, kawa też coś koło stówy (leków), więc nie można powiedzieć, że to strata czasu.
IMG_0845.JPG
IMG_0853.JPG
IMG_0861.JPG
IMG_0901.JPG
IMG_0919.JPG
IMG_1010.JPG
IMG_1030.JPG

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)

: 15 lis 2016, o 09:58
autor: Gollum
Gmina Brataj
Gmina w dolinie Shushicy, obramowanej masywami górskimi z najwyższymi szczytami Kendrëvicë (2121 m) i Çika (2044 m). Gór nieco mniejszych skolko ugodno. Byłem tylko w dwóch miejscach, Brataju i Lepenicy. Ale zwiedzenia warta jest cała gmina.
Brataj
Most; XVI-wieczny kamienny most przez Shushicę, zbudowany przez inżynierów weneckich, jeden z najciekawszych w Albanii. Leży kilkaset metrów od miejscowości. Droga doń wiedzie mocno kamienistą ścieżką. Kamienny, z czterema łukami, i bynajmniej nie prosty. Zygzak w kształcie litery W. Nad rzeką przerzucono tylko jeden łuk, pozostałe trzy nad skałami kanionu. Ma 30 metrów długości i jest przerzucony 9 m nad korytem Shushicy. Łączy Brataj z częścią gminy leżącą w dolinie rzeki Smokthinës.
Krąg Staruszki; trzy wapienne krasowe kręgi.
Shushica; malowniczy, dość szeroki kanion wypełniony na dnie licznymi skałami. Turkusowa woda rzeki kontrastuje z białymi skałami.
Velça
Jaskinia znana z zamieszkiwania w niej ludzi z neolitu, dotąd nie badana. Niegłęboka, kilka metrów długości, 5-7 m szerokości i wysokości.
Lepenica
Zapisana Jaskinia; krasowa jaskinia z prehistorycznymi malowidłami.
Most Indiany Jonesa – tak ja go nazwałem. Leży na skraju miejscowości. Piesza kładka nad Shushicą, dziś mocno zaniedbana, do przejścia dla osób o dość mocnych nerwach i bez lęku wysokości. Deski poszycia swoje najlepsze lata już dawno mają za sobą. O ile jeszcze są. Z oryginalnego odeskowania została może połowa, w różnym, momentami w miarę dobrym, ale zwykle w gorszym, mniej lub bardziej spróchniałym stanie. Braki sztukowano czymkolwiek, od desek poprzez płyty wiórowe po... gałęzie. Jest też reling z drutów zbrojeniowych i stalowej siatki. Kiedyś most był jeszcze zakotwiczony na obu brzegach, ale kotwiczące kształtowniki już dawno się zerwały.
Shushica; malowniczy, szeroki kanion rzeki, do którego co jakiś czas spływają wodospady.
Ramica
Wodospad Spadająca Woda. 12-metrowy, wśród skał wapiennych.
Jaskinia, dość obszerna, bo 10-15 m szerokości i wysokości.
Bashaj
Słone Źródło. Krasowe źródło; woda pod ziemią przepływa przez złoża soli, którą wypłukuje.

W sąsiedniej gminie Vranisht jest nie mniej ciekawie, że wspomnę tylko stumetrową Jaskinię Pszczelą, znaną też jako Jaskinia Świętego Jerzego, w której według legendy miała mieszkać iliryjska królowa Teuta, gdy musiała uciekać przed rozwścieczonymi Rzymianami. No i oczywiście masyw Çika, u podnóża której gmina leży.

Niestety, to albański interior, choć w prostej linii kilkanaście kilometrów od Riwiery Albańskiej. Nie ma tam żadnego hotelu, Airbnb też niczego tam nie ma. Prawdopodobnie coś by się znalazło, ale szukać trzeba będąc już na miejscu. Według mojej wiedzy na dziś, najbliższe hotele są we Vlorze, 40 km od Brataja. 40 km to znaczy dwie godziny drogi w jedną stronę busem. Wiem, bo jechałem.
Do gminy, konkretnie do miejscowości przy starej drodze Saranda-Vlora, która do czasu pokonania Llogary biegła doliną Shushicy, jeżdżą busy mające tabliczki z napisami Kuç, Terbaç, Mesaplik, Vranisht i Kallarat. Kierowcy nie posługują się żadnym językiem, niektórzy mówią bardzo słabo po angielsku, inni trochę lepiej po włosku. Odjeżdżają z przystanku przy rrudze 8 Marci (ulicy 8 Marca). To dosłownie rzut beretem od biura informacji turystycznej i parku otaczającego zespół pomników Monumenti i Pavarësisë. Kurs to bite dwie godziny, ale z półgodzinną przerwą na kawę w Kocie. I nie ma problemu przegapienia albo wyjścia nie tam, gdzie trzeba. Pasażerowie dokładnie wiedzą, gdzie jedziemy i gdy się podniesiemy z fotela wcześniej, to powiedzą, że to jeszcze nie tu.
Tym sposobem dostaniemy się do Lepenicy i Brataja, ale do Bashaja, Ramicy i Velçy już trzeba piechotą, chyba że ktoś podrzuci. Nie lepiej, a nawet trochę gorzej (bo busów mniej) jest w gminie Vranisht. Krótko mówiąc, aby naprawdę dobrze tam połazić, trzeba znaleźć coś na miejscu. Sam nocleg, bo z jedzeniem nie ma problemu, sklepów i knajp skolko ugodno (Brataj i Lepenica, więcej nie wiem), choć to przysłowiowe dziury zabite dechami.
IMG_0629.JPG
IMG_0641.JPG
IMG_0651.JPG
IMG_0658.JPG
IMG_0737.JPG
IMG_1852.JPG
IMG_1859.JPG
IMG_1881.JPG
IMG_2005.JPG
IMG_1924.JPG
IMG_1924.JPG

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)

: 15 lis 2016, o 11:36
autor: evil
Gollum, świetny wypad !!
Najbardziej podobają mi się zdjęcia z czwartej części :)
Fajnie mieć na Forum takiego Pioniera, który przeciera szlaki dla innych.
A jak dostałeś się do Albanii? Może gdzieś o tym już pisałeś, ale mi umknęło...

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)

: 15 lis 2016, o 15:23
autor: Comen
Rzeczywiście wiele z tych krajobrazów robi wrażenie jak z bezludnej krainy. Aż zapomnieć można, że to przecież także Europa. Piękne sosny w śródziemnomorskiej odmianie, zwłaszcza na tej przełęczy z obeliskiem. Rumelijskie? Mostek Indiany Jonesa też robi wrażenie. Ciekawe jaki na nim panuje ruch? Zdjęcia miejscowym łatwo zrobić, czy jednak mają jakieś obiekcje kiedy skieruje się na nich obiektyw aparatu? Z tego co widzę raczej nie ma problemu, ale pewnie to tubylcy bardziej zapoznani. Abstrahując od poziomu informacji to jak należy ocenić logistykę samych dojazdów komunikacją publiczną. Albania nie jest specjalnie dużym krajem, ale pytanie jak wiele można tam "zwojować" mając na to dajmy tydzień.
Z Lublinem chodzi oczywiście jak rozumiem o pierwszy polski rząd w 1918 roku a nie PKWN w 1944. Tak się niestety złożyło, że Lublin bardziej się obecnie kojarzy z tym drugim przejęciem władzy.

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)

: 15 lis 2016, o 17:23
autor: Gollum
Kanina
Jest tam zamek Justyniana, tego od bazyliki Hagia Sofia. A w zasadzie jego ruiny, czyli wieża bramowa i trochę murów.
Można piechotą, można busem. Droga prosta. Z centrum Vlory (rruga Sadik Zotaj) skręcamy w rrugę Musytafa Bello i idziemy nią aż do końca, do skrzyżowania pięciu, a w zasadzie siedmiu ulic, kierować się na Kaninę i aż do końca. Jeśli się idzie z nowej, południowej części, to ulicą Reshata Osmaniego, którą jeżdżą wszystkie busy z Orikum, potem jej przedłużeniem, rrugą Zenel Murra, do tego samego skrzyżowania. Do zamku z Vlory jakieś 6 km. Niemal ciągle pod górę.
Można też busem do Kaniny. Oprócz zamku można tam zobaczyć nowy meczet, ufundowany przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. Zbudowany z rozmachem jak na tak niedużą wieś, z mnóstwem złoceń, ale jakiś taki bez polotu.
My w zamku byliśmy w niedzielę. U nas, jeśli w danym dniu kasa nie działa, to nie wejdziemy, bo obiekt jest zamknięty na cztery spusty. W Albanii, jeśli jest to obiekt otwarty, a nie np. muzeum, jest inaczej. Kasa nieczynna, to znaczy, że wchodzimy za darmo.
I uwaga na koziorogi. U nas to rzadki owad, pod ścisłą ochroną, w Albanii pospolity i agresywny robal. Cykady agresywne nie są, mało tego, zwykle tak schowane, że zupełnie niewidoczne. Ale słyszalne...
IMG_1699.JPG
IMG_1737.JPG
IMG_1756.JPG
IMG_1790.JPG

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)

: 15 lis 2016, o 17:25
autor: Gollum
Apollonia
Był to potężny port iliryjsko-grecki, a potem rzymski przy ujściu Vjosy (wtedy nazywała się Aous) do morza, na trasie z Bizancjum do Rzymu. W III wieku n.e. Vjosa po trzęsieniu ziemi zmieniła koryto i z ruchliwego portu zrobiło się bagno. Miasto szybko wymarło, domy powoli zanurzyły się w bagnie, z czasem o Apollonii zapomniano. Ruiny odkryto dopiero w XVIII wieku, ale badania zaczęli dopiero austriaccy archeologowie podczas okupacji Albanii w I wojnie światowej. Ale większość odkryć to ostatnie lata.
W muzeum, ulokowanym w budynku bizantyjskiego klasztoru można oglądać archeologiczne znaleziska. Są klasyczne greckie amfory, są precyzyjne narzędzia chirurgiczne, są narzędzia kuchenne, zabawki – nie różniące się od współczesnych. Ruiny nie są imponujące w porównaniu z np. Butrintem. Na początku charakterystyczny portyk antycznej świątyni. Potem mury, jakieś piwnice i mozaiki na posadzce byłego domu. Na horyzoncie błyszczy od zachodzącego słońca morze, z boku wije się Vjosa, wokoło płaska równina; wyraźnie widać przyczyny upadku tego starożytnego miasta.
Dojazd nietrudny; Apollonia leży parę kilometrów od miasta Fier. Nie wiem, czy są busy bezpośrednie, ale to 2,5 km od trasy na Topoje, gdzie lokalne busy z pewnością jeżdżą.
IMG_2496.JPG
IMG_2501.JPG
IMG_2519.JPG
IMG_2503.JPG
IMG_2535.JPG
IMG_2597.JPG
IMG_2614.JPG

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)

: 15 lis 2016, o 17:26
autor: Gollum
Ardenica
Do klasztoru, gdzie ślub brał sam Skanderbeg, czyli Jerzy Kastriota, albański bohater narodowy, jak u nas Chrobry, Jagiełło, Sobieski, Kościuszko i Piłsudski w jednym, prowadzi dość łagodna kamienista droga. Klasztor zbudowany w 1282 na polecenie cesarza bizantyjskiego Andronika II Paleologa jako wotum za zwycięstwo nad wojskami Karola Andegaweńskiego, który marzył o pokonaniu Cesarstwa Bizantyjskiego i założeniu w jego miejsce nowego, z nim samym jako cesarzem. Z epoki, czyli XIII wieku pochodzą resztki. Większość budowli, w tym cerkiew z charakterystycznymi dla Albanii krużgankami, kaplica i mury z przylegającymi do nich celami mnichów, to robota osiemnastowieczna, bo wtedy popadający w ruinę pod tureckim panowaniem klasztor został odbudowany przez arcybiskupa Beratu. Wysoka wieża, pasująca do reszty jak przysłowiowa pięść do nosa, jest z XX wieku. Klasztor jest używany, żyją tam mnisi i trzeba się zachowywać cicho.
Dostać się łatwo, leży jakieś 2 km od drogi Saranda-Durrës, kilkanaście kilometrów na północ od Fier, a trasa jest bardzo dobrze oznakowana.
IMG_2473.JPG
IMG_2432.JPG

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)

: 15 lis 2016, o 17:29
autor: Gollum
Berat
Notowane na liście światowego dziedzictwa UNESCO stare miasto to trzy oddzielne części, zamek, Mangalem i Gorica.
Zamek nie przypomina twierdzy. To w zasadzie górne miasto. Elementów obronnych w postaci murów i bram zostało mało. To także najmniej znana część Beratu, a szkoda. To wzgórze zabudowane kamiennymi domkami z wykuszami z dachami krytymi dachówką.
Najczęściej odwiedzanym miejscem na zamku jest muzeum Onufrego, znanego albańskiego pisarza ikon, mieszczące się w dawnej katedrze. Przed wejściem stoją zamykane szafki, jak w hipermarketach. Trzeba w nich zostawić wszelkie aparaty fotograficzne, kamery itp. Bo kategorycznie nie wolno robić zdjęć.
A wielka szkoda. Bo rzeźbiony w drewnie, złocony ikonostas jest wspaniały, podobnie jak tak samo wykonana ambona. Przewodnicy rozwodzą się nad czerwienią Onufrego, barwnikiem, który wymyślił tenże pisarz ikon, uznawany za jednego z najwybitniejszych w historii. Bo dawni pisarze ikon, oprócz talentu artystycznego, musieli być biochemikami i chemikami, gdyż sami komponowali barwniki z różnych surowców. Ta czerwień, barwą przypominająca jasną tętniczą krew, musiała być droga w produkcji, bo Onufry jej nie nadużywał.
Jednak najbardziej rozwodzą się nad ikoną znacznie młodszą (Onufry żył w XVI wieku), prymitywną w stylu, coś jak nasz Nikifor. Bo ponoć jest... ekumeniczna. Na obrazie widać nie tylko cerkiew, ale i meczet, synagogę i kościół. I to ten ekumenizm ma sprawiać, że ikona jest tak wspaniała.
Odbierając aparat pamiętajcie o tym, co inni mawiają o Albańczykach: jeśli coś nie zagraża życiu i zdrowiu, to nikt specjalnie się tym nie przejmuje. Tak samo nikt się nie przejął (bo nie zauważył), gdy odebranym z szafki aparatem opstrykałem muzeum (ikonostas, ambonę, ławy i jedną ikonę). Więcej nie robiłem, bo widziałem, że po muzeum kręcą się ludzie.
Warto też z zamku popatrzeć w przestrzeń. Na południowym wschodzie widać w oddali (kilkanaście kilometrów w prostej linii) potężny masyw. To Tomorr, 2416 metrów. Na północno-wschodnich stokach wodospady Ujvara e Sotires, na zachodnich wodospady w Bogovej, na południowych – Çorovoda i kanion Osum. Na zachodzie - masyw Shpirag. Klasyczna albańska góra, czyli długi masyw z niemalże równą granią, zbocza pocięte głębokimi, równoległymi dolinami. Jak się przypatrzeć, to na zboczach widać napis NEVER. Litery o wysokości 150 i szerokości 50 metrów to stosy kamieni. Kiedyś napis brzmiał ENVER, na cześć Envera Hoxhy, albańskiego przywódcy. Napis ułożono w 10 (!) dni w 1968 roku. Kiedy Hodża stał się passé, nowe władze chciały szybko pozbyć się napisu. Materiały wybuchowe nie dały rady. Nalot bombowców odniósł podobny skutek. W końcu w 2012 roku jeden z twórców napisu zebrał paru znajomych, wzięli farbę, agregaty do jej rozpylania, poszli w góry i przemalowali napis.
Dzielnica Mangalem to właśnie to miejsce kojarzone z Beratem: ściana okien na stromym zboczu, najczęściej fotografowane miejsce w Beracie. Na pierwszy rzut oka nic specjalnego. Bynajmniej nie ma tysiąca okien, jak się reklamuje Berat, jest przy tym dość małe. Dopiero jak się dokładniej przyjrzeć, to robi wrażenie. Ale zwolennicy gigantomanii będą zawiedzeni.
Mangalem najlepiej oglądać z mostu łączącego zasadniczy Berat z dzielnicą Gorica, nieudolnie próbującą naśladować Mangalem. Nieudolnie dlatego, że są tu znacznie gorsze warunki naturalne; zamiast pionowej niemal skarpy jest dość łagodny stok.
Berat to spore, 45-tysięczne (jak Ciechanów czy Krosno) miasto, więc jak na warunki albańskie duże. Połączenie autobusowe ma dobre, ze znalezieniem noclegu też żaden problem, że o knajpach nie wspomnę.
IMG_2160.JPG
IMG_2158.JPG
IMG_2191.JPG
IMG_2197.JPG
IMG_2295.JPG
IMG_2330.JPG
IMG_2357.JPG
IMG_2357.JPG
IMG_2371.JPG
IMG_2370.JPG
IMG_2205.JPG

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)

: 15 lis 2016, o 17:32
autor: Gollum
Rejsy
Będąc nad morzem i nie popłynąć w rejs to zbrodnia, tym bardziej, że jest się w zatoce, którą od strony Cieśniny Otranto oddziela Karaburun, wydłużony skalny masyw o wysokości beskidzkich szczytów (826 metrów, a jego przedłużenie już za zatoką to 1500 m.
Niestety, Albania to nie Polska, gdzie w każdym porcie czeka rząd statków i kutrów. W Radhimie, będącej de facto kilkunastokilometrowym rzędem hoteli, w których mieszka co najmniej kilkanaście tysięcy turystów, naliczyłem dwa statki wycieczkowe. W Orikum i Vlorze zapewne też są, może w i Radhimie jest więcej, ja wiem tylko o tych.
Nieduża „Regina” to klasyczny mały przybrzeżny wycieczkowiec, należący do hotelu Regina. Jak rezerwować miejsca – nie wiem. W barze na pirsie, gdzie cumuje, mówią, że rezerwacje przyjmuje recepcja hotelu. W recepcji – że rejestracji nie ma, po prostu się przychodzi, załoga bierze tyle osób, ile może i odpływa, a resztę zostawia z kwitkiem. W każdym razie rejs trwa od 10 do 18, w programie jest zatrzymanie się na plaży na Karaburunie i popłynięcie do jaskini Haxi Alego. Cena 1600 leków od osoby.
„Black Pearl” w niczym nie przypomina okrętu Jacka Sparrowa i Hektora Barbossy. To sporo większy wycieczkowiec, sprawiający wrażenie pływającej dyskoteki. I marketing rozwinięty; w barze na pirsie od razu gotowi są zarezerwować miejsce. Rejs 10-17.30, dwie wizyty na plażach, rejs do jaskini i 2000 leków od osoby.
„Regina” jest dobrze przygotowana na rejsy Polaków. Z głośników leci disco polo i fragmenty „Rejsu” typu „odgłos paszczą” czy „pytania są tendencyjne”.
Słońce, wiatr, w końcu nie czuje się upału. Z tyłu w oddali widać zamglony dwutysięcznik (2044 m) Çika, najwyższy albański nadmorski masyw. Z przodu – coraz bliższy masyw Karaburunu. U dołu – wspaniały lazur wody.
Podchodząc do brzegu widzi się malusieńkie, kompletnie puste plaże. Ale statek cumuje do potężnego pirsu w grajdole z rzędami leżaków i parasoli. Chętni mogą od razu się byczyć, a chętni do popłynięcia do jaskini płyną od razu. Po drodze mija się całe mnóstwo bunkrów i różnych zrujnowanych wojskowych budowli. Karaburun za czasów Hodży był najbardziej ufortyfikowanym miejscem w Albanii. Zresztą do niedawna w całości był niedostępny dla turystów. Był to teren wojskowy. Mijamy przylądek Gallovecit, prawdopodobną granicę między Zatoką Vlory w Cieśniną Otranto. I widać w nadbrzeżnym klifie wysoką czarną „bramę”. To jaskinia. Ukrywał się Haxi Ali, albański pirat, może nie tak sławny jak William Kidd, ale w Albanii do dziś robi za Janosika, bo sporą część tego, co złupił, rozdawał biednym, zwłaszcza dziewczynom nie mającym na posag i wesele. Jak każdy pirat, łupił kogo się dało, a że najwięcej było obładowanych towarami statków weneckich, to te. Aż Wenecjanie się wściekli. Zginął w walce z wenecką karną ekspedycją. Podobno do dziś na Karaburunie w dzień jego śmierci (urodził się, gdy u nas podpisywano Unię Lubelską, zginął w walce z wenecką ekspedycją, gdy Dania włączyła się do Wojny Trzydziestoletniej) zdejmuje się kozom dzwonki, by była cisza.
Jaskinia chyba nie jest zbyt głęboka, ale wysoka to i owszem. Nieduży żaglowiec mógł tam się schować. „Regina” podpływa możliwie najbliżej, by każdy mógł pstryknąć parę fotek, potem cała wstecz i wracamy.
Resztę dnia spędza się we wspomnianym grajdole na leżaku. Oczywiście nie ma przymusu leżenia. Rzut beretem od grajdołu zaczyna się Morski Park Narodowy Karaburun i Sazan. Przy brzegu wręcz idealne warunki do snoorkowania; jeżowce, ślimaki, małże, kolorowe ryby. Natknąłem się nawet na strzykwę, znaną też jako ogórek morski albo trepang. Choć tak naprawdę to najbardziej przypomina g***. G*** morskie byłoby więc najwłaściwszą nazwą...
Można snoorkować, a można morską faunę i florę podziwiać z brzegu, cicho siedząc na nadbrzeżnych skałach. Ale można też połazić po lądzie, podziwiając szybkość miejscowego robactwa. Uciekają i latają tak szybko, że nie ma mowy zrobienia dobrego zdjęcia bez teleobiektywu.
IMG_2813.JPG
IMG_2855.JPG
IMG_2921.JPG
IMG_2958.JPG
IMG_3009.JPG
IMG_3031.JPG
IMG_3042.JPG
IMG_3061.JPG
IMG_3170.JPG
IMG_3163.JPG
IMG_3163.JPG

Relacja: Albania (Vlora, Berat, Brataj i spółka)