
Forum "Turystycznie" - najciekawsze forum turystyczne w sieci! Już od ponad 15 lat!
Niemcy: Monachium i Bawaria 4-13 września 2026 roku
Regulamin forum
Prosimy o zachowanie następującego schematu w tytule relacji:
Kraj: dokładny cel wycieczki (data wycieczki)
Przykład:
Austria: Salzburg (15.07.2020)
Prosimy o zachowanie następującego schematu w tytule relacji:
Kraj: dokładny cel wycieczki (data wycieczki)
Przykład:
Austria: Salzburg (15.07.2020)
Niemcy: Monachium i Bawaria 4-13 września 2026 roku
Tegoroczny nieco "spóźniony" wakacyjny wyjazd zyskał jeszcze dodatkowo jeden nadplanowy dzień.
Przy rezerwacji pomyliłem datę wyjazdu do Polski Flixbusem i mieliśmy niespodziankę, gdy okazało się, że wracamy jednak dzień później. Tym samym w ostatnim dniu podjechaliśmy sobie jeszcze nad podalpejskie jezioro Starnbergersee, największe z kilku znajdujących się w okolicach Monachium.
Nie było problemu z domówieniem jednej dodatkowej nocy w hotelu. To był stosunkowo duży kompleks noclegowy na wschodnim przedmieściu Monachium Trudering-Riem blisko nowej dzielnicy targowej Messestadt.
Przy recepcji restauracja, bar i samoobsługowy barek. Miła obsługa. Dość dużo zagranicznych wycieczek, zwłaszcza z Azji Wschodniej, ale słyszałem też język włoski i hiszpański. Mieliśmy przyjemny cichy pokój z aneksem kuchennym i łazienką, otwierany na kartę z chipem. Wszystko w zieleni.
Gdybym opisywał dojście od stacji metra Moosfeld na miejsce ulicą Stahlgrubering, to musiałbym napisać: za trzecim "burdelem" w lewo. Ale wbrew pozorom dzielnica okazała się cicha i bezpieczna. W większości zajmują ją biura i składy różnych przedsiębiorstw, a rzeczone lokale w dawnych obiektach poprzemysłowych były zdecydowanie intymne i poza bijącymi w oczy czerwonymi światłami na szyldach nie było tam żadnych rozrób przy wejściu, jakichś pijanych maruderów czy "inżynierów z Bliskiego Wschodu". Ot taka specyfika biznesowa. Naprzeciwko jednego z przybytków jest siedziba fundacji charytatywnej Diakonia związanej z kościołem protestanckim i tak to sobie tam funkcjonuje obok siebie.
Pogoda udana. Początek gorący z przypomnieniem temperatur typowo letnich, potem już chłodniej, ale poza lekką dwugodzinną mżawką pod Ratyzboną (Regensburgiem) w zasadzie bezdeszczowo.
Monachium to ładne zielone i dość luksusowe miasto. Stolica piwa.
Ale miasto nie jest takie typowo niemieckie jak to, co znamy z północy.
Poza centrum, architekturą i najważniejszymi zabytkami obejrzeliśmy sporo innych atrakcji, m.in: kilka muzeów, ogród botaniczny w Nymphenburgu, ogród zoologiczny Hellabrunn, park olimpijski z obiektami igrzysk z 1972 roku, tereny Oktoberfest, czyli wielki plac Theresienwiese niedostępny w środku ze względu na przygotowania do imprezy, centrum BMW oraz położony na peryferiach miasta stadion Bayernu Allianz Arena.
Oprócz samej stolicy Bawarii odwiedziliśmy kilka innych miejsc: Füssen i Hohenschwangau z zamkiem Neuschwanstein,
Augsburg,
Regensburg i sąsiedni Donaustauf z monumentalną Walhallą wznoszącą się na wysokim brzegu Dunaju oraz wspomniany Tutzing nad jeziorem Starnbergersee.
W ostatnim dniu jeszcze krótki kilkudziesięciominutowy wieczorny spacer po Norymberdze.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Niemcy: Monachium i Bawaria 4-13 września 2026 roku
Bagaże zostawiliśmy po rannym przyjeździe na Hauptbahnhof w dużej skrzynce w przechowalni (24 godzinna za 6 Euro). Dworzec jest w dość intensywnej przebudowie, ale hala ze skrzynkami bagażowymi funkcjonuje akurat bez problemu. Doba hotelowa zaczynała się bodaj o 14, więc na początku dnia poszliśmy zwiedzić centrum miasta. Ważnym placem położonym pomiędzy dworcem a starówką jest Karlsplatz zwany też Stachus. Jest tam centrum komunikacyjne z przystankami tramwajów i podziemną stacją metra. Na płycie duża fontanna a dookoła duże reprezentacyjne gmachy.
Stąd w stronę rynku prowadzi handlowa Kaufinger Strasse. Zaczyna się starą bramą miejską Karlstor tuż przy placu.
Dalej mijamy kilka zabytkowych kościołów.
Zabudowa jest mieszana jak to bywa w Niemczech. Obok starych kamienic są też nowe plomby mieszczące głównie wielkie domy handlowe. Warto wstąpić do Sali Miejskiej (Burgersaal). To w zasadzie dawny kościół, ale przekształcony na dwukondygnacyjny kompleks. W dolnej sali są rzeźby i scenki biblijne.
Powyżej ładnie zdobiona barokowa sala z organami funkcjonująca jako dawne miejsce zgromadzeń towarzystwa religijnego Marianów. Dziś raczej jako sala koncertowa.
Położony nieco dalej także po lewej kościół św. Michała to już klasyczna barokowa świątynia z bogatym wnętrzem, licznymi ołtarzami i marmurowym pomnikiem nagrobnym księcia Eugeniusza de Beauharnais, przybranego syna Napoleona Bonaparte.
Rzeźby wykonał znany i z Polski Duńczyk Bertel Thorvaldsen.
Na boku ulicy mijamy emblematycznego dzika. Znaczy on wejście do Muzeum Łowiectwa i Rybołówstwa, podobnie jak ustawiony nieco w głębi sum. A przy okazji jest to taki florencki akcent w nawiązaniu do tamtejszego Porcellino. Zresztą Monachium w wielu miejscach architektonicznie wzoruje się na Florencji.
Najważniejszym kościołem Monachium jest katedra Frauenkirche położona nieco w bok od Kaufinger Strasse na osobnym placu. To charakterystyczna świątynia z dwoma wieżami nakrytymi cebulastymi hełmami stała się wzorcem dla barokowych "cebulek" w całej Bawarii.
W sumie pierwotnie planowano strzeliste spiry, ale nie starczyło kasy i stworzono takie tymczasowe nakrycie. Jak zwykle prowizorki okazały się trwałe i nawet modne. Przy wejściu do kościoła jest odcisk stopy wg legendy należącej do diabła.
To efekt zakładu w którym diabeł pomagał budować świątynię sądząc, że wzniesiona zostanie rudera bez okien. Z tego miejsca faktycznie nie widać okien w nawie kościelnej (chociaż jednak widoczne są witraże za ołtarzem), ale jeśli przesuniemy się dalej są oczywiście otwory ze światłem wpadającym do wewnątrz. Kościół jest na modłę gotycką, stosunkowo ubogi we wnętrzu.
Ale są rzeźbione nagrobki, stare ołtarze a także zegar mechaniczny w lewym ambicie.
Za ołtarzem można wejść do niewielkiej krypty. W ścianie są płyty nagrobne poszczególnych członków bawarskiej rodziny książęcej i królewskiej. Zwróciłem uwagę na Marię Teresę, ale to królowa Bawarii, a nie cesarzowa austriacka jak z początku sadziłem.
Spod Frauenkirche niedaleko już do wielkiego Nowego Ratusza zajmującego cały kwartał przy Marienplatz.
Można przejść przez jego kolejne dziedzińce podziwiając neogotyckie rzeźby czy skręconą klatkę schodową.
O godzinie 11, 12 a latem także o 17 na froncie budowli jest spektakl z grającym carillonem i przesuwającymi się figurkami. Górne ukazują wesele miejscowej pary książęcej, a dolne taniec bednarzy z okazji końca epidemii. Obok Neues Rathaus jest też Stary Ratusz z wieżyczkami w stylu renesansowym.
W sąsiednim domu Krystian odkrył natomiast swoje eldorado w postaci sklepu Bayernu Monachium ze znajdującą się na dole grą w trafianie futbolówką do świetlnych bramek. Spędziliśmy tam trochę czasu, niech poćwiczy zwroty z piłką. Ceny koszulek Bayernu wysokie - zwłaszcza te personalizowane imionami zawodników chodzą ponad 100 Euro. Ostatecznie kupiłem sobie koszulkę przy stadionie za 35 Euro, ale bardziej krajoznawczą z obiektami monachijskimi i napisem Bayern z przodu. Widok na centrum miasta mieliśmy z wieży kościoła św. Piotra zwanego przez monachijczyków Alt Peter.
Panorama miasta i majaczące w oddali Alpy.
Z reguły są widoczne, ponieważ w odróżnieniu od Tatr wyrastają wprost z dość płaskiej Wyżyny Bawarskiej i nie mają osłony w postaci pasma Beskidów na przedpolu.
Kościół św. Piotra góruje nad Viktualienmarkt.
To duży targ spożywczy w centrum miasta. Oprócz straganów warto obejrzeć kilka pomniczków przedstawiających różne postacie z bawarskich kabaretów, a także charakterystyczny dla regionu "maik" - biało-niebieski maszt z nazwą miejscowości i różnymi herbami.
Ceny bywają różne, raz tanio, raz drożej - ale można wybrać coś ciekawego.
Pokosztować można np. rozmaitych rodzajów musztardy wzbogacanej np. smakiem śliwek, mandarynek czy pistacji. Przy Viktualienmarkt można też kupić klasyczne przekąski bawarskie - kiełbaski w bułce z musztardą albo ketchupem lub Leberkaessemmel, czyli gruby plaster szynki podobnie włożony w bułkę, podgrzany i doprawiony musztardą lub ketchupem. W pobliżu była też hala targowa ze sklepem oferującym oryginalne artykuły włoskie.
Spacerując dalej udaliśmy się w kierunku historycznego browaru Hofbrauhaus. To stara stylowa karczma piwna z autentycznym wystrojem.
Stali bywalcy mają tam swoje kufle przechowywane w specjalnej szafie z przegródkami i prywatnymi kluczami.
Jest też wewnętrzny dziedziniec ze studzienką.
W pobliżu trafiliśmy też na sklep TSV 1860 jednego ze starszych klubów niemieckich, lokalnego przeciwnika Bayernu, choć dzisiaj radzącego sobie znacznie gorzej w 3 Bundeslidze i grającego od 2017 roku na swoim starym stadionie przy Grunwalderstrasse.
Jest też undergroundowy akcent w postaci długiego murku upstrzonego rozmaitymi naklejkami.
Spacer kończymy na Sendlingerstrasse prowadzącej w kierunku bramy miejskiej i stacji metra Sendlinger Tor.
Warto na tej zabytkowej uliczce zaglądnąć zwłaszcza do kościoła Asamów. To prywatna kaplica artystów rzeźbiarzy, którą urządzili zgodnie z późnobarokową modą pełną dziwacznych rzeźb, malowideł, bogatych ornamentów. Można zerknąć jedynie z przedsionka, ale efekt we wnętrzu jest ciekawy.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Niemcy: Monachium i Bawaria 4-13 września 2026 roku
Północna część dzielnicy staromiejskiej Monachium to tereny przylegające do rezydencji Wittelsbachów.
Bliżej Marienplatz jest tzw. Alter Hof z którego zachował się fragment z fikuśną wieżyczką - wykuszem.
Rano wysiadamy z metra na Odeon Platz pod dwuwieżowym kościołem Teatynów.
Kompleks klasztorny ufundował elektor bawarski Ferdynand w ramach podziękowania za urodzenie długo oczekiwanego syna Maksymiliana. Tenże Maksymilian miał za małżonkę córkę Jana Sobieskiego Teresę Kunegundę. Księżna jest pochowana w kościelnej krypcie, stąd na fasadzie obok godła Bawarii mamy też polski akcent - białego orła i pogoń litewską.
Wystrój kościoła jest barokowy z białymi stiukami przynoszącymi na myśl trochę kościół św. Piotra i Pawła na wileńskim Antokolu.
Kilka ładnych ołtarzy bocznych i główny.
Przy wejściu bawarska szopka czy raczej scena biblijna.
Niestety w remoncie była znajdująca się obok kościoła loggia Feldherrnhalle wzorowana bez wątpienia na florenckiej z placu przed tamtejszym ratuszem.
Bawarska rezydencja to olbrzymi kompleks rozciągający się wokół licznych dziedzińców - otwarty na boczne place oraz ogród pałacowy.
Parę godzin zajęło w miarę jego dokładne zwiedzenie. Pominęliśmy skarbiec królewski. Najpierw poszliśmy do wnętrz pałacowych. Jest ich naprawdę sporo. Zaczyna się od złotej sali z portretami królów Bawarii.
Potem mija się komnatę ze sztuczną grotą.
Największe pomieszczenie to tzw. Antiquarium. Pełniło funkcję sali balowej. Jest bogato zdobione herbami i wizerunkami miast bawarskich.
Po bokach znajdują się natomiast popiersia głównie rzymskich cesarzy ewentualnie ważnych wodzów z epoki antycznej (np. Mitrydates król Pontu). Przy samym końcu sali mamy popiersie Cezara oraz Oktawiana Augusta.
Wyżej przechodzimy przez szereg kolejnych komnat ułożonych już typowo dla pałacu w amfiladzie.
Większe i mniejsze komnaty z bogatym wystrojem.
Jest sala tronowa i prywatne apartamenty króla i królowej.
Są dwie kaplice pałacowe. Pierwsza dość surowa w wystroju, takie pomieszczenie do koncertów czy konferencji.
Druga w barokowym stylu.
Prócz tego ciekawe jest pomieszczenie z błękitno-złotym sklepieniem.
W niektórych komnatach wystrój stanowią arrasy podobne do wawelskich.
W czerwonym gabinecie wrażenie robią odbijające przestrzeń lustra.
Mamy też zaprezentowane zbiory drogocennej porcelany ustawionej w gablotach imitujących długie stoły.
W tej części pałacu jest też wystawa zwana Małą Pinakoteką, gdzie prezentowane są kopie znanych obrazów bądź na talerzach z porcelany bądź w tradycyjnych ramach. Jest tu m.in. madonna Rafaela, autoportret Durera a nawet Mona Liza.
Po przejściu tych kilku wystaw oraz ciągu komnat na dwóch piętrach idziemy jeszcze do osobnego wnętrza jakie stanowi ładnie zachowany teatr dworski z kilkupiętrowymi lożami i przestronnym foyer.
Na zapleczu pałacu znajduje się park z wielką altaną pośrodku. W niej stoi "minnesanger" i odśpiewuje rozmaite romantyczne operowe melodie.
Tego dnia zwiedzamy jeszcze fragment dzielnicy uniwersyteckiej z wysokimi gmachami przy Ludwigstrasse wzorowanymi na florenckich pałacach.
Ulicę zamyka brama triumfalna Siegestor. Spotykamy tam pewną Polkę która długi czas mieszkała w Monachium a na koniec fotografuje najciekawsze miejsca stolicy Bawarii.
Stamtąd idziemy do Parku Angielskiego (Englisch Garten). To jeden z większych tego typu ogrodów miejskich w całej Europie. Mozna by idąć wzdłuż niego w zasadzie wyjść z miasta. W centralnej części jest dużo łąk a na sztucznym wzgórzu stoi taka antyczna altanka - Monopteros.
Spod niego roztacza się widok na wieże w centrum Monachium.
Kawałek dalej jest azjatycka pagoda i ogródki piwne.
Oprócz piwa można zamówić różne przekąski. Płaci się w kasie przy wyjściu z kompleksu gastronomicznego. Dookoła jest pełno ławek i stolików, gdzie można się rozsiąść i degustować. Jeszcze jedną osobliwością Englisch Garten są sztuczne fale. Przez park przepływają dość bystre potoki. Formalnie to odnogi Izary przepływającej przez Monachium.
Mieszkańcy miasta urządzają sobie spływy tymi potokami. W dwóch miejscach są specjalne kaskady które wykorzystują miłośnicy surfingu.
Jest też kamienny wodospad. W pobliżu staw z wysepką w stylu japońskim. Można tu pokarmić kaczki.
Z parku wracamy do centrum odwiedzając jeszcze na koniec Maximilianstrasse. To monachijska ulica ekskluzywnych salonów mody, sklepów z biżuterią.
Można przy niej zobaczyć sporo luksusowych aut. No i wstąpić do Gucciego czy Dolce Gabbany. W tym drugim sklepie pani zaproponowała nam nawet poczęstunek. Trzeba przyznać że firma trzyma standardy, każdy klient jest gościem. Ale obawiam się, że gdybyśmy nic nie kupili to być może rachunek za wodę mineralną i paluszki nie byłby mały.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Niemcy: Monachium i Bawaria 4-13 września 2026 roku
Na północ od monachijskiego Starego Miasta znajduje się Maxvorstadt, czyli reprezentacyjna dzielnica muzeów rozwijana przez XIX-wiecznych Wittelsbachów. Dziś po prawdzie nie wygląda tak wybitnie reprezentacyjnie, ale klimat takiego parnasu sztuk tu i ówdzie się utrzymał. Centrum dzielnicy jest Königsplatz przy którym stoją klasyczne gmachy przypominające Ateny.
Dekoracyjna brama tzw. Propyleje jak również mająca postać postać greckiej świątyni Gliptoteka.
Dwa kwartały dalej odwiedzamy najważniejsze monachijskie muzeum sztuki czyli Starą Pinakotekę (Alte Pinakothek).
Trzon kolekcji stanowią obrazy z XV-XVII wieku głównie mistrzów niemieckich, flamandzkich, włoskich, francuskich i hiszpańskich. Ponieważ Nowa Pinakoteka (Neue Pinakothek) jest aktualnie w remoncie przeniesiono tu też kilkadziesiąt obrazów z okresu XVIII-XIX wiek z tamtej galerii. W niedzielę wstęp dla dorosłego to tylko 2 euro. Dzieci do większości państwowych muzeów w Bawarii wchodzą za darmo.
Najbardziej znanymi obrazami w kolekcji monachijskiej jest np. autoportret Dürera (w którym artysta stylizuje się na Chrystusa), Święta Rodzina Rafaela Santi czy Pokłon Trzech Króli Rogiera van der Weyden.
Jest tu jedyny obraz Leonarda da Vinci w Niemczech, czyli Madonna z Goździkiem.
Bogato reprezentowane jest malarstwo Rubensa. W tym jego portret z pierwszą małżonką Izabelą Brant.
Z portretów warto jeszcze wspomnieć o markizie Pompadour Francoisa Bouchera, przedstawieniu dumnej wpływowej i oświeconej kobiety, która wyszła już z roli królewskiej metresy.
Obraz prywatny, więc zmieniał kolekcje i nie znalazł się w Luwrze, ale akurat w Monachium. Na innej wystawie mamy też trochę karykaturalny Raj Obżartuchów Pietera Breughla, gdzie leżącym grubasom jedzenie samo wpada do ust.
Są też dziwaczne portrety Arcimbolda konstruowane z rozmaitych warzyw, owoców i części roślin i znaczące kolejne pory roku. Swego czasu artysta zrobił na tych obrazkach niezły biznes.
Podobnie jak Murillo na portretach biednych hiszpańskich chłopców, które dobrze sprzedawały się na północy kontynentu, ale raczej nie w Hiszpanii. Na marginesie ci Jedzący ciasto multiplikowani dziś na reklamówkach, widokówkach, rozmaitych ozdobach, notesach zarabialiby krocie na tantiemach ze sprzedaży wizerunku. Wtedy zarabiał malarz, ewentualnie jego pośrednik, a model to za pozowanie dostawał parę miedziaków albo strawę. Czasy trochę się zmieniły. Supermodelki stać na prywatne helikoptery i stałe zakupy u Versace i Diora, fotografów niekoniecznie.
Z nowszych obrazów przeniesionych z Nowej Pinakoteki najbardziej rzucają się w oczy Słoneczniki Van Gogha.
Zwrócił też moją uwagę obraz Gauguina z pobytu na Tahiti przedstawiający jego tamtejszą partnerkę po urodzeniu dziecka. Gauguin stylizuje te narodziny trochę na Chrystusa, aczkolwiek pozostając wierny miejscowym realiom wyspy pacyficznej.
Pierwszy raz na żywo widziałem obraz Ensora, belgijskiego malarza z Ostendy ukazującego obsesyjne maski.
Symboliczny jest obraz Italia i Germania Fryderyka Overbecka przedstawiający dwie młode dziewczyny o cechach narodowych w czułym geście.
Drugie muzeum jakie odwiedziliśmy tego dnia leży po przeciwległej stronie centrum na wyspie na rzece Izarze. To Deutsches Museum ukazujące świat techniki.
Podobno to największe muzeum tego typu w Niemczech i rzeczywiście gmach jest olbrzymi i starać się trzeba, aby do wszystkich wystaw w ogóle dotrzeć. Wchodzi się przez taką eksperymentalną przestrzeń z wystawą czasową. Tutaj Krystian mógł się pogimnastykować wykonując odpowiednie zadania a na ekranie widać było jak pracuje jego szkielet.
Na dole mamy salę robotów oraz duży model kolei z poruszającymi się pociągami i samochodami.
Trafiliśmy na pokaz, w którym pociągi są uruchamiane według rozkładu a wszystkiemu towarzyszy komentarz (aczkolwiek, co nie dziwne, w języku niemieckim). Takie "kolejkowo" tylko w nieco dawniejszej aranżacji.
W sali dotyczącej wielkich budowli jest ekspozycja poświęcona Hali Stulecia we Wrocławiu.
Oprócz tego słynnym historycznym mostom.
Są modele i opisy.
Wiele z prezentacji jest interaktywnych. Można coś uruchomić, zatrzymać, przełożyć. W dziale poświęconym muzyce można np. do woli zmieniać brzmienia dźwięków komponując różne style muzyczne. Jest tam też zestaw rozmaitych instrumentów składających się na orkiestrę.
Autentycznymi eksponatami są dawne automaty do gry, np. mechaniczny "Turek" grający na trąbce.
W dużym hallu ciągnącym się przez kilka pięter zaprezentowano rozmaite samoloty i helikoptery.
Od starych drewnianych prototypów po takie latające jeszcze po wojnie.
Drewniany Messerschmitt przypomina mi eksponat z krakowskiego muzeum lotnictwa. Podobno ten polski to też rzadki cymesik.
Można wejść do kabiny nowszego samolotu.
Jeden z nich zachował swastykę na poszyciu.
Niestety symulator lotu był akurat nieczynny. Wymaga asystenta na stanowisku.
Powyżej samolotów jest też dział poświęcony podbojowi kosmosu z eksponatami pokazującymi silniki rakietowe i rozmaite urządzenia związane z kosmonautyką.
Jest porównanie rozmaitych rakiet wyprodukowanych na przestrzeni lat.
W dziale poświęconych mediom i szyfrowaniu informacji można próbować otworzyć sejf za pomocą różnie generowanych kodów.
Nie brakuje starych aparatów fotograficznych ustawionych w specjalnej gablocie.
Obok jest też duża wystawa poświęcona elektronice i jej różnym przemysłowym zastosowaniom.
Na samej górze muzeum jest wystawa poświęcona zdrowiu człowieka oraz rolnictwu.
Mamy tu wgląd na starodawną aptekę jak i rozmaite opisy poszczególnych narządów wewnątrz człowieka.
Na muzealnym skwerze jest statek żeglugi rzecznej.
Teoretycznie jest też taras widokowy przy restauracji, ale nie wychodziliśmy, bo wymagało to odbijania po raz kolejny biletów.
Teoretycznie jest też taras widokowy przy restauracji, ale nie wychodziliśmy, bo wymagało to odbijania po raz kolejny biletów.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Niemcy: Monachium i Bawaria 4-13 września 2026 roku
Na zachodnich peryferiach Monachium znajduje się letni pałac Wittelsbachów nazwany przez księżną Henriettę Adelajdę Pałacem Nimf (Nymphenburg).
Dzisiaj to duża i rozległa rezydencja z osią wyznaczoną przez długi kanał wodny prowadzący aż do głównej zabudowy. Przy samym pałacu kanał tworzy szersze rozlewisko ze sztuczną kaskadą, nieczynnymi tego dnia fontannami i klombami. Jest tu dużo łabędzi, dzikich gęsi i kaczek.
Spod dworca na miejsce najlepiej dotrzeć tramwajem. Do samych wnętrz pałacu nie wchodziliśmy. Z tego co widziałem zwiedza się je z przewodnikiem.
Wykupiliśmy tylko bilet pozwalający wejść do mniejszych pałacyków ukrytych w rozległym parku wokół rezydencji. To cztery obiekty w różnym stanie technicznym. Trzy pałacyki czy wille ogrodowe oraz coś w rodzaju kaplicy czy eremu stylizowanego na romantyczną ruinę.
Amalienburg to ciekawy pałac z rokokową salą lustrzaną.
Ściany wykładane są płytkami typu azulejos, przypominają trochę Portugalię. Na dachu znajdował się taras z którego księżna mogła spojrzeć na okolicę i podobno strzelać do bażantów.
Badenburg mieścił dawny kryty basen. Podobno nie tyle przeznaczony do kąpieli, ale bardziej do przechadzek nad taflą.
Oprócz kafelków wystrój stanowią też motywy chińskie.
Pagodenburg to pawilon przeznaczony do picia herbaty.
Nie przypomina jednak typowej pagody a niewielką dwukondygnacyjną willę na planie ośmiokąta. Jest tu trochę mebli, no i wystrój podobny jak poprzednio: ceramiczne płytki i chińskie malunki.
Wreszcie Magdalenenklause, który z zewnątrz wygląda najbardziej surowo. W środku znajduje się jakby sztuczna grota - kaplica.
Jej ramy zbudowane są z muszli połączonych glinianą zaprawą. Tworzy to ciekawą mozaikę.
Wewnątrz jest też kilka mniejszych pomieszczeń ze starymi zdjęciami i obrazami.
Sam park jest bardzo rozległy, przecięty w połowie wspomnianym kanałem. Przy samym pałacu duży klomb w stylu francuskim, dalej to raczej ogród angielski.
Znajdziemy w nim także niewielką altankę tzw. Monopteros podobny jak w Ogrodzie Angielskim, ukryty przy sztucznym wodospadzie pomnik bożka Pana oraz wioskę przy stacji pomp zasilających system wodny na terenie parku.
Kilka ładnych stawów. Malownicze alejki.
Przy Nymphenburgu odwiedziliśmy też ciekawe Muzeum Człowieka i Przyrody.
Przy wejściu wita wielki podwieszony szkielet mezozoicznego gada.
Jest tu wiele informacji o geologii regionu. Imponujące okazy minerałów, np. kryształ górski, kolorowe geody czy skrzemieniałe pnie drzew.
W dalszych salach mamy przegląd kolejnych epok w dziejach ziemi ilustrowany przez kolejne poglądowe diaporamy pokazujące przedpotopowe zwierzęta i krajobrazy.
Jest duży model człowieka z układami anatomicznymi, które można podświetlić na automatycznym pulpicie. Jest też sporo zadań w formie quizów, które należy rozwiązać przyciskając określone guziki.
Trzecim punktem wizyty w Nymphenburgu był ogród botaniczny.
Duży, rozległy kompleks po którym można by było się poszwendać znacznie dłużej. Jedyny problem to brak sensownego wiktu przy tak długiej trasie. Na miejscu była tylko kawiarnia bez jakichś dań obiadowych. I to dość droga. Obeszliśmy duży fragment tego ogrodu. Klomby kwiatowe.
Gaj bambusowy.
Ogród roślin użytkowych z różnymi owocami i warzywami.
Alpinarium założone na sztucznych pagórkach ponad stawem.
No i przede wszystkim szklarnie z licznymi okazami roślin egzotycznych. Wewnątrz zmienna temperatura. Raz sucho.
Raz wilgotno i gorąco jak w równikowym lesie. Jeden przedział z roślinnością wodną na dużej sadzawce.
Inny z lasem namorzynowym rosnącym w wodzie.
Moją uwagę zwróciły ciekawe rośliny pasożytnicze obrastające pnie dużych drzew. Mają osobliwe kształty.
Tego dnia popołudniu po zjedzeniu kiełbasek przy Viktualienmarkt pojechaliśmy jeszcze na Theresienwiese. To łąka czy raczej wielki plac, gdzie co roku odbywa się Oktoberfest.
Teren na tydzień przed rozpoczęciem jest ogrodzony i niedostępny, bo trwa budowa rozmaitych baraków i zaplecza. Ale można obejrzeć z boku. I bramę i różne karuzele oraz rollercoastery towarzyszące olbrzymim przestrzeniom, gdzie lać się będzie piwo.
Tuż obok na skraju Bavaria Park stoi klasycystyczny budynek Ruhmeshalle, gdzie obejrzeć można galerię słynnych Bawarczyków. Popiersia zawieszone rzędem na fasadzie.
W centrum przed gmachem wznosi się wielki posąg Bawarii uosabianej przez dziewczynę z lwem.
Na zapleczu w starej zajezdni znajduje się też oddział Deutsche Museum poświęcony środkom transportu.
Wszystkie te atrakcje są płatne. Było już późno - nie wchodziliśmy.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Niemcy: Monachium i Bawaria 4-13 września 2026 roku
Od 2005 roku Bayern Monachium rozgrywa swoje mecze domowe na stadionie Allianz Arena położonym na północnych peryferiach miasta.
Z początku dzielił się boiskiem z lokalnym rywalem TSV 1860, ale potem wykupił udziały o id 2017 roku to już jego własna arena. Dojazd na miejsce linią metra nr 6 do stacji Frottmanning. Na ostatnim odcinku metro wyjeżdża na powierzchnię i pełni już rolę miejskiej kolei. Od stacji jest dość długi szlak w kierunku stadionu przemierzany co tydzień przez kibiców.
Po drodze mijamy pomniki znamienitych piłkarzy Franza Beckenbauera i Gerda Muellera.
W czasie naszego pobytu Bayern grał w Lidze Mistrzów z Bodo/Glimt, wygrał 5-0 i mecz odbył się dzień przed naszą wizytą na stadionie. W ramach zwiedzania można obejrzeć muzeum klubowe, które jest czynne pomiędzy 10 a 18 i wejść można w każdym momencie, a także wykupić tour stadionowy z przewodnikiem (po niemiecku i angielsku) na określoną godzinę.
Jest więc inaczej niż w Paryżu, gdzie stadion zwiedzało się na własną rękę wyznaczoną trasą. W muzeum przedstawiona została historia najbardziej utytułowanego niemieckiego klubu. Od samego początku, założenia towarzystwa sportowego, a nawet wcześniej początków piłki nożnej w ogóle.
Wystawione są liczne trofea. Imponuje zwłaszcza liczba złotych tarcz za mistrzostwo Niemiec.
Każdy wygrany sezon jest opisany na gablocie.
Towarzyszy temu także kalejdoskop słynnych postaci związanych z klubem prezentowanych na zdjęciach i związanych z różnymi anegdotami.
Robert Lewandowski jest pokazany z koszulką okolicznościową w związku z pobiciem przez niego rekordu Gerda Muellera liczby goli w jednym sezonie Bundesligi. Pozuje do zdjęcia z wdową po słynnym napastniku niemieckim.
Prócz tego mamy dużą tablicę świetlną na której umieszczono fotografie najważniejszych piłkarzy w historii monachijskiego klubu. Można sobie przypomnieć szereg znanych nazwisk sprzed lat.
Jest też kącik dla dzieci, jakaś "tematyczna" zjeżdżalnia, szoferka klubowego autobusu do pojeżdżenia, quizy i małe boisko jeden na jeden na którym oczywiście sporo czasu spędził Krystian.
Osobno prezentowane są Puchary Mistrzów, bodaj sześć w kolekcji, a przy nich także Superpuchar Europy i Klubowy Puchar Świata.
Po drodze znajdziemy modele kolejnych stadionów Bayernu wraz z kolorowo podświetloną Allianz Arena (na biało lub na czerwono).
Jest też rekonstrukcja gabinetu prezesów gdzie zapadały ważne decyzje dotyczące klubu a w fotelu zasiadali m.in. Franz Beckenbauer czy Uli Hoeness.
W ostatniej sali prezentowana jest aktualna drużyna mistrzów Niemiec.
Mamy też auta reklamujące Bayern.
Przejść można do sklepu stadionowego z koszulkami i licznymi pamiątkami. Trasę po stadionie rozpoczynamy w restauracji na trzecim poziomie. Przewodnik prowadzi wpierw na trybunę z widokiem na boisko, a potem przechodzimy wzdłuż wykupionych na własność slotów do których dostęp jest zabezpieczony elektronicznymi bramkami.
Schodzimy na poziom płyty przymierzając się do ławki rezerwowych,
po czym przechodzimy przez sale konferencyjną oraz szatnie gdzie obejrzeć można koszulki i sprzęt sportowy aktualnych piłkarzy.
Multimedialna sekwencja czeka przy schodach w zonie mix gdzie odgrywany jest hymn Ligi Mistrzów. To miejsce z którego drużyny udają się bezpośrednio do autokarów.
Generalnie Allianz Arena większe wrażenie robi z zewnątrz. Wewnątrz jest raczej dość surowa i poza wielkością nie różni się specjalnie od stadionu Wisły.
Ciekawostką są stojące trybuny za bramkami. Wewnątrz zdecydowanie bardziej podobały mi się stadiony PSG czy Realu Madryt. Popołudniu pojechaliśmy w okolice Parku Olimpijskiego.
Monachium było gospodarzem letnich igrzysk w 1972 roku.
Wtedy zbudowano cały ten kompleks ze stadionem, dwoma halami sportowymi i wieżą telewizyjną.
Niestety wszystkie te obiekty są obecnie zamknięte. Można tylko pospacerować i obejrzeć je z zewnątrz.
Przejść nad duży staw w środku parku, wreszcie wejść na wysokie wzgórze Olympiaberg z którego rozciąga się widok nie tylko na obiekty sportowe ale i całe Monachium.
Sam pagórek zbudowany został z gruzów miasta zniszczonego w czasie II wojny światowej.
Tuż przy Parku Olimpijskim znajduje się też siedziba firmy BMW. Znaczy ją charakterystyczny w kształcie cylindra silnika samochodowego.
Bezpłatnie wejść można do BMW Welt w nowoczesnej hali ekspozycyjnej.
To połączenie wystawy samochodów ze zwykłym salonem sprzedażowym.
Prezentowane są modele BMW, Rolls-Royce i Mini.
Fajną sprawą jest, że do wielu nowoczesnych modeli można wsiąść, sprawdzić działanie pokładowego komputera, uruchomić radio, zajrzeć do bagażnika i pod maskę.
Inne prezentowane są tylko z daleka, ale często w ciekawej konwencji reklamowej np. z postacią spidermana.
Prowadzone są pokazy poszczególnych modeli, są też stanowiska informacyjne gdzie można spytać o rozmaite szczegóły techniczne poszczególnych aut.
Na piętrze pawilonu jest też wystawa motocykli. I tu też na większość maszyn można wsiąść, poprzymierzać się do siodełek i pedałów.
Z tarasu widoczny jest parking na którym stoją zamawiane przez klientów egzemplarze.
Co ciekawe system wind w budynku pozwala dotrzeć do różnych jego częśći, nie wszystkie umożliwiają dojazd na kolejne etapy ekspozycji.
Płatnego muzeum BMW w osobnym gmachu nie zwiedzaliśmy ale można do niego dotrzeć bezpośrednią estakadą z BMW Welt.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Niemcy: Monachium i Bawaria 4-13 września 2026 roku
A propos Bayernu i TSV 1860. Ładnego psikusa zrobili kibicom Bayernu ich lokalni rywale. Podczas fety kibiców z okazji bodajże zbobycia kolejnego mistrzostwa kraju, podmienili im wielką flagę wędrującą nad głowami z napisem "FC Bayern", na wersję "FC Bauern" (pl. chłopi, rolnicy, wieśniacy). Tamci nawet nie zauważyli. 
Re: Niemcy: Monachium i Bawaria 4-13 września 2026 roku
To chyba nawet niedawno było. Ale w muzeum o takich rzeczach na pewno nie wspomną.
Z Monachium pozostaje jeszcze wizyta w ogrodzie zoologicznym Hellabrunn. Remont linii metra na południe od Sendlingen Tor spowodował, że najlepiej dojechać na miejsce można było autobusem z Kolumbusplatz. To była sobota. Sporo dzieci jechało w autobusie z rodzinnymi wycieczkami do zoo. Wiadomo było gdzie wysiąść. Monachijski ogród jest ponoć jednym z pierwszych, który urządzono według klucza geograficznego. W sumie nie specjalnie się to jednak rzuca w oczy. Ogród leży w sporym lesie pełnym naturalnych lub sztucznych rozlewisk. Jedną z atrakcji jest taki linowy mostek nad stawem pełnym wodnych ptaków. Duże przestrzenie wewnątrz zajmują wybiegi dla rozmaitych zwierząt kopytnych: koni, wołów, bizonów, antylop, zebr. Pomiędzy nimi rozrzucone są większe atrakcje. Zwiedza się najlepiej trasą okrężną. Przy wejściu mijamy staw z flamingami. Potem wchodzimy do budynku z klatkami dla małp, połączonego z akwarium. Są tu szympansy i goryle. W dalszych częściach także inne gatunki naczelnych posiadające też spore zewnętrzne wybiegi. Ten ogród zoologiczny jest na pewno wygodny dla zwierząt, ale na wielu wybiegach trudno dojrzeć ich mieszkańców, gdyż dobrze się chowają. Z reguły są dość daleko od obserwatora. Słonie dobijały się do drzwi swojego domu stojąc na wybiegu. Żyrafy też zajęte były liśćmi z drzewa dość daleko od barierki. Foki też się całkiem pochowały. Ciekawym obiektem była woliera imitująca las tropikalny ze specjalnymi urządzeniami imitującymi mgłę. Zamieszkiwały ją m.in. duże nietoperze oraz azjatyckie ptaki. Tuż obok ładnie zaprezentowały się wielkie żółwie. Równie interesująca była inna woliera dla papug i ibisów z płynącym w środku potoczkiem i ścieżką dla ludzi wewnątrz. Stosunkowo blisko widowni zaprezentowały się niedźwiedź polarny i nosorożec. Tygrys ukrywał się w grocie a lwy odpoczywały na pagórku. Na dużej łące mieszkały lamy, wikunie oraz kapibara. Zoo zwiedzić na pewno warto, aczkolwiek w dzisiejszych czasach kilka polskich, co najmniej dorównuje atrakcyjnością tutejszemu.
Z Monachium pozostaje jeszcze wizyta w ogrodzie zoologicznym Hellabrunn. Remont linii metra na południe od Sendlingen Tor spowodował, że najlepiej dojechać na miejsce można było autobusem z Kolumbusplatz. To była sobota. Sporo dzieci jechało w autobusie z rodzinnymi wycieczkami do zoo. Wiadomo było gdzie wysiąść. Monachijski ogród jest ponoć jednym z pierwszych, który urządzono według klucza geograficznego. W sumie nie specjalnie się to jednak rzuca w oczy. Ogród leży w sporym lesie pełnym naturalnych lub sztucznych rozlewisk. Jedną z atrakcji jest taki linowy mostek nad stawem pełnym wodnych ptaków. Duże przestrzenie wewnątrz zajmują wybiegi dla rozmaitych zwierząt kopytnych: koni, wołów, bizonów, antylop, zebr. Pomiędzy nimi rozrzucone są większe atrakcje. Zwiedza się najlepiej trasą okrężną. Przy wejściu mijamy staw z flamingami. Potem wchodzimy do budynku z klatkami dla małp, połączonego z akwarium. Są tu szympansy i goryle. W dalszych częściach także inne gatunki naczelnych posiadające też spore zewnętrzne wybiegi. Ten ogród zoologiczny jest na pewno wygodny dla zwierząt, ale na wielu wybiegach trudno dojrzeć ich mieszkańców, gdyż dobrze się chowają. Z reguły są dość daleko od obserwatora. Słonie dobijały się do drzwi swojego domu stojąc na wybiegu. Żyrafy też zajęte były liśćmi z drzewa dość daleko od barierki. Foki też się całkiem pochowały. Ciekawym obiektem była woliera imitująca las tropikalny ze specjalnymi urządzeniami imitującymi mgłę. Zamieszkiwały ją m.in. duże nietoperze oraz azjatyckie ptaki. Tuż obok ładnie zaprezentowały się wielkie żółwie. Równie interesująca była inna woliera dla papug i ibisów z płynącym w środku potoczkiem i ścieżką dla ludzi wewnątrz. Stosunkowo blisko widowni zaprezentowały się niedźwiedź polarny i nosorożec. Tygrys ukrywał się w grocie a lwy odpoczywały na pagórku. Na dużej łące mieszkały lamy, wikunie oraz kapibara. Zoo zwiedzić na pewno warto, aczkolwiek w dzisiejszych czasach kilka polskich, co najmniej dorównuje atrakcyjnością tutejszemu.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
