Wypad trochę spontaniczny i zrealizowany z dnia na dzień, skoro nadarzyła się okazja. Cel był tam gdzieś wcześniej zaplanowany - pozostało pojechać i odbyć. Łódź to miasto, które nie przestaje mnie fascynować.
Teoretycznie brzydkie. Praktycznie nie ma starówki. Ma natomiast XIX-wieczną dzielnicę, jakiej nie ma żadne inne miasto w Polsce.
W jej obrębie wykwintne miejskie pałace w różnym stanie utrzymania, stare tereny poprzemysłowe, nowe wieżowce i stare czynszówki tworzą niesamowity wprost melanż, w którym wszystkie kombinacje są możliwe.
Jest tu pełno pustostanów i aż zastanawiające jest jaki potencjał to miasto ma w sobie. Przy czym co ciekawe tereny zadbane graniczą z ruderami. Jedno drugiemu nie przeszkadza. Naprzeciwko Manufaktury stoi na ten przykład odłogiem cały kwartał olbrzymich wielokondygnacyjnych poprzemysłowych hal, a dziwnym trafem po drugiej stronie ulicy zbudowali nowy niezbyt ciekawy hotel Andel, jakby nie można było zaadaptować tej starej poprzemysłowej zabudowy.
Bez wątpienia jest to miasto do poszwendania się i wypatrywania tego typu urbanistycznych ciekawostek. Brył i detali.
Wszystko jest tam na swój sposób inne i czekające na odkrycie.
Łódź w sumie była tym razem głównie punktem noclegowym, aczkolwiek odwiedziłem sporo miejsc w samym mieście, to jednak wyjeżdżam jak zwykle z niedosytem.
Wstąpiłem natomiast do dwóch miast satelitarnych w obrębie aglomeracji, mocno jednak odmiennych w swoim miejskim krajobrazie: Pabianic i Zgierza. Pabianice są bardziej "łódzkie" tylko na mniejszą skalę.
Zgierz ma swój odmienny, choć także przemysłowy charakter.
No i pomiędzy tymi spacerami miejskimi jeszcze dłuższa wycieczka w przyrodzie przez lasy nad Grabią, jedną z czystszych rzek niżowej Polski.
Piątek: Łódź
Sobota: Łask i lasy nad Grabią z osadą młyńską Talar, Pabianice, Łódź
Niedziela: Łódź, Zgierz

Forum "Turystycznie" - najciekawsze forum turystyczne w sieci! Już od ponad 15 lat!
Łódzkie: W Łodzi i poza Łodzią 17-19 kwietnia 2026
Regulamin forum
Prosimy o zachowanie następującego schematu w tytule relacji:
Województwo: dokładny cel wycieczki (data wycieczki)
Przykład:
Małopolskie: Czchów (08.07.2020)
Prosimy o zachowanie następującego schematu w tytule relacji:
Województwo: dokładny cel wycieczki (data wycieczki)
Przykład:
Małopolskie: Czchów (08.07.2020)
Łódzkie: W Łodzi i poza Łodzią 17-19 kwietnia 2026
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Łódzkie: W Łodzi i poza Łodzią 17-19 kwietnia 2026
Piękniejsza strona Łodzi
Po zachodniej stronie miasta już poza główną obwodnicą znajduje się duży kompleks parkowy na Zdrowiu. Na jego skraju znajduje się kilka obiektów sportowych w tym aquapark Fala, hala sportowa Atlas oraz stadion jednego z łódzkich klubów ŁKS (sądząc po napisach na murach zachodnia strona Łodzi jest za ŁKS-em, a wschodnia za Widzewem). Dwa ostatnie obiekty widoczne są ze stacji Łódź Kaliska, gdzie wsiadałem do pociągu dzień później. Pierwszego dnia moim celem był jednak ogród zoologiczny wraz z Orientarium oraz ogród botaniczny. To łódzkie zoo jest dość kompaktowe, aczkolwiek obejmuje wiele obiektów i jest tam sporo ciekawych zwierząt. Pewnym mankamentem jest tylko jedno wejście. W sumie nie wiedząc, gdzie się ono dokładnie znajduje, musiałem obejść 3/4 ogrodzenia. Część przestrzeni jest niestety w remoncie, więc nie można było obejrzeć np. zebry, a także motyli. Główną atrakcją jest jednak Orientarium, wielki pawilon z boksami dla zwierząt oraz sporym akwarium. Tunel podwodny nie jest może tak spektakularny jak we Wrocławiu ale sam zbiornik fajnie ogląda się z boku mogąc zrelaksować się na leżaczku. W środku zatopiono wrak myśliwca. W akwarium pływają rekiny, płaszczki i inne duże ryby. Jeden przydenny przycupnął w kąciku przy tunelu. Słonie akurat przebywały na zewnątrz, ale w środku mają duży wybieg z basenem, w którym też pływa trochę ryb. Jest orangutan, niedźwiedź jawajski i trochę innych małp. Najciekawsze było karmienie wydr - całe stadko dobrało się do pojemnika z "frutti di mare" pływającego na małej tratwie w baseniku. Poza budynkiem Orientarium jest sporo wybiegów oraz małych pawilonów. Ładnie prezentowały się żyrafy. W ich zagrodzie jest też boks dla surykatek. Z dużych drapieżników "dyżurowała" lwica.
Lew i tygrys gdzieś się jednak ukryły. Mają dość spore wybiegi, pomysłowo zaaranżowane, m.in. z wrakiem starego samolotu. Są też hipopotamy, sporo ptaków, oryginalny rudy gatunek pandy, jakieś kopytne i stare akwarium z mniejszymi rybkami. Miejsce przyjemne niespecjalnie przepełnione piątkowym popołudniem. Boom zapewne już minął, chociaż do Orientarium przybyła spora wycieczka szkolnych dzieci. Ogród Botaniczny znajduje się naprzeciwko zoo po drugiej stronie ulicy. Bardzo przyjemne i rozległe miejsce. Najciekawiej prezentował się o tej porze roku ogród japoński wokół dużego stawu. To ze względu na czas kwitnienia drzew - głownie ozdobnych wiśni i magnolii. Zresztą sporo ludzi chodziło i robiło im zdjęcia, trafiła się nawet profesjonalna sesja z modelką w sukniach ślubnych. Inne ciekawe miejsce w ogrodzie to alpinarium, gdzie można się trochę powspinać na wzgórza z wielkich głazów wśród roślinności skalnej. W jednym miejscu niewielka kaskada spływa pomiędzy skałami. Ciekawym punktem ogrodu jest mini skansen ze starą zagrodą wiejską i licznymi grządkami obsadzonymi kwiatami, warzywami, ziołami i roślinami gospodarczymi (np. do produkcji barwników). Z kwiatów kwitły akurat tulipany. Dalsze części ogrodu to mieszanka zaprojektowanych klombów i mniej lub bardziej naturalnego lasu. Mamy też labirynt z żywopłotów. Jeszcze bez liści, ale spokojnie można tam zabłądzić. Do różnych części parku wiodą edukacyjne ścieżki. Drzewa kwitną. Przez środek biegnie zabytkowa aleja lipowa. To i tak tylko część wielkiego kompleksu zieleni na Zdrowiu, po północnej stronie jest wolno dostępny park z monumentalnym pomnikiem przy alei. Dojazd z centrum z okolic Manufaktury, gdzie miałem kwaterę wcale jednak nie był jakoś dogodny. Większość trasy przebyłem piechotą. Tramwaj z Konstantynowa kończy trasę przy Alei Włókniarzy, dalej w kierunku centrum tory zostały zlikwidowane. Także te na ulicy Zielonej nie są wykorzystywane, chociaż pozostały jeszcze opuszczone przystanki. W sumie komunikacja łódzka niezbyt mi przypadła do gustu, mimo pozornie gęstej sieci w centrum trudno się w tym wszystkim połapać. Mam wrażenie, że preferowany jest raczej kierunek połączeń północ-południe niż wschód-zachód.
Po zachodniej stronie miasta już poza główną obwodnicą znajduje się duży kompleks parkowy na Zdrowiu. Na jego skraju znajduje się kilka obiektów sportowych w tym aquapark Fala, hala sportowa Atlas oraz stadion jednego z łódzkich klubów ŁKS (sądząc po napisach na murach zachodnia strona Łodzi jest za ŁKS-em, a wschodnia za Widzewem). Dwa ostatnie obiekty widoczne są ze stacji Łódź Kaliska, gdzie wsiadałem do pociągu dzień później. Pierwszego dnia moim celem był jednak ogród zoologiczny wraz z Orientarium oraz ogród botaniczny. To łódzkie zoo jest dość kompaktowe, aczkolwiek obejmuje wiele obiektów i jest tam sporo ciekawych zwierząt. Pewnym mankamentem jest tylko jedno wejście. W sumie nie wiedząc, gdzie się ono dokładnie znajduje, musiałem obejść 3/4 ogrodzenia. Część przestrzeni jest niestety w remoncie, więc nie można było obejrzeć np. zebry, a także motyli. Główną atrakcją jest jednak Orientarium, wielki pawilon z boksami dla zwierząt oraz sporym akwarium. Tunel podwodny nie jest może tak spektakularny jak we Wrocławiu ale sam zbiornik fajnie ogląda się z boku mogąc zrelaksować się na leżaczku. W środku zatopiono wrak myśliwca. W akwarium pływają rekiny, płaszczki i inne duże ryby. Jeden przydenny przycupnął w kąciku przy tunelu. Słonie akurat przebywały na zewnątrz, ale w środku mają duży wybieg z basenem, w którym też pływa trochę ryb. Jest orangutan, niedźwiedź jawajski i trochę innych małp. Najciekawsze było karmienie wydr - całe stadko dobrało się do pojemnika z "frutti di mare" pływającego na małej tratwie w baseniku. Poza budynkiem Orientarium jest sporo wybiegów oraz małych pawilonów. Ładnie prezentowały się żyrafy. W ich zagrodzie jest też boks dla surykatek. Z dużych drapieżników "dyżurowała" lwica.
Lew i tygrys gdzieś się jednak ukryły. Mają dość spore wybiegi, pomysłowo zaaranżowane, m.in. z wrakiem starego samolotu. Są też hipopotamy, sporo ptaków, oryginalny rudy gatunek pandy, jakieś kopytne i stare akwarium z mniejszymi rybkami. Miejsce przyjemne niespecjalnie przepełnione piątkowym popołudniem. Boom zapewne już minął, chociaż do Orientarium przybyła spora wycieczka szkolnych dzieci. Ogród Botaniczny znajduje się naprzeciwko zoo po drugiej stronie ulicy. Bardzo przyjemne i rozległe miejsce. Najciekawiej prezentował się o tej porze roku ogród japoński wokół dużego stawu. To ze względu na czas kwitnienia drzew - głownie ozdobnych wiśni i magnolii. Zresztą sporo ludzi chodziło i robiło im zdjęcia, trafiła się nawet profesjonalna sesja z modelką w sukniach ślubnych. Inne ciekawe miejsce w ogrodzie to alpinarium, gdzie można się trochę powspinać na wzgórza z wielkich głazów wśród roślinności skalnej. W jednym miejscu niewielka kaskada spływa pomiędzy skałami. Ciekawym punktem ogrodu jest mini skansen ze starą zagrodą wiejską i licznymi grządkami obsadzonymi kwiatami, warzywami, ziołami i roślinami gospodarczymi (np. do produkcji barwników). Z kwiatów kwitły akurat tulipany. Dalsze części ogrodu to mieszanka zaprojektowanych klombów i mniej lub bardziej naturalnego lasu. Mamy też labirynt z żywopłotów. Jeszcze bez liści, ale spokojnie można tam zabłądzić. Do różnych części parku wiodą edukacyjne ścieżki. Drzewa kwitną. Przez środek biegnie zabytkowa aleja lipowa. To i tak tylko część wielkiego kompleksu zieleni na Zdrowiu, po północnej stronie jest wolno dostępny park z monumentalnym pomnikiem przy alei. Dojazd z centrum z okolic Manufaktury, gdzie miałem kwaterę wcale jednak nie był jakoś dogodny. Większość trasy przebyłem piechotą. Tramwaj z Konstantynowa kończy trasę przy Alei Włókniarzy, dalej w kierunku centrum tory zostały zlikwidowane. Także te na ulicy Zielonej nie są wykorzystywane, chociaż pozostały jeszcze opuszczone przystanki. W sumie komunikacja łódzka niezbyt mi przypadła do gustu, mimo pozornie gęstej sieci w centrum trudno się w tym wszystkim połapać. Mam wrażenie, że preferowany jest raczej kierunek połączeń północ-południe niż wschód-zachód.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Łódzkie: W Łodzi i poza Łodzią 17-19 kwietnia 2026
Łódź klasycznie
Głównie przejście Piotrkowską od katedry do Placu Wolności. W katedrze akurat trwała msza, więc tylko zaglądnąłem z przedsionka. Potem nowo odrestaurowany loft. Kulisowa zabudowa z wysokimi wieżowcami po prawej. Te balkony na wieżowcach nie są chyba zbyt praktyczne dla mieszkańców, ale estetycznie mają swój sens w takim brutalistycznym stylu. Jednorożec i tzw. stajnia jednorożców czyli duży przystanek tramwajowy na Alejach Mickiewicza. W otoczeniu nowe gmachy choć tutaj jest początek deptaka i zaczyna się Piotrkowska zdobnych kamienic i pałaców. Krótko zbaczam na Piotrkowska Off. To dawne budynki poprzemysłowe w sąsiedztwie ulicy. Dzisiaj centrum knajp i galerii. Pełno tu ludzi, ale to nie dziwi w sobotę pod wieczór. Szkoda że nie da się wrócić z powrotem inną drogą. Potem kolejne kroki wzdłuż tej wybitnie długiej ulicy. Oczywiście nie zaliczam już wszystkich punktów typu fortepian Rubinsteina czy nos Tuwima. Na Placu Wolności miała być jego "dupa", ale chyba usunęli tą tablicę z jednego z domów. Pomnik i charakterystyczny kościół. W pobliskiej oficynie mocno szklany Pasaż Róży. Na koniec Pałac Poznańskiego i Manufaktura o zmierzchu. Łódzkie cmentarze
Kolejny cel miejskich spacerów ze względu na wielkie grobowce tutejszych XIX-wiecznych przemysłowców. No i specyficzny melancholijny klimat, zwłaszcza na cmentarzu żydowskim. Zaczynam jednak od kompleksu na Ogrodowej. Są tu wspólnie cmentarz ewangelicki, katolicki i prawosławny. Ten ostatni to w sumie taki rząd kwater - trudno go odróżnić od reszty, chociaż jest tu jedna kapliczka w bizantyńskim stylu. Na cmentarzu ewangelickim jest sporo monumentalnych grobowców. Różne style. Nazwiska głównie niemieckie. Przemysłowcy albo dyrektorzy fabryk. Może inżynierowie. Największa jest bez wątpienia kaplica Scheiblerów, olbrzymia neogotycka obecnie zagrodzona płotem - w trakcie remontu. No i krajobraz typowo łódzki obok odnowionych grobowców, często te mocno zaniedbane. Na cmentarzu katolickim duża kaplica rodu Heinzlów.
Nowy cmentarz żydowski na Dołach znajduje się po drugiej stronie miasta. Z okolic Manufaktury dojeżdżam do pętli tramwajem nr 6. Wstęp płatny. Obejmuje wizytę na niewielkiej wystawie. Mówi o starych pochówkach i o holokauście. Aczkolwiek jest to po prostu dawny cmentarz żydowski, to jednak sporo miejsca zajmuje tutaj tematyka związana z wydarzeniami ostatniej wojny światowej (chyba ostatniej). Na murze cmentarza sporo tablic upamiętniających ofiary z tego okresu, pomnik przed wejściem oraz na samym cmentarzu całe sektory tabliczek upamiętniających ofiary łódzkiego getta. To miejsce surowe i smutne. Naszła mnie jednak refleksja. Coś z nami jako ludzkością jest nie tak skoro naród, który tyle wycierpiał od innych jest w stanie kilkadziesiąt lat później wyczyniać to samo innemu narodowi. Po co ta pamięć, skoro nawet ofiary wniosków nie wyciągają. Cmentarz ma oczywiście swój klimat. Duża jego część jest zaniedbana. Charakterystyczne groby, ale nie wszystkie w postaci macew. Wśród starych i zaniedbanych pojawiają się także nowe, niedawno wyremontowane czy wprost wybudowane. Najważniejszym obiektem jest oczywiście wielka kaplica rodowa Izraela Poznańskiego i jego żony Leonii z Hertzów. Podobno to największy żydowski grobowiec na świecie. Nad trumnami wewnątrz tradycyjna złota mozaika.
Głównie przejście Piotrkowską od katedry do Placu Wolności. W katedrze akurat trwała msza, więc tylko zaglądnąłem z przedsionka. Potem nowo odrestaurowany loft. Kulisowa zabudowa z wysokimi wieżowcami po prawej. Te balkony na wieżowcach nie są chyba zbyt praktyczne dla mieszkańców, ale estetycznie mają swój sens w takim brutalistycznym stylu. Jednorożec i tzw. stajnia jednorożców czyli duży przystanek tramwajowy na Alejach Mickiewicza. W otoczeniu nowe gmachy choć tutaj jest początek deptaka i zaczyna się Piotrkowska zdobnych kamienic i pałaców. Krótko zbaczam na Piotrkowska Off. To dawne budynki poprzemysłowe w sąsiedztwie ulicy. Dzisiaj centrum knajp i galerii. Pełno tu ludzi, ale to nie dziwi w sobotę pod wieczór. Szkoda że nie da się wrócić z powrotem inną drogą. Potem kolejne kroki wzdłuż tej wybitnie długiej ulicy. Oczywiście nie zaliczam już wszystkich punktów typu fortepian Rubinsteina czy nos Tuwima. Na Placu Wolności miała być jego "dupa", ale chyba usunęli tą tablicę z jednego z domów. Pomnik i charakterystyczny kościół. W pobliskiej oficynie mocno szklany Pasaż Róży. Na koniec Pałac Poznańskiego i Manufaktura o zmierzchu. Łódzkie cmentarze
Kolejny cel miejskich spacerów ze względu na wielkie grobowce tutejszych XIX-wiecznych przemysłowców. No i specyficzny melancholijny klimat, zwłaszcza na cmentarzu żydowskim. Zaczynam jednak od kompleksu na Ogrodowej. Są tu wspólnie cmentarz ewangelicki, katolicki i prawosławny. Ten ostatni to w sumie taki rząd kwater - trudno go odróżnić od reszty, chociaż jest tu jedna kapliczka w bizantyńskim stylu. Na cmentarzu ewangelickim jest sporo monumentalnych grobowców. Różne style. Nazwiska głównie niemieckie. Przemysłowcy albo dyrektorzy fabryk. Może inżynierowie. Największa jest bez wątpienia kaplica Scheiblerów, olbrzymia neogotycka obecnie zagrodzona płotem - w trakcie remontu. No i krajobraz typowo łódzki obok odnowionych grobowców, często te mocno zaniedbane. Na cmentarzu katolickim duża kaplica rodu Heinzlów.
Nowy cmentarz żydowski na Dołach znajduje się po drugiej stronie miasta. Z okolic Manufaktury dojeżdżam do pętli tramwajem nr 6. Wstęp płatny. Obejmuje wizytę na niewielkiej wystawie. Mówi o starych pochówkach i o holokauście. Aczkolwiek jest to po prostu dawny cmentarz żydowski, to jednak sporo miejsca zajmuje tutaj tematyka związana z wydarzeniami ostatniej wojny światowej (chyba ostatniej). Na murze cmentarza sporo tablic upamiętniających ofiary z tego okresu, pomnik przed wejściem oraz na samym cmentarzu całe sektory tabliczek upamiętniających ofiary łódzkiego getta. To miejsce surowe i smutne. Naszła mnie jednak refleksja. Coś z nami jako ludzkością jest nie tak skoro naród, który tyle wycierpiał od innych jest w stanie kilkadziesiąt lat później wyczyniać to samo innemu narodowi. Po co ta pamięć, skoro nawet ofiary wniosków nie wyciągają. Cmentarz ma oczywiście swój klimat. Duża jego część jest zaniedbana. Charakterystyczne groby, ale nie wszystkie w postaci macew. Wśród starych i zaniedbanych pojawiają się także nowe, niedawno wyremontowane czy wprost wybudowane. Najważniejszym obiektem jest oczywiście wielka kaplica rodowa Izraela Poznańskiego i jego żony Leonii z Hertzów. Podobno to największy żydowski grobowiec na świecie. Nad trumnami wewnątrz tradycyjna złota mozaika.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Łódzkie: W Łodzi i poza Łodzią 17-19 kwietnia 2026
Dupa Tuwima jest, ale w miejscu w którym się znajduje trwa remont i teoretycznie nie ma tam wejścia.
Re: Łódzkie: W Łodzi i poza Łodzią 17-19 kwietnia 2026
Fakt sporo remontów w Łodzi. Przy placu Wolności to kilka domków. Największy remont trafiłem w kwartałach pomiędzy Zieloną, Narutowicza i Zachodnią. Nie dało się tamtędy przejść. Podobnie przy 1 Maja. Mnóstwo kamienic remontują, pytanie czy część z nich nie zostanie wyburzona.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Łódzkie: W Łodzi i poza Łodzią 17-19 kwietnia 2026
Łask
Stacja PKP w Łasku znajduje się na zachodnim krańcu miejscowości. Do centrum można podjechać miejscowym autobusem - bilet 4 zł - ale zdecydowałem się jednak na 20-minutowy spacerek. Pogodna ładna, rześko. Po drodze mijam most na rzece Grabi które płynie tu podwójnym korytem - naturalnym i młynówką. Na granicy zwartej zabudowy stoi drewniany kościół pod wezwaniem św. Ducha. Obok wolno stojąca dzwonnica. Niestety zamknięty w środku. Centrum miasta zajmuje rynek. Dość zwyczajny z niewielkimi kamieniczkami i pomnikiem-bramą w centrum płyty. To nie Wielkopolska tylko dawny zabór rosyjski i widać to wyraźnie po jakości zabudowy miejskiej. W narożnej kamieniczce siedziba miejscowego muzeum. Rankiem jeszcze zamknięta. Przechodzę dalej bo największym zabytkiem miasta jest kolegiata św. Michała. Kościół gotycki ale kilkukrotnie przebudowywany. Przed wejściem stoi pomnik fundatora renesansowego biskupa i prymasa Polski Jana Łaskiego. Za kościołem jest też kamień pamiątkowy poświęcony tej postaci. Kiedyś grałem w filmie, czy jakimś takim widowisku historycznym opisującym hołd pruski i odtwarzałem tam Hieronima Łaskiego, bratanka biskupa (ten, który trzyma miecz ponad królem Zygmuntem). Ale i sam prymas Jan Łaski na tym obrazie się znajduje, odgrywał go kolega dwa kroki obok. Przy wejściu do kolegiaty za szklaną szybą wystawiona jest alabastrowa płaskorzeźba Matki Boskiej włoskiego artysty Andrei della Robbia przywieziona z Rzymu przez tegoż Jana Łaskiego. Jej oryginał znajduje się w ołtarzu w bocznej kaplicy. Według legendy to połowa medalionu, który uległ cudownemu rozdwojeniu - inaczej papież nie zgodziłby się na ten podarunek. W ołtarzy głównym znajduje się ostatni obraz innego włoskiego mistrza Filippo Castaldi przedstawiający zgodnie z wezwaniem św. Michała Archanioła. Zwrócić też trzeba uwagę na ozdobne ławy przeznaczone dla kanoników miejscowej kapituły. Nad Grabią
Szlak zielony prowadzi z centrum Łasku przez osiedlowe przedmieścia, a następnie wieś Ostrów. W tym Ostrowie zachował się dawny dwór Szweytzerów ładnie odrestaurowany, aczkolwiek niedostępny przynajmniej w sobotę, jako część szkoły średniej o charakterze wojskowym. Szlak przekracza nową ekspresówkę S8 i skręca w lewo (słabo jest to oznakowane). Potem wędrujemy lasami oddalając się od drogi szybkiego ruchu. Warto odbić kilkaset metrów w lewo za drogowskazem nad piaszczysty brzeg Grabi która wcina się tutaj w wydmę zwaną Piaskową Górą. Ładne zakole i plaża. Poza jedną parą z psem miejsce było puste. Nie można natomiast tego powiedzieć o leśnej osadzie Talar ze stylowymi drewnianymi młynami. Choć obiekt otwierają dopiero od majówki to i tak spory tam ruch samochodowy może ze względu na stawy wędkarskie, a może ze względu na jakieś inne atrakcje położone gdzieś dalej (tak z marszu przychodzi mi tylko na myśl wojskowe lotnisko, ale nie wiem czy ono jest dostępne dla wszystkich). Bez wątpienia miejsce jest malownicze i dość emblematyczne. Na tablicy informacyjnej można odnaleźć przepis na miejscowy kwas chlebowy. Inne młyny nad Grabią znajdują się poniżej Łasku i przynajmniej jeden jest równie ładny jak ten w osadzie Talar. Warto wzdłuż rzeki odbyć wycieczkę kajakową. Mój powrót do linii kolejowej w miejscowości Kolumna zajmuje jakąś godzinę, może półtorej godziny, szybkiego marszu bocznymi drogami przez wsie Ldzań i Mogilno. Kolumna to dzielnica Łasku i osiedle willowe z lat 30-tych XX wieku ufundowane przez wspomnianego tu już Schweytzera. Miało być letniskiem dla łódzkich prominentów. Z tego czasu do dzisiaj zachowało się trochę drewnianych willi, ale co ciekawe dość oryginalnych, prawie bez ozdób, w stylu konstruktywistycznym.
Stacja PKP w Łasku znajduje się na zachodnim krańcu miejscowości. Do centrum można podjechać miejscowym autobusem - bilet 4 zł - ale zdecydowałem się jednak na 20-minutowy spacerek. Pogodna ładna, rześko. Po drodze mijam most na rzece Grabi które płynie tu podwójnym korytem - naturalnym i młynówką. Na granicy zwartej zabudowy stoi drewniany kościół pod wezwaniem św. Ducha. Obok wolno stojąca dzwonnica. Niestety zamknięty w środku. Centrum miasta zajmuje rynek. Dość zwyczajny z niewielkimi kamieniczkami i pomnikiem-bramą w centrum płyty. To nie Wielkopolska tylko dawny zabór rosyjski i widać to wyraźnie po jakości zabudowy miejskiej. W narożnej kamieniczce siedziba miejscowego muzeum. Rankiem jeszcze zamknięta. Przechodzę dalej bo największym zabytkiem miasta jest kolegiata św. Michała. Kościół gotycki ale kilkukrotnie przebudowywany. Przed wejściem stoi pomnik fundatora renesansowego biskupa i prymasa Polski Jana Łaskiego. Za kościołem jest też kamień pamiątkowy poświęcony tej postaci. Kiedyś grałem w filmie, czy jakimś takim widowisku historycznym opisującym hołd pruski i odtwarzałem tam Hieronima Łaskiego, bratanka biskupa (ten, który trzyma miecz ponad królem Zygmuntem). Ale i sam prymas Jan Łaski na tym obrazie się znajduje, odgrywał go kolega dwa kroki obok. Przy wejściu do kolegiaty za szklaną szybą wystawiona jest alabastrowa płaskorzeźba Matki Boskiej włoskiego artysty Andrei della Robbia przywieziona z Rzymu przez tegoż Jana Łaskiego. Jej oryginał znajduje się w ołtarzu w bocznej kaplicy. Według legendy to połowa medalionu, który uległ cudownemu rozdwojeniu - inaczej papież nie zgodziłby się na ten podarunek. W ołtarzy głównym znajduje się ostatni obraz innego włoskiego mistrza Filippo Castaldi przedstawiający zgodnie z wezwaniem św. Michała Archanioła. Zwrócić też trzeba uwagę na ozdobne ławy przeznaczone dla kanoników miejscowej kapituły. Nad Grabią
Szlak zielony prowadzi z centrum Łasku przez osiedlowe przedmieścia, a następnie wieś Ostrów. W tym Ostrowie zachował się dawny dwór Szweytzerów ładnie odrestaurowany, aczkolwiek niedostępny przynajmniej w sobotę, jako część szkoły średniej o charakterze wojskowym. Szlak przekracza nową ekspresówkę S8 i skręca w lewo (słabo jest to oznakowane). Potem wędrujemy lasami oddalając się od drogi szybkiego ruchu. Warto odbić kilkaset metrów w lewo za drogowskazem nad piaszczysty brzeg Grabi która wcina się tutaj w wydmę zwaną Piaskową Górą. Ładne zakole i plaża. Poza jedną parą z psem miejsce było puste. Nie można natomiast tego powiedzieć o leśnej osadzie Talar ze stylowymi drewnianymi młynami. Choć obiekt otwierają dopiero od majówki to i tak spory tam ruch samochodowy może ze względu na stawy wędkarskie, a może ze względu na jakieś inne atrakcje położone gdzieś dalej (tak z marszu przychodzi mi tylko na myśl wojskowe lotnisko, ale nie wiem czy ono jest dostępne dla wszystkich). Bez wątpienia miejsce jest malownicze i dość emblematyczne. Na tablicy informacyjnej można odnaleźć przepis na miejscowy kwas chlebowy. Inne młyny nad Grabią znajdują się poniżej Łasku i przynajmniej jeden jest równie ładny jak ten w osadzie Talar. Warto wzdłuż rzeki odbyć wycieczkę kajakową. Mój powrót do linii kolejowej w miejscowości Kolumna zajmuje jakąś godzinę, może półtorej godziny, szybkiego marszu bocznymi drogami przez wsie Ldzań i Mogilno. Kolumna to dzielnica Łasku i osiedle willowe z lat 30-tych XX wieku ufundowane przez wspomnianego tu już Schweytzera. Miało być letniskiem dla łódzkich prominentów. Z tego czasu do dzisiaj zachowało się trochę drewnianych willi, ale co ciekawe dość oryginalnych, prawie bez ozdób, w stylu konstruktywistycznym.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Łódzkie: W Łodzi i poza Łodzią 17-19 kwietnia 2026
Pabianice
Miasto jest bardzo "łódzkie" w swojej powierzchowności i w sumie traktować je można jako odległą dzielnicę aglomeracji. Tym razem wysiadłem na stacyjce Pabianice Północne, które w stosunku do centrum są lepiej usytuowane niż właściwy dworzec, położony na dalekich zachodnich peryferiach. Najciekawsze miejsca Pabianic koncentrują się wzdłuż głównej ulicy, zwanej na zachodnim brzegu Dobrzynki ulicą Zamkową, a na wschodnim ulicą Warszawską. Niewielka rzeczka Dobrzynka dzieli miasto na dwie połowy, przy czym ta zachodnia to Nowe Miasto rozbudowywane w XIX wieku, kiedy do dawnego średniowiecznego grodu dotarł przemysł. Dzisiaj Dobrzynka przepływa przez ładny park miejski oraz tworzy dość malowniczy zakątek na zapleczu dawnych hal przemysłowych tzw. Fabryki Barucha. W Pabianicach zachowała się duża część dawnej zabudowy przemysłowej. Przy głównej ulicy zwraca uwagę ceglany gmach dawnych zakładów bawełnianych Krusche Ender najważniejszych w mieście i działających do 2003 roku jako Pabianickie Zakłady Przemysłu Bawełnianego Pamotex. Jego najstarszą częścią jest właśnie tzw. Fabryka pod Zegarem przy głównej ulicy naprzeciwko dawnego pałacu Endera - współwłaściciela biznesu. Na zapleczu znajduje się hotel Fabryka Wełny oraz centrum handlowe Tkalnia. Zwłaszcza to drugie miejsce jest przykładem udanej rewitalizacji - ciekawe wnętrze w cegle, szkle i stali, z licznymi nowoczesnymi sklepami przypomina mi bardzo krakowskie centrum Fabryczna 13 na Grzegórzkach, powstałe w dawnej fabryce Polmosu. Obok jest też szkoła muzyczna. Ciekawie wygląda popiersie Chopina w sąsiedztwie ceglanych hal fabrycznych. W pobliżu innej galerii handlowej na Nowym Mieście zachowały się też fragmenty fabryki innego przemysłowca Kindlera. Najbardziej charakterystyczna jest dawna wieża ciśnień. Serce Pabianic stanowi zamek czy renesansowy dwór należący do krakowskiej kapituły. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z księgi spisanej przez Jana Długosza i dlatego pod murami znajduje się pomnik-ławeczka krakowskiego kanonika. W zamku i w oficynie obok mieści się miejskie muzeum. Budynki te sąsiadują w zasadzie z położonym po drugiej stronie ulicy dużym rynkiem dawnego miasta, dziś urządzonym w postaci klombu. Na jego środku stoi niewielki pomniczek Fabianki. To legendarna córka założyciela miasta. W dłoni trzyma kwiaty albo przędzę. Jak widać na wiosnę mieszkańcy wybrali wersję kwietną. Dominantą rynku jest najstarszy gotycki kościół w Pabianicach noszący podwójne wezwanie św. Mateusza i św. Wawrzyńca. W kościele tym pierwszą mszę prymicyjną odprawił ksiądz Maksymilian Kolbe, przed wejściem jest jego pomnik. Drugi postawiony na tle nawy przedstawia legionistę, a na jego cokole znajduje się medalion z wizerunkiem Piłsudskiego. W Pabianicach jest jeszcze kilka ciekawych kościołów - najbardziej widoczny jest neogotycki dwuwieżowy ceglany kościół NMP na Nowym Mieście. Nieco bliżej centrum znajduje się też dawna świątynia ewangelicka na planie rotundy. Wreszcie na wschód od rynku na dawnym cmentarzu stoi trochę zaniedbany ceglany kościół św. Floriana. Miasto podobnie jak Łódź stanowi melanż odnowionych budynków poprzemysłowych, bloków i starej zabudowy czynszowej. Klimat robi też kilka murali. Zdarza się, że na ulicy zaczepi jakiś żebrak lub żulik, ogólnie jednak jest bezpiecznie. Nie dotarłem niestety do Afloparku zlokalizowanego na granicy Pabianic i Ksawerowa, dużego prywatnego ogrodu ozdobnego udostępnionego do zwiedzania. Trochę oszukałem się na bilecie zakupionym w automacie na stacji. Okazało się, że obowiązuje on tylko na autobusy pabianickie, a nie tramwaje łódzkie. To taki właśnie brak integracji taryf w obrębie aglomeracji i niemożność zakupienia właściwego na miejscu powoduje dezorientację. Stwierdziłem, że nie będę już uskuteczniał przesiadek i mnożył wydatków biletowych, więc wróciłem tramwajem bezpośrednio do Łodzi.
Miasto jest bardzo "łódzkie" w swojej powierzchowności i w sumie traktować je można jako odległą dzielnicę aglomeracji. Tym razem wysiadłem na stacyjce Pabianice Północne, które w stosunku do centrum są lepiej usytuowane niż właściwy dworzec, położony na dalekich zachodnich peryferiach. Najciekawsze miejsca Pabianic koncentrują się wzdłuż głównej ulicy, zwanej na zachodnim brzegu Dobrzynki ulicą Zamkową, a na wschodnim ulicą Warszawską. Niewielka rzeczka Dobrzynka dzieli miasto na dwie połowy, przy czym ta zachodnia to Nowe Miasto rozbudowywane w XIX wieku, kiedy do dawnego średniowiecznego grodu dotarł przemysł. Dzisiaj Dobrzynka przepływa przez ładny park miejski oraz tworzy dość malowniczy zakątek na zapleczu dawnych hal przemysłowych tzw. Fabryki Barucha. W Pabianicach zachowała się duża część dawnej zabudowy przemysłowej. Przy głównej ulicy zwraca uwagę ceglany gmach dawnych zakładów bawełnianych Krusche Ender najważniejszych w mieście i działających do 2003 roku jako Pabianickie Zakłady Przemysłu Bawełnianego Pamotex. Jego najstarszą częścią jest właśnie tzw. Fabryka pod Zegarem przy głównej ulicy naprzeciwko dawnego pałacu Endera - współwłaściciela biznesu. Na zapleczu znajduje się hotel Fabryka Wełny oraz centrum handlowe Tkalnia. Zwłaszcza to drugie miejsce jest przykładem udanej rewitalizacji - ciekawe wnętrze w cegle, szkle i stali, z licznymi nowoczesnymi sklepami przypomina mi bardzo krakowskie centrum Fabryczna 13 na Grzegórzkach, powstałe w dawnej fabryce Polmosu. Obok jest też szkoła muzyczna. Ciekawie wygląda popiersie Chopina w sąsiedztwie ceglanych hal fabrycznych. W pobliżu innej galerii handlowej na Nowym Mieście zachowały się też fragmenty fabryki innego przemysłowca Kindlera. Najbardziej charakterystyczna jest dawna wieża ciśnień. Serce Pabianic stanowi zamek czy renesansowy dwór należący do krakowskiej kapituły. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z księgi spisanej przez Jana Długosza i dlatego pod murami znajduje się pomnik-ławeczka krakowskiego kanonika. W zamku i w oficynie obok mieści się miejskie muzeum. Budynki te sąsiadują w zasadzie z położonym po drugiej stronie ulicy dużym rynkiem dawnego miasta, dziś urządzonym w postaci klombu. Na jego środku stoi niewielki pomniczek Fabianki. To legendarna córka założyciela miasta. W dłoni trzyma kwiaty albo przędzę. Jak widać na wiosnę mieszkańcy wybrali wersję kwietną. Dominantą rynku jest najstarszy gotycki kościół w Pabianicach noszący podwójne wezwanie św. Mateusza i św. Wawrzyńca. W kościele tym pierwszą mszę prymicyjną odprawił ksiądz Maksymilian Kolbe, przed wejściem jest jego pomnik. Drugi postawiony na tle nawy przedstawia legionistę, a na jego cokole znajduje się medalion z wizerunkiem Piłsudskiego. W Pabianicach jest jeszcze kilka ciekawych kościołów - najbardziej widoczny jest neogotycki dwuwieżowy ceglany kościół NMP na Nowym Mieście. Nieco bliżej centrum znajduje się też dawna świątynia ewangelicka na planie rotundy. Wreszcie na wschód od rynku na dawnym cmentarzu stoi trochę zaniedbany ceglany kościół św. Floriana. Miasto podobnie jak Łódź stanowi melanż odnowionych budynków poprzemysłowych, bloków i starej zabudowy czynszowej. Klimat robi też kilka murali. Zdarza się, że na ulicy zaczepi jakiś żebrak lub żulik, ogólnie jednak jest bezpiecznie. Nie dotarłem niestety do Afloparku zlokalizowanego na granicy Pabianic i Ksawerowa, dużego prywatnego ogrodu ozdobnego udostępnionego do zwiedzania. Trochę oszukałem się na bilecie zakupionym w automacie na stacji. Okazało się, że obowiązuje on tylko na autobusy pabianickie, a nie tramwaje łódzkie. To taki właśnie brak integracji taryf w obrębie aglomeracji i niemożność zakupienia właściwego na miejscu powoduje dezorientację. Stwierdziłem, że nie będę już uskuteczniał przesiadek i mnożył wydatków biletowych, więc wróciłem tramwajem bezpośrednio do Łodzi.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Łódzkie: W Łodzi i poza Łodzią 17-19 kwietnia 2026
Zgierz
Trzecie co do wielkości miasto aglomeracji jest najprawdopodobniej najstarsze na tym terenie. Ale jego kariera też na dobre zaczęła się wraz z rozwojem przemysłu w XIX wieku. Tylko że w Zgierzu zachował się bardziej małomiasteczkowy kompleks osadnictwa z początków industrializacji tego terenu. Tego typu zabudowa dominowała na całym obszarze tzw. Nowego Miasta, o czym świadczy makieta umieszczona na głównym placu tej części miasta noszącym imię Jana Kilińskiego. Obecnie plac ma raczej przypadkową zabudowę. Kończy się tu linia tramwaju z Łodzi. Oprócz klombów warto zwrócić uwagę na tablice upamiętniające Rajmunda Rembielińskiego - jednego z pionierów rozwoju przemysłu na ziemiach polskich. Przytoczony tu jest tekst tzw. umowy zgierskiej która określała warunki osiedlenia się i pracy w ramach powstających manufaktur tkackich. Nie uczą tego w szkołach, o ile pamiętam, a myślę, że to równie ważne fakty dla naszej historii niż kolejne zakończone fiaskiem powstania. Poniżej placu Kilińskiego zaczyna się bardziej autentyczny fragment osady z charakterystycznymi domkami tkaczy. Duża ich część została ładnie odremontowana i tworzą kompleks nazywany Parkiem Kulturowym Miasto Tkaczy. Kolorowe domki zdobią ulice Rembowskiego oraz Narutowicza. Część z nich pełni funkcję mieszkalną, w części urządzono kulturowe instytucje, kawiarnie i sklep z pamiątkami. Odpocząć można na pochyłym podwórzu na zapleczu kawiarni. Powyżej jest też ogólnodostępny skwer z wielkim muralem. Wstępuje do miejskiego muzeum zlokalizowanego w Domu pod Lwami przecznicę dalej. W jego obrębie znajdują się dwie wystawy. Pierwsza dotyczy historii miasta a druga pokazuje wnętrza mieszczańskie należące do tutejszego przemysłowca Krusche i jego holenderskiej żony z domu Borst. Ich potomkowie całkowicie się spolszczyli, dziś mieszkają w Warszawie i czasem incognito odwiedzają swoje dawne miasto. Tak usłyszałem od pary młodych przewodników, którzy oprowadzali mnie po wystawach. Z ciekawych eksponatów można wspomnieć o zrekonstruowanym renesansowym piecu kaflowym, XIX-wiecznym sejfie z fabrycznego kantoru czy dużej makiecie miasta. W sąsiedztwie osady stoi ruina dawnych zakładów przemysłowych. Póki co bez szans na adaptację. Nieco dalej w niewielkim parku stoi dzisiejszy Pałac Ślubów, czyli rezydencja bogatego przemysłowca. Wędruję w kierunku starego Zgierza. Ta część miasta leży w sporym obniżeniu terenowym i skupia się wokół dawnego rynku (Plac Jana Pawła II). Przy rynku stoi ratusz, a z boku płyty lokalna maskotka Zgierza, czyli pomnik Jeża. Nawiązuje do dziecięcego opowiadania Wandy Chotomskiej. Mnie Zgierz kojarzy się też z muchą z wiersza Brzechwy Pali się: "Leciała mucha z Łodzi do Zgierza, po drodze patrzy - strażacka wieża...". Powyżej rynku na skarpie stoi neogotycki kościół św. Katarzyny z wysoką wieżą. Trwała msza, więc obejrzałem go tylko z daleka. Mijając zabytkowe łazienki miejskie udałem się do parku. Założony jest wokół dużego stawu z pomostem i widokiem na kolejne opuszczone zakłady na Nowym Mieście. W niedzielne popołudnie park pełen spacerowiczów, dzieci i psów. Miasto żyje. Ze Zgierza wracam do Krakowa pociągami z przesiadką w Częstochowie. Bezpośredni pociąg relacji Gdynia-Zakopane był już 3 dni wcześniej całkowicie wyprzedany.
Trzecie co do wielkości miasto aglomeracji jest najprawdopodobniej najstarsze na tym terenie. Ale jego kariera też na dobre zaczęła się wraz z rozwojem przemysłu w XIX wieku. Tylko że w Zgierzu zachował się bardziej małomiasteczkowy kompleks osadnictwa z początków industrializacji tego terenu. Tego typu zabudowa dominowała na całym obszarze tzw. Nowego Miasta, o czym świadczy makieta umieszczona na głównym placu tej części miasta noszącym imię Jana Kilińskiego. Obecnie plac ma raczej przypadkową zabudowę. Kończy się tu linia tramwaju z Łodzi. Oprócz klombów warto zwrócić uwagę na tablice upamiętniające Rajmunda Rembielińskiego - jednego z pionierów rozwoju przemysłu na ziemiach polskich. Przytoczony tu jest tekst tzw. umowy zgierskiej która określała warunki osiedlenia się i pracy w ramach powstających manufaktur tkackich. Nie uczą tego w szkołach, o ile pamiętam, a myślę, że to równie ważne fakty dla naszej historii niż kolejne zakończone fiaskiem powstania. Poniżej placu Kilińskiego zaczyna się bardziej autentyczny fragment osady z charakterystycznymi domkami tkaczy. Duża ich część została ładnie odremontowana i tworzą kompleks nazywany Parkiem Kulturowym Miasto Tkaczy. Kolorowe domki zdobią ulice Rembowskiego oraz Narutowicza. Część z nich pełni funkcję mieszkalną, w części urządzono kulturowe instytucje, kawiarnie i sklep z pamiątkami. Odpocząć można na pochyłym podwórzu na zapleczu kawiarni. Powyżej jest też ogólnodostępny skwer z wielkim muralem. Wstępuje do miejskiego muzeum zlokalizowanego w Domu pod Lwami przecznicę dalej. W jego obrębie znajdują się dwie wystawy. Pierwsza dotyczy historii miasta a druga pokazuje wnętrza mieszczańskie należące do tutejszego przemysłowca Krusche i jego holenderskiej żony z domu Borst. Ich potomkowie całkowicie się spolszczyli, dziś mieszkają w Warszawie i czasem incognito odwiedzają swoje dawne miasto. Tak usłyszałem od pary młodych przewodników, którzy oprowadzali mnie po wystawach. Z ciekawych eksponatów można wspomnieć o zrekonstruowanym renesansowym piecu kaflowym, XIX-wiecznym sejfie z fabrycznego kantoru czy dużej makiecie miasta. W sąsiedztwie osady stoi ruina dawnych zakładów przemysłowych. Póki co bez szans na adaptację. Nieco dalej w niewielkim parku stoi dzisiejszy Pałac Ślubów, czyli rezydencja bogatego przemysłowca. Wędruję w kierunku starego Zgierza. Ta część miasta leży w sporym obniżeniu terenowym i skupia się wokół dawnego rynku (Plac Jana Pawła II). Przy rynku stoi ratusz, a z boku płyty lokalna maskotka Zgierza, czyli pomnik Jeża. Nawiązuje do dziecięcego opowiadania Wandy Chotomskiej. Mnie Zgierz kojarzy się też z muchą z wiersza Brzechwy Pali się: "Leciała mucha z Łodzi do Zgierza, po drodze patrzy - strażacka wieża...". Powyżej rynku na skarpie stoi neogotycki kościół św. Katarzyny z wysoką wieżą. Trwała msza, więc obejrzałem go tylko z daleka. Mijając zabytkowe łazienki miejskie udałem się do parku. Założony jest wokół dużego stawu z pomostem i widokiem na kolejne opuszczone zakłady na Nowym Mieście. W niedzielne popołudnie park pełen spacerowiczów, dzieci i psów. Miasto żyje. Ze Zgierza wracam do Krakowa pociągami z przesiadką w Częstochowie. Bezpośredni pociąg relacji Gdynia-Zakopane był już 3 dni wcześniej całkowicie wyprzedany.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
