
Forum "Turystycznie" - najciekawsze forum turystyczne w sieci! Już od ponad 15 lat!
Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Regulamin forum
Prosimy o zachowanie następującego schematu w tytule relacji:
Województwo: dokładny cel wycieczki (data wycieczki)
Przykład:
Małopolskie: Czchów (08.07.2020)
Prosimy o zachowanie następującego schematu w tytule relacji:
Województwo: dokładny cel wycieczki (data wycieczki)
Przykład:
Małopolskie: Czchów (08.07.2020)
Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
To w sumie już trzecia moja wycieczka na teren byłego województwa kaliskiego. Po niej pozostało mi tam jeszcze kilka ciekawych obiektów do odwiedzenia (np. pałace w Dobrzycy i Śmiełowie, czy zamek i kirkut w Koźminie). Ale już dojazd do nich zbiorkomem byłby na dziś dzień sporym wyzwaniem. Wygląda na to, że z Jarocina, najbliższego dużego miasta, nie kursują w tamtą stronę żadne autobusy, a pociągi na linii Krotoszyn-Jarocin jeżdżą bardzo rzadko.
Na trasie spacerów kilka miast i miasteczek, trzy pałace oraz różnogatunkowe lasy.
Mamy początek wiosny, co wizualnie objawiło się nie tylko w ładnej, przeważnie słonecznej, pogodzie oraz kwitnących krokusach, ale również w mijanych po drodze licznych szkolnych "procesjach" z marzanną.
W Jarocinie na międzyszkolnym boisku odbywały się jakieś zawody z okazji "dnia wagarowicza", podobne zajęcia sportowe widziałem też w Sośniu na całkiem ładnym "orliku" przy zespole szkół, oraz przy liceum w Krotoszynie.
Nocleg miałem w Ostrowie w hotelu Omega przy ulicy Raszkowskiej, naprzeciwko słynnej synagogi. Niestety okna pokoju wychodziły na niezbyt piękne podwórko, a nie reprezentacyjną budowlę.
Sam hotel swoje najlepsze lata ma już raczej za sobą, ale dla przespania się i regeneracji po wycieczce miał w zasadzie wszystko co potrzeba (może poza kuchnią). Sam Ostrów a także Ostrzeszów odwiedziłem po raz drugi, reszta to nowe destynacje. Wg planu kolejność tras była następująca:
środa: Ostrzeszów, Antonin, Nowe i Stare Skalmierzyce, nocny Ostrów
czwartek: Sulmierzyce, Dąbrowy Krotoszyńskie, Krotoszyn
piątek: Sośnie (Moja Wola), Odolanów, Ostrów Wielkopolski
sobota: Lewków, Jarocin
środa: Ostrzeszów, Antonin, Nowe i Stare Skalmierzyce, nocny Ostrów
czwartek: Sulmierzyce, Dąbrowy Krotoszyńskie, Krotoszyn
piątek: Sośnie (Moja Wola), Odolanów, Ostrów Wielkopolski
sobota: Lewków, Jarocin
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Ten hotel z tego, co widzę, ma mocno nieciekawe opinie. Szukałeś czegoś innego czy tak pierwszy z brzegu na spontanie?
Pytam, bo gdzieś tam w kajecie mam zapisane miejscówki w Ostrowie i z tego, co pamiętam, baza noclegowa wyglądała dość przyzwoicie, dużo lepiej niż np. w Kaliszu, choć fakt, że pewne noclegownie kawałek od centrum.
Pytam, bo gdzieś tam w kajecie mam zapisane miejscówki w Ostrowie i z tego, co pamiętam, baza noclegowa wyglądała dość przyzwoicie, dużo lepiej niż np. w Kaliszu, choć fakt, że pewne noclegownie kawałek od centrum.
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Teren mało turystyczny, albo też mało odkryty, niedoceniany. W każdym bądź razie obserwuję temat.
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Prawdę mówiąc zaletą bliskość centrum. Sam hotel nie był może wybitny, ale bez jakichś niemiłych niespodzianek. Na Bookingu dałbym mu 7-8 na 10
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Ostrzeszów na rozgrzewkę
To moja druga wizyta w tym miasteczku. Szerzej opisane zostało w tej relacji. Sporo ujęć powtórzyłem, a niewiele się pewnie przez tych kilka lat zmieniło. Lubię Ostrzeszów. Nie jest on klasycznie piękny, miejscami nawet wręcz zaniedbany, ale jest taką kwintesencją prowincjonalności. Stąd jest w końcu daleko do jakichkolwiek dużych aglomeracji: Poznania, Wrocławia czy Górnego Śląska. Ma swój klimat, który widać już od pierwszych kroków. Niemal przy stacji mijam podwórko z jakąś drewnianą budką wiszącą przy budynku gospodarczym. Jakby dawny żydowski sukot. Stare na pół zatarte szyldy na kamieniczce. Minipasaż handlowy niczym w Mediolanie. Mural z lokalnymi motywami, trochę jak w Dreźnie. Zwróćcie uwagę jakie wysokie góry wyrastają za tym ratuszem. Wyglądają jak Beskidy, a to tylko uosobienie pasma moreny końcowej, czyli tzw. Wzgórz Ostrzeszowskich, nie sięgających nawet 300 m n.p.m. Całkiem urocze kamieniczki z małomiasteczkową fantazją. Trochę kiczu. Labirynt ulic w centrum, w którym odnaleźć można stare architektoniczne detale i ciekawe perspektywy. Udało mi się tym razem zajrzeć do wnętrza miejscowego kościoła, ale tylko przez drzwi w przedsionku. Na ścianach widać stare polichromie. Obrazu Murilla nie dostrzegłem, może jest jednak w bocznym ołtarzu. Półgodzinna rundka: kościół - rynek - wieża zamkowa - park - zakłady Polleny i powrót na stację, gdzie przesiadałem się z pośpiesznego na osobowy do stacji Antonin. Same perony z drewnianym zadaszeniem to też cymesik. Ile jest takich stacji w Polsce ze starą zabudową peronową? Chyba już niewiele. A i w przejściu podziemnym dość oryginalne hasła "społeczne". To miasteczko nie przestaje mnie zaskakiwać i ma swój niewątpliwy genius loci.
To moja druga wizyta w tym miasteczku. Szerzej opisane zostało w tej relacji. Sporo ujęć powtórzyłem, a niewiele się pewnie przez tych kilka lat zmieniło. Lubię Ostrzeszów. Nie jest on klasycznie piękny, miejscami nawet wręcz zaniedbany, ale jest taką kwintesencją prowincjonalności. Stąd jest w końcu daleko do jakichkolwiek dużych aglomeracji: Poznania, Wrocławia czy Górnego Śląska. Ma swój klimat, który widać już od pierwszych kroków. Niemal przy stacji mijam podwórko z jakąś drewnianą budką wiszącą przy budynku gospodarczym. Jakby dawny żydowski sukot. Stare na pół zatarte szyldy na kamieniczce. Minipasaż handlowy niczym w Mediolanie. Mural z lokalnymi motywami, trochę jak w Dreźnie. Zwróćcie uwagę jakie wysokie góry wyrastają za tym ratuszem. Wyglądają jak Beskidy, a to tylko uosobienie pasma moreny końcowej, czyli tzw. Wzgórz Ostrzeszowskich, nie sięgających nawet 300 m n.p.m. Całkiem urocze kamieniczki z małomiasteczkową fantazją. Trochę kiczu. Labirynt ulic w centrum, w którym odnaleźć można stare architektoniczne detale i ciekawe perspektywy. Udało mi się tym razem zajrzeć do wnętrza miejscowego kościoła, ale tylko przez drzwi w przedsionku. Na ścianach widać stare polichromie. Obrazu Murilla nie dostrzegłem, może jest jednak w bocznym ołtarzu. Półgodzinna rundka: kościół - rynek - wieża zamkowa - park - zakłady Polleny i powrót na stację, gdzie przesiadałem się z pośpiesznego na osobowy do stacji Antonin. Same perony z drewnianym zadaszeniem to też cymesik. Ile jest takich stacji w Polsce ze starą zabudową peronową? Chyba już niewiele. A i w przejściu podziemnym dość oryginalne hasła "społeczne". To miasteczko nie przestaje mnie zaskakiwać i ma swój niewątpliwy genius loci.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Antonin
Antonin to niewielka leśna osada w górnej części doliny Baryczy. Nazwę wzięła od Antoniego z rodu Radziwiłłów, fundatora drewnianego pałacu myśliwskiego. Dzisiaj mieści się tutaj hotel i ekskluzywna restauracja, zresztą kilka obiektów noclegowych znajdziemy też w jego otoczeniu. Sam pałac stoi na polanie w parku i ma dość osobliwy plan centralny. Do wewnętrznej "rotundy" schodzą się jego poszczególne skrzydła. W centrum znajduje się wielka sala jadalna podparta wielkim ozdobnym filarem. Wewnątrz na kolejnych piętrach otwierają się do niej tarasy. Jak na Polskę to ten pałac jest dość oryginalny. Znany jest także z pobytu Chopina, który napisał tutaj m.in. poloneza C-dur oraz finał koncertu fortepianowego F-moll. Pomnik kompozytora stoi tuż przed wejściem. W niewielkim parku otaczającym rezydencję są sztuczne ruiny i kilka stawów. Dalej znajdują się już naturalne lasy - dawne rewiry łowieckie Radziwiłłów. W ich obrębie znajdziemy wiele starych, często już próchniejących i martwych dębów, sadzonych zapewne w okresie, gdy rezydowali tu książęta z litewskiego rodu. Ścieżka przyrodnicza prowadzi nad śródleśny staw o dość dziwacznej nazwie Wydymacz. Miejscami woda przekracza ścieżkę na grobli i część lasu jest podtopiona. W północno-zachodnim rogu stawu prawie nad wodą rośnie zabytkowy dąb Wawrzyn. Kontynuuję spacer lasem za szlakiem niebieskim, dalej ku północy do grupy stawów Kocięba, położonych na lewo od dużego rozstaju dróg w środku lasu. Popas pod dębem rosnącym nad brzegiem akwenu. Jakiś niewielki futerkowiec śmignął mi niemal spod nóg. Z początku myślałem, że to zając, ale ten raczej skacze na boki i ma długie uszy. A ten sprintem do lasu i aż dziwię się jak tam wyhamował przed zarośniętym stawkiem. Wracam w stronę wsi. Przy pałacu jest też statuetka z kolorowym karpiem - znak firmowy Doliny Baryczy, której szlak, gdzieś tu się zaczyna. Nad stawem Szperek w Antoninie jest plaża i kąpielisko, ale o tej porze roku woda została spuszczona i oczywiście cały kompleks jest nieczynny. Nie ma tam sensu zbaczać. Natomiast bliżej stacji na niewielkiej wydmie stoi ceglana kaplica pałacowa. Na jej zapleczu w rządku znajdują się (chyba jednak symboliczne) groby kolejnych przedstawicieli familii Radziwiłłów. Wyjątkowo skromne. Wydaje się, że ich doczesne szczątki spoczywają w trumnach w przyziemiu kaplicy. Jest wprawdzie zamknięta, ale kryptę można podejrzeć przez okienko z boku.
Antonin to niewielka leśna osada w górnej części doliny Baryczy. Nazwę wzięła od Antoniego z rodu Radziwiłłów, fundatora drewnianego pałacu myśliwskiego. Dzisiaj mieści się tutaj hotel i ekskluzywna restauracja, zresztą kilka obiektów noclegowych znajdziemy też w jego otoczeniu. Sam pałac stoi na polanie w parku i ma dość osobliwy plan centralny. Do wewnętrznej "rotundy" schodzą się jego poszczególne skrzydła. W centrum znajduje się wielka sala jadalna podparta wielkim ozdobnym filarem. Wewnątrz na kolejnych piętrach otwierają się do niej tarasy. Jak na Polskę to ten pałac jest dość oryginalny. Znany jest także z pobytu Chopina, który napisał tutaj m.in. poloneza C-dur oraz finał koncertu fortepianowego F-moll. Pomnik kompozytora stoi tuż przed wejściem. W niewielkim parku otaczającym rezydencję są sztuczne ruiny i kilka stawów. Dalej znajdują się już naturalne lasy - dawne rewiry łowieckie Radziwiłłów. W ich obrębie znajdziemy wiele starych, często już próchniejących i martwych dębów, sadzonych zapewne w okresie, gdy rezydowali tu książęta z litewskiego rodu. Ścieżka przyrodnicza prowadzi nad śródleśny staw o dość dziwacznej nazwie Wydymacz. Miejscami woda przekracza ścieżkę na grobli i część lasu jest podtopiona. W północno-zachodnim rogu stawu prawie nad wodą rośnie zabytkowy dąb Wawrzyn. Kontynuuję spacer lasem za szlakiem niebieskim, dalej ku północy do grupy stawów Kocięba, położonych na lewo od dużego rozstaju dróg w środku lasu. Popas pod dębem rosnącym nad brzegiem akwenu. Jakiś niewielki futerkowiec śmignął mi niemal spod nóg. Z początku myślałem, że to zając, ale ten raczej skacze na boki i ma długie uszy. A ten sprintem do lasu i aż dziwię się jak tam wyhamował przed zarośniętym stawkiem. Wracam w stronę wsi. Przy pałacu jest też statuetka z kolorowym karpiem - znak firmowy Doliny Baryczy, której szlak, gdzieś tu się zaczyna. Nad stawem Szperek w Antoninie jest plaża i kąpielisko, ale o tej porze roku woda została spuszczona i oczywiście cały kompleks jest nieczynny. Nie ma tam sensu zbaczać. Natomiast bliżej stacji na niewielkiej wydmie stoi ceglana kaplica pałacowa. Na jej zapleczu w rządku znajdują się (chyba jednak symboliczne) groby kolejnych przedstawicieli familii Radziwiłłów. Wyjątkowo skromne. Wydaje się, że ich doczesne szczątki spoczywają w trumnach w przyziemiu kaplicy. Jest wprawdzie zamknięta, ale kryptę można podejrzeć przez okienko z boku.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Widzę że umiesz wygrzebywać ciekawe klimaty. Skąd złapałeś temat ?
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
W sensie kierunku? One się w sumie tak same rodzą. Lubię jeździć do Wielkopolski, bo tam jest sporo małych miasteczek z prawdziwego zdarzenia. Przy czym one są bardziej polskie niż poniemieckie, jak np. na Śląsku, chociaż jest to granica wpływów. Ale miejsca nieoczywiste są w zasadzie wszędzie.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Nowe i Stare Skalmierzyce
Nowe Skalmierzyce leżą mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Ostrowem Wielkopolskim a Kaliszem i są dość łatwo dostępne z obu tych miast, z których kursują autobusy komunikacji miejskiej (czy podmiejskiej). Ja dojechałem tam pociągiem z Ostrowa, zwłaszcza że główną atrakcją miasteczka jest wielki dworzec kolejowy na dawnym punkcie granicznym pomiędzy zaborem rosyjskim i pruskim. Swego czasu było to chyba jedyne połączenie kolejowe pomiędzy tymi dwoma zaborami, potem dołączyła linia przez Aleksandrów Kujawski w kierunku Bydgoszczy. Przed I wojną światową Skalmierzyce żyły z przemytnictwa i wtedy rozwijały się świetnie, teraz są w środku kraju i takie perspektywy zniknęły. Wielki dworzec tylko w małym fragmencie jest odrestaurowany na potrzeby stacji kolejowej z poczekalnią. Cała reszta stoi odłogiem podobnie jak sąsiadujące z nim budynki, w tym druga stacja położona po przeciwległej stronie torowiska. Ze względu na inny rozstaw szyn w Cesarstwie Rosyjskim pociągi musiały tu być przeładowywane na inne wagony, mniej więcej tak jak to obecnie ma miejsce w Medyce czy Małaszewiczach. Prócz tego w kompleksie jest też budynek poczty oraz stara wieża wodna. Drugim punktem który wypatrzyłem jadąc kiedyś autobusem z Kalisza do Ostrowa był skwer historyczny położony w miejscu, gdzie przebiegała granica zaborów na wschodnim przedmieściu Nowych Skalmierzyc. Jest tam sporo tablic informujących o tamtych czasach jak również rekonstrukcja budek granicznych i kapliczka. Bliżej centrum podobny kompleks pełni pomnik lotników z muralem. Nowe Skalmierzyce to nie jest miasto stare i zabytkowe. Rynek to taki przydrożny plac, nie specjalnie kształtny ani wybitny. Na skwerze pośrodku zdobi go stylowa fontanna. W pobliżu stoi dawny zbór ewangelicki, świątynia z wieżą, plus zabudowa plebanii w otoczeniu. Idę jednak dalej wzdłuż głównej drogi w kierunku Ostrowa. Pomiędzy Nowymi a Starymi Skalmierzycami znajdują się rozległe błonia. Część z nich zagospodarowano jako park z pomnikiem odzyskania niepodległości w 1918 roku. Za szeroką łąką dochodzę do sanktuarium w Starych Skalmierzycach. Kościół jest pod wezwaniem św. Katarzyny, ale słynie z cudownego obrazu Matki Boskiej, który znajduje się w bocznej kaplicy. Wewnątrz warto też zwrócić uwagę na kasetonowy sufit. Przed samym kościołem jest spory skwer, na którym ustawiono rozmaite rzeźby kultowe. Program obejmuje na pewno drogę krzyżową, ale jest tu też szereg innych scen religijnych, grota lurdzka oraz liczne tablice informacyjne. Przy kościele stoi też niewielki pałacyk - przed 1918 rokiem był to Bank Ludowy i stał się miejscem, gdzie uformowały się lokalne oddziały zbrojne walczące w Powstaniu Wielkopolskim.
Nowe Skalmierzyce leżą mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Ostrowem Wielkopolskim a Kaliszem i są dość łatwo dostępne z obu tych miast, z których kursują autobusy komunikacji miejskiej (czy podmiejskiej). Ja dojechałem tam pociągiem z Ostrowa, zwłaszcza że główną atrakcją miasteczka jest wielki dworzec kolejowy na dawnym punkcie granicznym pomiędzy zaborem rosyjskim i pruskim. Swego czasu było to chyba jedyne połączenie kolejowe pomiędzy tymi dwoma zaborami, potem dołączyła linia przez Aleksandrów Kujawski w kierunku Bydgoszczy. Przed I wojną światową Skalmierzyce żyły z przemytnictwa i wtedy rozwijały się świetnie, teraz są w środku kraju i takie perspektywy zniknęły. Wielki dworzec tylko w małym fragmencie jest odrestaurowany na potrzeby stacji kolejowej z poczekalnią. Cała reszta stoi odłogiem podobnie jak sąsiadujące z nim budynki, w tym druga stacja położona po przeciwległej stronie torowiska. Ze względu na inny rozstaw szyn w Cesarstwie Rosyjskim pociągi musiały tu być przeładowywane na inne wagony, mniej więcej tak jak to obecnie ma miejsce w Medyce czy Małaszewiczach. Prócz tego w kompleksie jest też budynek poczty oraz stara wieża wodna. Drugim punktem który wypatrzyłem jadąc kiedyś autobusem z Kalisza do Ostrowa był skwer historyczny położony w miejscu, gdzie przebiegała granica zaborów na wschodnim przedmieściu Nowych Skalmierzyc. Jest tam sporo tablic informujących o tamtych czasach jak również rekonstrukcja budek granicznych i kapliczka. Bliżej centrum podobny kompleks pełni pomnik lotników z muralem. Nowe Skalmierzyce to nie jest miasto stare i zabytkowe. Rynek to taki przydrożny plac, nie specjalnie kształtny ani wybitny. Na skwerze pośrodku zdobi go stylowa fontanna. W pobliżu stoi dawny zbór ewangelicki, świątynia z wieżą, plus zabudowa plebanii w otoczeniu. Idę jednak dalej wzdłuż głównej drogi w kierunku Ostrowa. Pomiędzy Nowymi a Starymi Skalmierzycami znajdują się rozległe błonia. Część z nich zagospodarowano jako park z pomnikiem odzyskania niepodległości w 1918 roku. Za szeroką łąką dochodzę do sanktuarium w Starych Skalmierzycach. Kościół jest pod wezwaniem św. Katarzyny, ale słynie z cudownego obrazu Matki Boskiej, który znajduje się w bocznej kaplicy. Wewnątrz warto też zwrócić uwagę na kasetonowy sufit. Przed samym kościołem jest spory skwer, na którym ustawiono rozmaite rzeźby kultowe. Program obejmuje na pewno drogę krzyżową, ale jest tu też szereg innych scen religijnych, grota lurdzka oraz liczne tablice informacyjne. Przy kościele stoi też niewielki pałacyk - przed 1918 rokiem był to Bank Ludowy i stał się miejscem, gdzie uformowały się lokalne oddziały zbrojne walczące w Powstaniu Wielkopolskim.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Ostrów Wielkopolski
Ostrów potraktowałem tym razem głównie jako bazę wypadową, bo jest to duży węzeł komunikacyjny. Głównie kolejowy, aczkolwiek można tu też skorzystać z kilku propozycji połączeń autobusowych. Jeśli chodzi o tą drugą kwestię to nastąpiły zmiany, bowiem zniknął całkowicie stary, dość obskurny dworzec autobusowy. W tym miejscu znajduje się teraz centrum handlowe znanej sieci oraz hala widowiskowa 3mk. W hali rozgrywają swoje mecze szczypiorniści Ostrovii oraz koszykarze miejscowej Stali. Dzień po moim wyjeździe odbył się tu mecz piłki ręcznej, w którym reprezentacja Polski pokonała Łotwę. Przy hali jest też nowoczesny terminal, głównie autobusów miejskich, aczkolwiek jedna z tych linii kursuje aż do Krotoszyna. Natomiast coś, co można nazwać właściwym dworcem autobusowym ogranicza się do starego przystanku blisko torów kolejowych z wyboistym placem manewrowym. Dworzec kolejowy też jest po liftingu. Zachował jednak bryłę z lat 60-tych z charakterystyczną mozaiką na elewacji. Ale do najpiękniejszych to on nie należy. Naprzeciwko charakterystyczny mural z Krzysztofem Komedą.
Samo miasto ma dwa, może trzy spektakularne obiekty i sporą dzielnicę śródmiejską, w której na pewno tkwi potencjał, ale która prezentuje się, póki co, tak sobie. W sumie to taka mała Łódź z całkiem sporym zbiorem ciekawych XIX-wiecznych kamienic. No i jedna z antagonistycznych par. Tak jak Bydgoszcz i Toruń, Radom i Kielce, tak również Ostrów i Kalisz. Zwraca uwagę dość monumentalna zabudowa przy ulicy Kolejowej, prowadzącej od dworca w stronę rynku. W kamienicy naprzeciwko starej poczty wieczorem odbywała się lekcja baletu, a rozświetlona sala ćwiczeń jest tak umiejscowiona, że przez szybę można w zasadzie oglądać występy. Jeśli chodzi o miejską architekturę, to najciekawsza jest tu zapewne konkatedra. Zwłaszcza z zewnątrz ta neoromańska świątynia prezentuje się okazale. W nocy jest ładnie iluminowana. Przed wejściem stoi pomnik prymasa Mieczysława Ledóchowskiego, znanego też pod rodowym przydomkiem Halka. Przeciwstawiał się pruskiej polityce Kulturkampfu i właśnie w Ostrowie spędził z tego powodu 2 lata w więzieniu. Nic więc dziwnego, że zyskał tu upamiętnienie. Wnętrze katedry jest dość ciemne. Wystrój nawiązuje trochę do tego neoromańskiego stylu. Zwracają uwagę malowidła ścienne i figury przy ołtarzu. Drugim spektakularnym obiektem jest synagoga w stylu mauretańskim przy ulicy Raszkowskiej. Obecnie to dom kultury, a sala jest wynajmowana na okolicznościowe uroczystości. Przy niej stworzono dwa murale - jeden to wiersz okolicznościowy, drugi przedstawia budowniczego bóżnicy. Na rynku Ostrowa stoi odrestaurowany ratusz. Jest tu też kilka knajpek z ogródkami na zewnątrz. W tym sensie przypomina on trochę rynek krakowski, aczkolwiek klientów jednak jest tu zdecydowanie mniej. Warto obejrzeć jeszcze dawny zbór ewangelicki przy ulicy Królowej Jadwigi, w bok od rynku. W środku jest charakterystyczna dwupiętrowa galeria z boku nawy, na którą można bez problemu wejść i obejrzeć wnętrze kościoła z góry. Jest jeszcze kościół św. Antoniego przy końcu ulicy Raszkowskiej, wielki i stanowiący wybitny punkt panoramy Ostrowa widzianej z pociągu. W sumie większość tych obiektów widziałem w czasie swojej pierwszej wizyty w tym mieście (viewtopic.php?p=29239&hilit=Kalisz#p29239). Również park miejski z amfiteatrem i malowniczy zaułek blisko rynku. Więc nowym "odkryciem" były, co najwyżej, drobne detale, ewentualnie resztki dawnego kirkutu na placu 23 stycznia.
Ostrów potraktowałem tym razem głównie jako bazę wypadową, bo jest to duży węzeł komunikacyjny. Głównie kolejowy, aczkolwiek można tu też skorzystać z kilku propozycji połączeń autobusowych. Jeśli chodzi o tą drugą kwestię to nastąpiły zmiany, bowiem zniknął całkowicie stary, dość obskurny dworzec autobusowy. W tym miejscu znajduje się teraz centrum handlowe znanej sieci oraz hala widowiskowa 3mk. W hali rozgrywają swoje mecze szczypiorniści Ostrovii oraz koszykarze miejscowej Stali. Dzień po moim wyjeździe odbył się tu mecz piłki ręcznej, w którym reprezentacja Polski pokonała Łotwę. Przy hali jest też nowoczesny terminal, głównie autobusów miejskich, aczkolwiek jedna z tych linii kursuje aż do Krotoszyna. Natomiast coś, co można nazwać właściwym dworcem autobusowym ogranicza się do starego przystanku blisko torów kolejowych z wyboistym placem manewrowym. Dworzec kolejowy też jest po liftingu. Zachował jednak bryłę z lat 60-tych z charakterystyczną mozaiką na elewacji. Ale do najpiękniejszych to on nie należy. Naprzeciwko charakterystyczny mural z Krzysztofem Komedą.
Samo miasto ma dwa, może trzy spektakularne obiekty i sporą dzielnicę śródmiejską, w której na pewno tkwi potencjał, ale która prezentuje się, póki co, tak sobie. W sumie to taka mała Łódź z całkiem sporym zbiorem ciekawych XIX-wiecznych kamienic. No i jedna z antagonistycznych par. Tak jak Bydgoszcz i Toruń, Radom i Kielce, tak również Ostrów i Kalisz. Zwraca uwagę dość monumentalna zabudowa przy ulicy Kolejowej, prowadzącej od dworca w stronę rynku. W kamienicy naprzeciwko starej poczty wieczorem odbywała się lekcja baletu, a rozświetlona sala ćwiczeń jest tak umiejscowiona, że przez szybę można w zasadzie oglądać występy. Jeśli chodzi o miejską architekturę, to najciekawsza jest tu zapewne konkatedra. Zwłaszcza z zewnątrz ta neoromańska świątynia prezentuje się okazale. W nocy jest ładnie iluminowana. Przed wejściem stoi pomnik prymasa Mieczysława Ledóchowskiego, znanego też pod rodowym przydomkiem Halka. Przeciwstawiał się pruskiej polityce Kulturkampfu i właśnie w Ostrowie spędził z tego powodu 2 lata w więzieniu. Nic więc dziwnego, że zyskał tu upamiętnienie. Wnętrze katedry jest dość ciemne. Wystrój nawiązuje trochę do tego neoromańskiego stylu. Zwracają uwagę malowidła ścienne i figury przy ołtarzu. Drugim spektakularnym obiektem jest synagoga w stylu mauretańskim przy ulicy Raszkowskiej. Obecnie to dom kultury, a sala jest wynajmowana na okolicznościowe uroczystości. Przy niej stworzono dwa murale - jeden to wiersz okolicznościowy, drugi przedstawia budowniczego bóżnicy. Na rynku Ostrowa stoi odrestaurowany ratusz. Jest tu też kilka knajpek z ogródkami na zewnątrz. W tym sensie przypomina on trochę rynek krakowski, aczkolwiek klientów jednak jest tu zdecydowanie mniej. Warto obejrzeć jeszcze dawny zbór ewangelicki przy ulicy Królowej Jadwigi, w bok od rynku. W środku jest charakterystyczna dwupiętrowa galeria z boku nawy, na którą można bez problemu wejść i obejrzeć wnętrze kościoła z góry. Jest jeszcze kościół św. Antoniego przy końcu ulicy Raszkowskiej, wielki i stanowiący wybitny punkt panoramy Ostrowa widzianej z pociągu. W sumie większość tych obiektów widziałem w czasie swojej pierwszej wizyty w tym mieście (viewtopic.php?p=29239&hilit=Kalisz#p29239). Również park miejski z amfiteatrem i malowniczy zaułek blisko rynku. Więc nowym "odkryciem" były, co najwyżej, drobne detale, ewentualnie resztki dawnego kirkutu na placu 23 stycznia.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Sulmierzyce
To z kolei typowe miasteczko rolnicze jakich pełno w południowej Wielkopolsce, zwłaszcza w byłym województwie leszczyńskim. Kwintesencją tego był chyba swojski zapach wyczuwalny jeszcze w promieniu kilku kilometrów od miasta. Chyba taka pora, że nawóz wylewa się na pola na przednówku, ale w samym mieście były też jakieś niewielkie zakłady paszowe, albo coś w tym guście. Zresztą na północnej rogatce, przy starym gospodarstwie mijam prawdziwy lamus starych maszyn rolniczych. Porzucone gdzie popadnie na łące, nie wiem, czy wykorzystywane są jeszcze w sezonie, czy po prostu stoją tutaj, tak jak je zostawiono. Ale ta mieścinka w Wielkopolsce posiada nawet swój bulwar - dwupasmową ulicę z zadrzewioną promenadą pośrodku. W centrum znajduje się stary kościół pod wezwaniem św. Józefa. Wnętrze zamknięte, kilka ciekawych figur, rzeźb i innych detali znaleźć można w otoczeniu. Przed kościołem jest też stary pomnik w kształcie obelisku, który upamiętnia urodzonego w Sulmierzycach poetę renesansowego Sebastiana Klonowica, autora m.in. znanego opisu spływu Wisłą na flisackiej tratwie. Robię krótki spacer do ładnego i w całości zachowanego drewnianego wiatraka koźlaka, stojącego po północnej stronie miasteczka. Potem wracam na jego przeciwległy kraniec, aby obejrzeć dawny zbór ewangelicki. Nad bramą stary niemiecki napis. Wszystkie te miejsca mają swój klimat, ale oczywiście główną osobliwością Sulmierzyc jest drewniany ratusz, stojący na środku małomiasteczkowego rynku. Podobno w środku jest małe muzeum, ale prawdę mówiąc nic na to nie wskazuje. Pora dość wczesna, więc że zamknięte to nic dziwnego. Ale brak nawet szyldu czy jakiejś tablicy informacyjnej. Byłoby tu cicho i sielsko, gdyby nie ulica przecinająca plac na przestrzał, którą raz za razem suną wielkie tiry. Gdyby nie one miasteczko w sam raz do grupy cittaslow. Ma na to papiery. Aż jestem zdziwiony czemu oni tędy jeżdżą. Sulmierzyce nie mają obwodnicy, podobnie jak sąsiedni Odolanów, tylko czy ta boczna trasa na Krotoszyn jest akurat tak ważna logistycznie.
Przez Dąbrowy Krotoszyńskie w stronę Krotoszyna
Do Sulmierzyc docierają busy z Ostrowa Wielkopolskiego, dalej jednak połączeń nie ma. Tutaj zaczynam, więc najdłuższy, bo kilkunastokilometrowy spacer w trakcie tego wyjazdu, aż do sąsiedniego Krotoszyna. Szlak żółty biegnie przez kompleks leśny zwany Dąbrowami Krotoszyńskimi. Z początku krajobraz jest taki rolno-leśny. Zagajniki wśród pól i łąk. Szlak prowadzi zrazu gruntowymi drogami, a w pewnym miejscu praktycznie bez wyraźnej ścieżki środkiem łąk. Jeden z takich lasków przy szlaku kryje prehistoryczne grodzisko zwane grodem Sulimira. To pierwsza siedziba Sulmierzyc z wczesnych czasów piastowskich. Obiekt nie jest w żaden sposób opisany, bez GPS łatwo go przegapić. Ale jak wejdzie się w las, to widać zarys wału otaczającego dawny gród. Dziś jest oczywiście mocno zarośnięty i tylko z jednej strony skarpa wyróżnia się dość wyraźnie od otoczenia. Szlak biegnie dalej lasami wśród wydm. Drzewostan głównie sosnowy, aż zastanawiam się skąd nazwa dąbrowy, powinny być raczej sośniny. Ale powoli pojawiają się też dęby. Spore ich skupisko znajduje się w rewirze zwanym dąbrową Smoszew. Odkryto tutaj prehistoryczne kurhany z pochówkami. Do dziś widać spore kopce ciągnące się w lesie na których wyrastają stare dęby. Jeden z kurhanów został rozkopany i udostępniony drewnianym mostkiem. W środku grobu leży pełno głazów. Jest nawet atrapa samego pochówku. Przekraczam ruchliwą drogę 444 i wędruję w kierunku dębu Rozdrażewskiego. Nosi imię kasztelana kaliskiego z czasów szwedzkiego Potopu, który w odróżnieniu do większości szlachty wielkopolskiej nie złożył broni i w tym leśnym ostępie werbował ochotników do wojny partyzanckiej. Sam dąb to w zasadzie smutny kikut - nie wiadomo ile jeszcze postoi. W tym miejscu opuszczam szlak żółty. Chcąc dostać się do wieży widokowej pod Krotoszynem wybieram inny wariant marszu. Przechodzę fragmentem rezerwatu Miejski Bór. Tablice ostrzegają przed niebezpieczeństwem spadających gałęzi. Rzeczywiście wiele tu starych usychających drzew, ale przy ładnej bezwietrznej pogodzie szanse, że coś nagle runie raczej są niewielkie. Dochodzę do granicy lasu na skraju Krotoszyna.
To z kolei typowe miasteczko rolnicze jakich pełno w południowej Wielkopolsce, zwłaszcza w byłym województwie leszczyńskim. Kwintesencją tego był chyba swojski zapach wyczuwalny jeszcze w promieniu kilku kilometrów od miasta. Chyba taka pora, że nawóz wylewa się na pola na przednówku, ale w samym mieście były też jakieś niewielkie zakłady paszowe, albo coś w tym guście. Zresztą na północnej rogatce, przy starym gospodarstwie mijam prawdziwy lamus starych maszyn rolniczych. Porzucone gdzie popadnie na łące, nie wiem, czy wykorzystywane są jeszcze w sezonie, czy po prostu stoją tutaj, tak jak je zostawiono. Ale ta mieścinka w Wielkopolsce posiada nawet swój bulwar - dwupasmową ulicę z zadrzewioną promenadą pośrodku. W centrum znajduje się stary kościół pod wezwaniem św. Józefa. Wnętrze zamknięte, kilka ciekawych figur, rzeźb i innych detali znaleźć można w otoczeniu. Przed kościołem jest też stary pomnik w kształcie obelisku, który upamiętnia urodzonego w Sulmierzycach poetę renesansowego Sebastiana Klonowica, autora m.in. znanego opisu spływu Wisłą na flisackiej tratwie. Robię krótki spacer do ładnego i w całości zachowanego drewnianego wiatraka koźlaka, stojącego po północnej stronie miasteczka. Potem wracam na jego przeciwległy kraniec, aby obejrzeć dawny zbór ewangelicki. Nad bramą stary niemiecki napis. Wszystkie te miejsca mają swój klimat, ale oczywiście główną osobliwością Sulmierzyc jest drewniany ratusz, stojący na środku małomiasteczkowego rynku. Podobno w środku jest małe muzeum, ale prawdę mówiąc nic na to nie wskazuje. Pora dość wczesna, więc że zamknięte to nic dziwnego. Ale brak nawet szyldu czy jakiejś tablicy informacyjnej. Byłoby tu cicho i sielsko, gdyby nie ulica przecinająca plac na przestrzał, którą raz za razem suną wielkie tiry. Gdyby nie one miasteczko w sam raz do grupy cittaslow. Ma na to papiery. Aż jestem zdziwiony czemu oni tędy jeżdżą. Sulmierzyce nie mają obwodnicy, podobnie jak sąsiedni Odolanów, tylko czy ta boczna trasa na Krotoszyn jest akurat tak ważna logistycznie.
Przez Dąbrowy Krotoszyńskie w stronę Krotoszyna
Do Sulmierzyc docierają busy z Ostrowa Wielkopolskiego, dalej jednak połączeń nie ma. Tutaj zaczynam, więc najdłuższy, bo kilkunastokilometrowy spacer w trakcie tego wyjazdu, aż do sąsiedniego Krotoszyna. Szlak żółty biegnie przez kompleks leśny zwany Dąbrowami Krotoszyńskimi. Z początku krajobraz jest taki rolno-leśny. Zagajniki wśród pól i łąk. Szlak prowadzi zrazu gruntowymi drogami, a w pewnym miejscu praktycznie bez wyraźnej ścieżki środkiem łąk. Jeden z takich lasków przy szlaku kryje prehistoryczne grodzisko zwane grodem Sulimira. To pierwsza siedziba Sulmierzyc z wczesnych czasów piastowskich. Obiekt nie jest w żaden sposób opisany, bez GPS łatwo go przegapić. Ale jak wejdzie się w las, to widać zarys wału otaczającego dawny gród. Dziś jest oczywiście mocno zarośnięty i tylko z jednej strony skarpa wyróżnia się dość wyraźnie od otoczenia. Szlak biegnie dalej lasami wśród wydm. Drzewostan głównie sosnowy, aż zastanawiam się skąd nazwa dąbrowy, powinny być raczej sośniny. Ale powoli pojawiają się też dęby. Spore ich skupisko znajduje się w rewirze zwanym dąbrową Smoszew. Odkryto tutaj prehistoryczne kurhany z pochówkami. Do dziś widać spore kopce ciągnące się w lesie na których wyrastają stare dęby. Jeden z kurhanów został rozkopany i udostępniony drewnianym mostkiem. W środku grobu leży pełno głazów. Jest nawet atrapa samego pochówku. Przekraczam ruchliwą drogę 444 i wędruję w kierunku dębu Rozdrażewskiego. Nosi imię kasztelana kaliskiego z czasów szwedzkiego Potopu, który w odróżnieniu do większości szlachty wielkopolskiej nie złożył broni i w tym leśnym ostępie werbował ochotników do wojny partyzanckiej. Sam dąb to w zasadzie smutny kikut - nie wiadomo ile jeszcze postoi. W tym miejscu opuszczam szlak żółty. Chcąc dostać się do wieży widokowej pod Krotoszynem wybieram inny wariant marszu. Przechodzę fragmentem rezerwatu Miejski Bór. Tablice ostrzegają przed niebezpieczeństwem spadających gałęzi. Rzeczywiście wiele tu starych usychających drzew, ale przy ładnej bezwietrznej pogodzie szanse, że coś nagle runie raczej są niewielkie. Dochodzę do granicy lasu na skraju Krotoszyna.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Atrapa pochówku w kurhanie to ciekawy i chyba rzadko spotykany pomysł.
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Też mnie to zaskoczyło. I że nikt tego jeszcze nie zniszczył albo nie ukradł.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Może za daleko od siedzib ludzkich ? I zapewne mało kto o tym wie.Comen pisze: 26 mar 2026, o 13:07 Też mnie to zaskoczyło. I że nikt tego jeszcze nie zniszczył albo nie ukradł.
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Pewnie tak, aczkolwiek niedaleko drogi przelotowej. Turystów raczej brak o tej porze roku, ale leśnicy tam chodzą.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Krotoszyn
Miasto mam najpierw okazję obejrzeć z wieży widokowej. Taka nastała moda, że nawet miasta fundują sobie takie obiekty w pewnej odległości od centrum. Ta południowa część Krotoszyna w ogóle jest w trakcie różnorakich inwestycji. Asfaltowali akurat obwodnicę, a inną drogę budowali jako dojazdową do osiedla domków jednorodzinnych. Przy wieży wiata z urządzeniami dla rowerzystów. Są też tablice z treściami edukacyjnymi - w okolicy jest zresztą siedziba lokalnych Lasów Państwowych. Widok z wieży pozwala ogarnąć główne budowle miasta. Sam Krotoszyn jest dość przyjemny. Nie brak tu zabytków i ładnych kamienic, aczkolwiek nie jest to z pewnością główna atrakcja Wielkopolski. Do miasta wchodzę reprezentacyjną aleją Powstańców Wielkopolskich. Na tym bulwarze jest m.in. kwietna altana, pamiątkowy głaz oraz srebrny globus. Bliżej rynku zabudowa robi się już całkiem monumentalna. Ale najciekawsze w Krotoszynie były chyba kościoły. W tutejszej farze są złote ołtarze - można by powtórzyć powiedzenie pierwotnie dotyczące kościoła w Szydłowcu. Bazylika św Jana Chrzciciela oryginalnie jest gotycka, aczkolwiek wnętrze po licznych przeróbkach. W głównym ołtarzu jest kopia malowidła Rubensa przedstawiająca Zdjęcie z Krzyża. W prawej nawie zwraca też uwagę renesansowy nagrobek fundatora świątyni Jana Rozdrażewskiego. Wrażenie robi też gwieździste sklepienie. Przy wejściu do kościoła można sobie pobrać przez kod kreskowy przewodnik po wnętrzu, w którym opisane są wszystkie detale poszczególnych ołtarzy i wystroju. Ciekawy pomysł warty naśladownictwa. Na północ od rynku w pobliżu promenady stoi drewniany kościół św. Rocha, Fabiana i Sebastiana z XVIII wieku. To jedna z dwóch świątyń z tego budulca znajdująca się w Krotoszynie, druga jest jednak dość daleko od centrum i tam nie doszedłem. Niestety kościół zamknięty w środku, a podobno ma też ciekawy obraz w ołtarzu. Przy wejściu ustawiono głaz pamięci kardynała Stefana Wyszyńskiego. Kolejny interesujący kościół znajduje się nieopodal Małego Rynku. Ten fragment miasta jest bardzo "czeski". Może dlatego, że ta barokowa świątynia należała niegdyś do jezuitów. We wnętrzu w wystroju z czerwonego marmuru ciekawa jest zwłaszcza ambona w kształcie łodzi. Przy kościele w dawnych zabudowaniach klasztornych mieści się muzeum miejskie, a po drugiej stronie kompleksu jest plac z obeliskiem postawionym na pamiątkę odzyskania niepodległości w 1918 roku. Ostatni z kościołów krotoszyńskich, który odwiedziłem to dwuwieżowa świątynia św. Andrzeja Boboli stojąca za miejskim parkiem. Kościół ma wnętrze z okrągłymi galeriami po bokach. Niestety można tam zerknąć jedynie z obszernego przedsionka. Mam wrażenie, że kiedyś był to zbór ewangelicki. Na głównym placu Krotoszyna pyszni się ratusz. Ładna budowla z wysoką wieżą obudowana jest nowszym pawilonem. Rynek jest całkiem spory i otaczają go reprezentacyjne kamienice. Za ratuszem znajduje się dość futurystyczna fontanna. Obok jest też mała studzienka. Jedynym minusem placu jest ruchliwy parking w części płyty. Główny ciąg spacerowy centrum miasta prowadzi stąd ulicą Rynkową na Mały Rynek. Przy ulicy Słodowej jest stary browar - sam zakład raczej już opuszczony, ale duży ceglany gmach warto by przerobić na jakieś lofty. Fragment na zapleczu przebudowano na miejscową galerię handlową. Interesującym miejscem jest park miejski wokół dawnego pałacu Gałeckich. Niestety sam pałac jest otoczony blaszanym płotem. Widać trwa remont, choć jego stan techniczny jest nadal taki sobie. Nieco blasku odzyskała może główna fasada. Ten fragment miasta przypomina mi trochę pałac w Nałęczowie, też w permanentnym remoncie. Idąc w stronę stacji kolejowej mijam szpital miejski, usytuowany osobliwie przy najruchliwszym skrzyżowaniu w mieście. W takiej lokalizacji to powinna być raczej jakaś galeria handlowa, a nie miejsce odpoczynku dla chorych. Przynajmniej łatwo trafić. Stacja kolejowa znajduje się za typowym stalinowskim osiedlem z lat 50-tych. Przy niej stoi zabytkowy parowóz.
Miasto mam najpierw okazję obejrzeć z wieży widokowej. Taka nastała moda, że nawet miasta fundują sobie takie obiekty w pewnej odległości od centrum. Ta południowa część Krotoszyna w ogóle jest w trakcie różnorakich inwestycji. Asfaltowali akurat obwodnicę, a inną drogę budowali jako dojazdową do osiedla domków jednorodzinnych. Przy wieży wiata z urządzeniami dla rowerzystów. Są też tablice z treściami edukacyjnymi - w okolicy jest zresztą siedziba lokalnych Lasów Państwowych. Widok z wieży pozwala ogarnąć główne budowle miasta. Sam Krotoszyn jest dość przyjemny. Nie brak tu zabytków i ładnych kamienic, aczkolwiek nie jest to z pewnością główna atrakcja Wielkopolski. Do miasta wchodzę reprezentacyjną aleją Powstańców Wielkopolskich. Na tym bulwarze jest m.in. kwietna altana, pamiątkowy głaz oraz srebrny globus. Bliżej rynku zabudowa robi się już całkiem monumentalna. Ale najciekawsze w Krotoszynie były chyba kościoły. W tutejszej farze są złote ołtarze - można by powtórzyć powiedzenie pierwotnie dotyczące kościoła w Szydłowcu. Bazylika św Jana Chrzciciela oryginalnie jest gotycka, aczkolwiek wnętrze po licznych przeróbkach. W głównym ołtarzu jest kopia malowidła Rubensa przedstawiająca Zdjęcie z Krzyża. W prawej nawie zwraca też uwagę renesansowy nagrobek fundatora świątyni Jana Rozdrażewskiego. Wrażenie robi też gwieździste sklepienie. Przy wejściu do kościoła można sobie pobrać przez kod kreskowy przewodnik po wnętrzu, w którym opisane są wszystkie detale poszczególnych ołtarzy i wystroju. Ciekawy pomysł warty naśladownictwa. Na północ od rynku w pobliżu promenady stoi drewniany kościół św. Rocha, Fabiana i Sebastiana z XVIII wieku. To jedna z dwóch świątyń z tego budulca znajdująca się w Krotoszynie, druga jest jednak dość daleko od centrum i tam nie doszedłem. Niestety kościół zamknięty w środku, a podobno ma też ciekawy obraz w ołtarzu. Przy wejściu ustawiono głaz pamięci kardynała Stefana Wyszyńskiego. Kolejny interesujący kościół znajduje się nieopodal Małego Rynku. Ten fragment miasta jest bardzo "czeski". Może dlatego, że ta barokowa świątynia należała niegdyś do jezuitów. We wnętrzu w wystroju z czerwonego marmuru ciekawa jest zwłaszcza ambona w kształcie łodzi. Przy kościele w dawnych zabudowaniach klasztornych mieści się muzeum miejskie, a po drugiej stronie kompleksu jest plac z obeliskiem postawionym na pamiątkę odzyskania niepodległości w 1918 roku. Ostatni z kościołów krotoszyńskich, który odwiedziłem to dwuwieżowa świątynia św. Andrzeja Boboli stojąca za miejskim parkiem. Kościół ma wnętrze z okrągłymi galeriami po bokach. Niestety można tam zerknąć jedynie z obszernego przedsionka. Mam wrażenie, że kiedyś był to zbór ewangelicki. Na głównym placu Krotoszyna pyszni się ratusz. Ładna budowla z wysoką wieżą obudowana jest nowszym pawilonem. Rynek jest całkiem spory i otaczają go reprezentacyjne kamienice. Za ratuszem znajduje się dość futurystyczna fontanna. Obok jest też mała studzienka. Jedynym minusem placu jest ruchliwy parking w części płyty. Główny ciąg spacerowy centrum miasta prowadzi stąd ulicą Rynkową na Mały Rynek. Przy ulicy Słodowej jest stary browar - sam zakład raczej już opuszczony, ale duży ceglany gmach warto by przerobić na jakieś lofty. Fragment na zapleczu przebudowano na miejscową galerię handlową. Interesującym miejscem jest park miejski wokół dawnego pałacu Gałeckich. Niestety sam pałac jest otoczony blaszanym płotem. Widać trwa remont, choć jego stan techniczny jest nadal taki sobie. Nieco blasku odzyskała może główna fasada. Ten fragment miasta przypomina mi trochę pałac w Nałęczowie, też w permanentnym remoncie. Idąc w stronę stacji kolejowej mijam szpital miejski, usytuowany osobliwie przy najruchliwszym skrzyżowaniu w mieście. W takiej lokalizacji to powinna być raczej jakaś galeria handlowa, a nie miejsce odpoczynku dla chorych. Przynajmniej łatwo trafić. Stacja kolejowa znajduje się za typowym stalinowskim osiedlem z lat 50-tych. Przy niej stoi zabytkowy parowóz.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Moja Wola/Sośnie
To nie jest z pewnością miejsce bardzo dobrze znane wszystkim turystom w Polsce, ale bodaj i na tym forum ktoś dobrych kilka lat temu napisał o tym zagubionym w lesie pałacu. Postanowiłem sprawdzić jak dzisiaj wygląda. Znajduje się w Mojej Woli - przysiółku gminnej wsi Sośnie. Niestety pałacyk myśliwski jest opuszczony. Można go obejrzeć jedynie z zewnątrz, aczkolwiek teren jest całkowicie dostępny. Trwają poszukiwania nowego właściciela. Pałac można zakupić wraz z kilkunastohektarową działką. Cena wywoławcza 2,5 miliona złotych. Tak więc jak ktoś ma akurat odpowiednie fundusze na wykorzystaniu, to jest taka możliwość. Obiekt jest dość oryginalny. To ponoć jedyny pałac w Polsce ocieplony z zewnątrz okładziną z dęba korkowego sprowadzonego z Portugalii. Materiału starczyło tylko na część fasady, więc resztę ocieplono korą rodzimych dębów. Trzon budynku jest drewniany, ale wyróżnia go też wysoka, kamienna wieża. Są też ciekawe balkoniki po bokach i stara posadzka na tarasie. Wnętrze zabite na głucho - bez zdemolowania drzwi wejść się nie da. Może i dobrze, mniejsza szansa, że zostanie zniszczone przez nieproszonych gości. Pałac znajduje się w środku lasu, ale otacza go kilka zamieszkałych budynków, trochę jakby post pegeerowskich. Kilkaset metrów spacerem wzdłuż leśnej ścieżki doprowadza do ceglanego kościoła w Mojej Woli. Na jego zapleczu znajduje się kilka starych grobów, w tym dawnego właściciela majątku Daniela Heinricha von Diergardta oraz jego żony Agnes. Jest to raczej symboliczna płyta. Sam baron uległ wypadkowi w czasie polowania w Asuanie, a jego małżonka zginęła w czasie ucieczki w 1945 roku i pochowana została pod Żaganiem. Do Mojej Woli dojść można spacerkiem ze stacji w Sośniu. Po drodze mijam wieś z turystycznym skwerem na którym umieszczono tablice opisujące atrakcje turystyczne we wszystkich miejscowościach gminy. W centrum stoi też całkiem spora szkoła sąsiadująca ze stawem rekreacyjnym i boiskiem miejscowego klubu sportowego. Wracając z Mojej Woli mijam jeszcze zalew na skraju wsi. To część kompleksu stawów, związanych z obszarem Stawów Milickich. W otoczeniu park krajobrazowy Doliny Baryczy.
To nie jest z pewnością miejsce bardzo dobrze znane wszystkim turystom w Polsce, ale bodaj i na tym forum ktoś dobrych kilka lat temu napisał o tym zagubionym w lesie pałacu. Postanowiłem sprawdzić jak dzisiaj wygląda. Znajduje się w Mojej Woli - przysiółku gminnej wsi Sośnie. Niestety pałacyk myśliwski jest opuszczony. Można go obejrzeć jedynie z zewnątrz, aczkolwiek teren jest całkowicie dostępny. Trwają poszukiwania nowego właściciela. Pałac można zakupić wraz z kilkunastohektarową działką. Cena wywoławcza 2,5 miliona złotych. Tak więc jak ktoś ma akurat odpowiednie fundusze na wykorzystaniu, to jest taka możliwość. Obiekt jest dość oryginalny. To ponoć jedyny pałac w Polsce ocieplony z zewnątrz okładziną z dęba korkowego sprowadzonego z Portugalii. Materiału starczyło tylko na część fasady, więc resztę ocieplono korą rodzimych dębów. Trzon budynku jest drewniany, ale wyróżnia go też wysoka, kamienna wieża. Są też ciekawe balkoniki po bokach i stara posadzka na tarasie. Wnętrze zabite na głucho - bez zdemolowania drzwi wejść się nie da. Może i dobrze, mniejsza szansa, że zostanie zniszczone przez nieproszonych gości. Pałac znajduje się w środku lasu, ale otacza go kilka zamieszkałych budynków, trochę jakby post pegeerowskich. Kilkaset metrów spacerem wzdłuż leśnej ścieżki doprowadza do ceglanego kościoła w Mojej Woli. Na jego zapleczu znajduje się kilka starych grobów, w tym dawnego właściciela majątku Daniela Heinricha von Diergardta oraz jego żony Agnes. Jest to raczej symboliczna płyta. Sam baron uległ wypadkowi w czasie polowania w Asuanie, a jego małżonka zginęła w czasie ucieczki w 1945 roku i pochowana została pod Żaganiem. Do Mojej Woli dojść można spacerkiem ze stacji w Sośniu. Po drodze mijam wieś z turystycznym skwerem na którym umieszczono tablice opisujące atrakcje turystyczne we wszystkich miejscowościach gminy. W centrum stoi też całkiem spora szkoła sąsiadująca ze stawem rekreacyjnym i boiskiem miejscowego klubu sportowego. Wracając z Mojej Woli mijam jeszcze zalew na skraju wsi. To część kompleksu stawów, związanych z obszarem Stawów Milickich. W otoczeniu park krajobrazowy Doliny Baryczy.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Odolanów
Kiedyś to był polski Katar, bo w okolicach miasta odkryto złoża gazu ziemnego. Albo się już wyczerpały, albo taniej przychodzi sprowadzać gaz z zagranicy - dość, że już raczej nie widać tutaj żadnych instalacji tego typu. Miasto nie jest zbyt duże, ale rozciągnięte wzdłuż drogi 444. Na miejsce docieram autobusem zastępującym kolej. Linia w kierunku Wrocławia przez Międzybórz i Twardogórę jest aktualnie w remoncie i tak jak rano z Odolanowa przesiadałem się na taki autobus do Sośnia, tak i powrót w podobny sposób. Przy stacji jest pierwszy niewielki miejski park nad rzeką Barycz ze starym pomnikiem. Ale miasto zafundowało sobie znacznie rozleglejszy i ciekawszy tematycznie, położony na południowej granicy zabudowy. Wchodzi się do niego przez bramę 600-lecia Odolanowa. Przy niej na dużych tablicach widnieje spis wszystkich mieszkańców zamieszkujących miasto w 2003 roku. W parku jest niewielka tradycyjna zagroda, zaczątek skansenu. Bardziej w głębi stoi grupa pomników poświęconych polskim noblistom. Olgi Tokarczuk nie ma, więc inicjatywa była wcześniejsza. Jest też spory amfiteatr, figura św. Franciszka, kilka stawów, fontanna i górka saneczkowa. Pokazana na mapie altanka miłości nie istnieje. Chyba jej lokalizacja w najdalszym kącie parku sprzyjała nie tyle miłości, ale konsumpcji napojów wyskokowych, więc obiekt usunięto. Jest natomiast niewielkie obserwatorium astronomiczne, w którym czasem odbywają się jakieś edukacyjne zajęcia. W parku umieszczono wiele tablic opisujących naturę, jak również map turystycznych związanych z regionem. Bliżej miasta mijam dawny zbór ewangelicki przerobiony na salę wystawową. Rynek akurat jest całkowicie rozkopany. W sumie nie jest to najładniejszy główny plac w Wielkopolsce, dużą jego część zajmuje ruchliwa główna droga. W jednej z pierzei stoi ceglany ratusz, natomiast handel może ze względu na remont, praktycznie wygnało z tego miejsca. Miejska fara stoi w pobliżu rynku. Jej barokowe wnętrze jest dość skromne, aczkolwiek schludne. W ogrodzie przy kościele stoi kilka figur, w tym dość oryginalna scena z Mojżeszem i tablicami dekalogu. Fara nosi wezwanie św. Marcina, a w jej sąsiedztwie jest duży mural z wizerunkiem patrona fary oraz miasta. Zresztą Odolanów ma też pomnik św. Marcina, który stoi na skwerze we wschodniej części miasta. Święty pojawia się tutaj jako rycerz rzymski. W sąsiedztwie jest też ciekawa fontanna z chłopcem pasącym gęsi. Pomników w Odolanowie mamy zatem niemało, a dodać do tego trzeba jeszcze ładną figurę św Jana Nepomucena przy głównej drodze. We wschodniej części miasta wznosi się drewniany kościół cmentarny św. Barbary. We wnętrzu trwa akurat remont. Wracam stamtąd w kierunku ronda, za którym znajduje się przystanek autobusów z Sulmierzyc. Rozkład jest dość mylący, bo pokazuje odjazdy z przystanku początkowego, ale bus do Ostrowa dociera po jakiejś pół godzinie.
Kiedyś to był polski Katar, bo w okolicach miasta odkryto złoża gazu ziemnego. Albo się już wyczerpały, albo taniej przychodzi sprowadzać gaz z zagranicy - dość, że już raczej nie widać tutaj żadnych instalacji tego typu. Miasto nie jest zbyt duże, ale rozciągnięte wzdłuż drogi 444. Na miejsce docieram autobusem zastępującym kolej. Linia w kierunku Wrocławia przez Międzybórz i Twardogórę jest aktualnie w remoncie i tak jak rano z Odolanowa przesiadałem się na taki autobus do Sośnia, tak i powrót w podobny sposób. Przy stacji jest pierwszy niewielki miejski park nad rzeką Barycz ze starym pomnikiem. Ale miasto zafundowało sobie znacznie rozleglejszy i ciekawszy tematycznie, położony na południowej granicy zabudowy. Wchodzi się do niego przez bramę 600-lecia Odolanowa. Przy niej na dużych tablicach widnieje spis wszystkich mieszkańców zamieszkujących miasto w 2003 roku. W parku jest niewielka tradycyjna zagroda, zaczątek skansenu. Bardziej w głębi stoi grupa pomników poświęconych polskim noblistom. Olgi Tokarczuk nie ma, więc inicjatywa była wcześniejsza. Jest też spory amfiteatr, figura św. Franciszka, kilka stawów, fontanna i górka saneczkowa. Pokazana na mapie altanka miłości nie istnieje. Chyba jej lokalizacja w najdalszym kącie parku sprzyjała nie tyle miłości, ale konsumpcji napojów wyskokowych, więc obiekt usunięto. Jest natomiast niewielkie obserwatorium astronomiczne, w którym czasem odbywają się jakieś edukacyjne zajęcia. W parku umieszczono wiele tablic opisujących naturę, jak również map turystycznych związanych z regionem. Bliżej miasta mijam dawny zbór ewangelicki przerobiony na salę wystawową. Rynek akurat jest całkowicie rozkopany. W sumie nie jest to najładniejszy główny plac w Wielkopolsce, dużą jego część zajmuje ruchliwa główna droga. W jednej z pierzei stoi ceglany ratusz, natomiast handel może ze względu na remont, praktycznie wygnało z tego miejsca. Miejska fara stoi w pobliżu rynku. Jej barokowe wnętrze jest dość skromne, aczkolwiek schludne. W ogrodzie przy kościele stoi kilka figur, w tym dość oryginalna scena z Mojżeszem i tablicami dekalogu. Fara nosi wezwanie św. Marcina, a w jej sąsiedztwie jest duży mural z wizerunkiem patrona fary oraz miasta. Zresztą Odolanów ma też pomnik św. Marcina, który stoi na skwerze we wschodniej części miasta. Święty pojawia się tutaj jako rycerz rzymski. W sąsiedztwie jest też ciekawa fontanna z chłopcem pasącym gęsi. Pomników w Odolanowie mamy zatem niemało, a dodać do tego trzeba jeszcze ładną figurę św Jana Nepomucena przy głównej drodze. We wschodniej części miasta wznosi się drewniany kościół cmentarny św. Barbary. We wnętrzu trwa akurat remont. Wracam stamtąd w kierunku ronda, za którym znajduje się przystanek autobusów z Sulmierzyc. Rozkład jest dość mylący, bo pokazuje odjazdy z przystanku początkowego, ale bus do Ostrowa dociera po jakiejś pół godzinie.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Oryginalna inicjatywa z wypisaniem wszystkich mieszkańców miejscowości. W Warszawie niech taki numer machną.
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Toby musieli chyba cały Pałac Kultury zapisać
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Lewków
W tej niewielkiej miejscowości pod Ostrowem Wielkopolskim znajduje się niedawno odrestaurowany ładny klasycystyczny pałac. Dojazd pociągiem w kierunku Kalisza do pierwszej stacji za Ostrowem o nazwie Czekanów. Stamtąd piechotą do pałacu jest około 20 minut. Stacja jest w zasadzie w miejscowości Kołłątajew, a zabudowa Lewkowa praktycznie łączy się z tą w Kołłątajewie. Na granicy wiosek przy rozstaju stoi charakterystyczna kamienna figura. Potem mija się XIX-wieczny murowany kościół św. Wojciecha. Na bramie podziwiać można malowane figury święte. W jego otoczeniu jest kaplica grobowa właścicieli majątku. Głębiej w ogrodzie zachowało się też kilka starych przedwojennych nagrobków. Kościół sąsiaduje z parkiem pałacowym, ale aby do niego się dostać trzeba jednak dojść do bramy po drugiej stronie kompleksu. Po drodze mijam miejsce, gdzie lokalna rzeczka przepływa pod ogrodzeniem. Rezydencja w Lewkowie należała do rodu Lipskich. Przed 1939 rokiem jej współwłaścicielem był Józef Lipski, ostatni ambasador II Rzeczpospolitej w Berlinie. W znajdującym się we wnętrzach muzeum zrekonstruowano m.in. jego gabinet. Muzeum jednak rano było niestety zamknięte, pozostała przechadzka po kompleksie i otaczającym pałac parku. Po wojnie mieścił się tutaj PGR, a jego pozostałością jest zapewne stara fabryczka zaraz za ogrodzeniem. Od lat 80-tych funkcjonuje natomiast wystawa muzealna. Przed głównym placem w oficynie znajduje się pawilon z kasami oraz mała oranżeria. Obok pałacu jest też blaszana altana, w lecie zapewne ozdobiona jakimiś pnączami czy kwiatami. Na zapleczu znajduje się tzw. lodownia, czyli rodzaj dużej ziemnej piwniczki. Miejsce otrzymało wyróżnienie w plebiscycie zabytek zadbany. Leży na wielkopolskim szlaku pracy organicznej. Z tematycznej mapy wynika, że do tej pory odwiedziłem 5 punktów na tym szlaku. Na wizytę czekają jeszcze Śmiełów, Winna Góra, Pakosław, Szreniawa i Turew. Może kiedyś się uda. Sama rezydencja ładnie się prezentuje zarówno od frontu, jak i zaplecza wychodzącego na park. Nad wejściem widnieje sentencja "Sobie, swoim przyjaciołom, potomności". Od strony parku obejrzeć można czasowe wystawy fotograficzne. W samym parku jest wiele starych drzew oraz malowniczy staw z wyspą pośrodku.
W tej niewielkiej miejscowości pod Ostrowem Wielkopolskim znajduje się niedawno odrestaurowany ładny klasycystyczny pałac. Dojazd pociągiem w kierunku Kalisza do pierwszej stacji za Ostrowem o nazwie Czekanów. Stamtąd piechotą do pałacu jest około 20 minut. Stacja jest w zasadzie w miejscowości Kołłątajew, a zabudowa Lewkowa praktycznie łączy się z tą w Kołłątajewie. Na granicy wiosek przy rozstaju stoi charakterystyczna kamienna figura. Potem mija się XIX-wieczny murowany kościół św. Wojciecha. Na bramie podziwiać można malowane figury święte. W jego otoczeniu jest kaplica grobowa właścicieli majątku. Głębiej w ogrodzie zachowało się też kilka starych przedwojennych nagrobków. Kościół sąsiaduje z parkiem pałacowym, ale aby do niego się dostać trzeba jednak dojść do bramy po drugiej stronie kompleksu. Po drodze mijam miejsce, gdzie lokalna rzeczka przepływa pod ogrodzeniem. Rezydencja w Lewkowie należała do rodu Lipskich. Przed 1939 rokiem jej współwłaścicielem był Józef Lipski, ostatni ambasador II Rzeczpospolitej w Berlinie. W znajdującym się we wnętrzach muzeum zrekonstruowano m.in. jego gabinet. Muzeum jednak rano było niestety zamknięte, pozostała przechadzka po kompleksie i otaczającym pałac parku. Po wojnie mieścił się tutaj PGR, a jego pozostałością jest zapewne stara fabryczka zaraz za ogrodzeniem. Od lat 80-tych funkcjonuje natomiast wystawa muzealna. Przed głównym placem w oficynie znajduje się pawilon z kasami oraz mała oranżeria. Obok pałacu jest też blaszana altana, w lecie zapewne ozdobiona jakimiś pnączami czy kwiatami. Na zapleczu znajduje się tzw. lodownia, czyli rodzaj dużej ziemnej piwniczki. Miejsce otrzymało wyróżnienie w plebiscycie zabytek zadbany. Leży na wielkopolskim szlaku pracy organicznej. Z tematycznej mapy wynika, że do tej pory odwiedziłem 5 punktów na tym szlaku. Na wizytę czekają jeszcze Śmiełów, Winna Góra, Pakosław, Szreniawa i Turew. Może kiedyś się uda. Sama rezydencja ładnie się prezentuje zarówno od frontu, jak i zaplecza wychodzącego na park. Nad wejściem widnieje sentencja "Sobie, swoim przyjaciołom, potomności". Od strony parku obejrzeć można czasowe wystawy fotograficzne. W samym parku jest wiele starych drzew oraz malowniczy staw z wyspą pośrodku.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Jarocin
I na koniec, w ostatnim dniu wyjazdu miasto, które najbardziej znane jest z festiwalu muzyki rockowej, oficjalnie zwanego w PRL-u Ogólnopolskim Przeglądem Muzyki Młodej Generacji. Patrząc na parkowy amfiteatr, gdzie ta impreza się odbywała, widać jak bardzo zmieniły się czasy. Dzisiaj taki masowy zlot nie miałaby szans w tym miejscu. Nikt nie wydałby zgody na tak wielki koncert z uwagi na względy bezpieczeństwa, przepisy przeciwpożarowe, itp, itd. Dlatego festiwale Woodstock szybko wyekspediowano do Kostrzyna i dziś Jarocin pozostał jedynie historią. O historii festiwalu rockowego najlepiej można dowiedzieć się w multimedialnym muzeum zwanym Spichlerzem Polskiego Rocka. Na dole jest pub, a wyżej na dwóch piętrach ciekawa ekspozycja, ukazująca najważniejsze trendy reprezentowane na koncertach. Sporo jest tu znanych nazwisk, które rozpoczynały na jarocińskiej estradzie swoją karierę. Są stare zdjęcia, żywe eksponaty, instrumenty muzyczne i kostiumy sceniczne. Jest wreszcie sporo nagrań i w płytotece spędzić można spokojnie kilka godzin, tylko słuchając muzyki. Szkoda, co najwyżej, że nie można sobie tam wygodniej usiąść, ale w końcu to muzeum a nie sala koncertowa. W porównaniu do Muzeum Piosenki w Opolu jest tutaj chyba lepszy klimat, aczkolwiek w Opolu jest zdecydowanie więcej nagrań muzycznych, zgodnie zresztą z większą wszechstronnością festiwalu w stolicy Górnego Śląska. Z głośników sączy się muzyka z tamtych lat. Warto odwiedzić. Śladem jarocińskich festiwali jest też kilka miejskich murali znajdujących się w pobliżu spichlerza, a także w dalszych dzielnicach miasta. Wg ulotki można je zwiedzać szlakiem jarocińskich murali, ale duża część znajduje się daleko od centrum, a wbrew pozorom nie jest to miasto zbyt małe. No i najbardziej emblematycznym miejscem jest pomnik glana, znajdujący się na skrzyżowaniu w pobliżu parku i kościoła św. Marcina. Dworzec PKP w Jarocinie ma charakter wyspowy. Aby dotrzeć do centrum miasta trzeba pokonać kładkę nad jedną serią torów. Z niej pierwsza panorama miasta. Widziany na pierwszym planie kościół Chrystusa Króla przypomina trochę ostrowski kościół św. Andrzeja i pewnie pochodzi z podobnej dekady lat trzydziestych ubiegłego wieku. Wnętrze monumentalne, klasycystyczne z modernistycznymi malowidłami. Stamtąd jest jeszcze kawałek do rynku. Po drodze mija się centrum handlowe Galerię Jarocińską, zlokalizowane w zrewitalizowanej dawnej fabryce. Tuż naprzeciw stoi dawny ceglany zbór ewangelicki, czyli obecny kościół św. Jerzego z ażurowym hełmem na wieży. Bardzo ładnie prezentuje się rynek jarociński. Środek zajmuje biały ratusz z podcieniami. W jednej części znajduje się gaik młodych platanów z licznymi ławeczkami. Dookoła rynku stoją zabytkowe kamieniczki, a w północno-zachodnim rogu kościół św. Marcina, czyli fara miejska, charakteryzująca się oryginalnym, rozpoznawalnym już z daleka hełmem ze strzelistą latarnią. Rzut oka do środka tylko na chwilę, bo akurat trwa jakieś nabożeństwo. Zwraca uwagę ciekawa kolumnowa nastawa ołtarza. Dookoła dziedzińca krużganki ze stacjami drogi krzyżowej. W staromiejskiej dzielnicy jest jeszcze dawna synagoga. Kilka innych ciekawych zakątków. Z dzielnicą przy rynku sąsiaduje duży park, w głębi którego znajduje się pałac Radolińskich. Ta odnowiona rezydencja mieści obecnie muzeum miejskie. W jej otoczeniu jest ogród na tarasie, stawy na rzeczce Lipince i sporo zabytkowych drzew, w tym stare platany. W innej części parku jest też aleja grabowa. Przy wejściu do parku znajduje się budynek tzw. Skarbczyka należący kiedyś do rodu Radolińskich, stojący na fundamentach dawnego zamku. Po drugiej stronie wielkiego stawu przy amfiteatrze są też ruiny XV-wiecznego późnogotyckiego kościoła św. Ducha. Kiedyś była to część średniowiecznego szpitala, zlokalizowanego poza murami miasta. Dzisiaj wejście jest zamknięte na głucho, ale może kiedyś wnętrze zabezpieczonej ruiny zostanie udostępnione. Przed powrotem na stację docieram jeszcze do drugiego parku noszącego imię majora Gorzeńskiego. Na skwerze tym ustawiono kilka pomników miejscowych bohaterów związanych z Powstaniem Wielkopolskim. Nie są to postacie powszechnie znane, ale zapewne dla Jarocina stanowią ważny element lokalnej pamięci. Z Jarocina mam bezpośredni pociąg do Krakowa, na wieczór jestem więc już w domu.
I na koniec, w ostatnim dniu wyjazdu miasto, które najbardziej znane jest z festiwalu muzyki rockowej, oficjalnie zwanego w PRL-u Ogólnopolskim Przeglądem Muzyki Młodej Generacji. Patrząc na parkowy amfiteatr, gdzie ta impreza się odbywała, widać jak bardzo zmieniły się czasy. Dzisiaj taki masowy zlot nie miałaby szans w tym miejscu. Nikt nie wydałby zgody na tak wielki koncert z uwagi na względy bezpieczeństwa, przepisy przeciwpożarowe, itp, itd. Dlatego festiwale Woodstock szybko wyekspediowano do Kostrzyna i dziś Jarocin pozostał jedynie historią. O historii festiwalu rockowego najlepiej można dowiedzieć się w multimedialnym muzeum zwanym Spichlerzem Polskiego Rocka. Na dole jest pub, a wyżej na dwóch piętrach ciekawa ekspozycja, ukazująca najważniejsze trendy reprezentowane na koncertach. Sporo jest tu znanych nazwisk, które rozpoczynały na jarocińskiej estradzie swoją karierę. Są stare zdjęcia, żywe eksponaty, instrumenty muzyczne i kostiumy sceniczne. Jest wreszcie sporo nagrań i w płytotece spędzić można spokojnie kilka godzin, tylko słuchając muzyki. Szkoda, co najwyżej, że nie można sobie tam wygodniej usiąść, ale w końcu to muzeum a nie sala koncertowa. W porównaniu do Muzeum Piosenki w Opolu jest tutaj chyba lepszy klimat, aczkolwiek w Opolu jest zdecydowanie więcej nagrań muzycznych, zgodnie zresztą z większą wszechstronnością festiwalu w stolicy Górnego Śląska. Z głośników sączy się muzyka z tamtych lat. Warto odwiedzić. Śladem jarocińskich festiwali jest też kilka miejskich murali znajdujących się w pobliżu spichlerza, a także w dalszych dzielnicach miasta. Wg ulotki można je zwiedzać szlakiem jarocińskich murali, ale duża część znajduje się daleko od centrum, a wbrew pozorom nie jest to miasto zbyt małe. No i najbardziej emblematycznym miejscem jest pomnik glana, znajdujący się na skrzyżowaniu w pobliżu parku i kościoła św. Marcina. Dworzec PKP w Jarocinie ma charakter wyspowy. Aby dotrzeć do centrum miasta trzeba pokonać kładkę nad jedną serią torów. Z niej pierwsza panorama miasta. Widziany na pierwszym planie kościół Chrystusa Króla przypomina trochę ostrowski kościół św. Andrzeja i pewnie pochodzi z podobnej dekady lat trzydziestych ubiegłego wieku. Wnętrze monumentalne, klasycystyczne z modernistycznymi malowidłami. Stamtąd jest jeszcze kawałek do rynku. Po drodze mija się centrum handlowe Galerię Jarocińską, zlokalizowane w zrewitalizowanej dawnej fabryce. Tuż naprzeciw stoi dawny ceglany zbór ewangelicki, czyli obecny kościół św. Jerzego z ażurowym hełmem na wieży. Bardzo ładnie prezentuje się rynek jarociński. Środek zajmuje biały ratusz z podcieniami. W jednej części znajduje się gaik młodych platanów z licznymi ławeczkami. Dookoła rynku stoją zabytkowe kamieniczki, a w północno-zachodnim rogu kościół św. Marcina, czyli fara miejska, charakteryzująca się oryginalnym, rozpoznawalnym już z daleka hełmem ze strzelistą latarnią. Rzut oka do środka tylko na chwilę, bo akurat trwa jakieś nabożeństwo. Zwraca uwagę ciekawa kolumnowa nastawa ołtarza. Dookoła dziedzińca krużganki ze stacjami drogi krzyżowej. W staromiejskiej dzielnicy jest jeszcze dawna synagoga. Kilka innych ciekawych zakątków. Z dzielnicą przy rynku sąsiaduje duży park, w głębi którego znajduje się pałac Radolińskich. Ta odnowiona rezydencja mieści obecnie muzeum miejskie. W jej otoczeniu jest ogród na tarasie, stawy na rzeczce Lipince i sporo zabytkowych drzew, w tym stare platany. W innej części parku jest też aleja grabowa. Przy wejściu do parku znajduje się budynek tzw. Skarbczyka należący kiedyś do rodu Radolińskich, stojący na fundamentach dawnego zamku. Po drugiej stronie wielkiego stawu przy amfiteatrze są też ruiny XV-wiecznego późnogotyckiego kościoła św. Ducha. Kiedyś była to część średniowiecznego szpitala, zlokalizowanego poza murami miasta. Dzisiaj wejście jest zamknięte na głucho, ale może kiedyś wnętrze zabezpieczonej ruiny zostanie udostępnione. Przed powrotem na stację docieram jeszcze do drugiego parku noszącego imię majora Gorzeńskiego. Na skwerze tym ustawiono kilka pomników miejscowych bohaterów związanych z Powstaniem Wielkopolskim. Nie są to postacie powszechnie znane, ale zapewne dla Jarocina stanowią ważny element lokalnej pamięci. Z Jarocina mam bezpośredni pociąg do Krakowa, na wieczór jestem więc już w domu.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Jarocin zdecydowanie najciekawszy z tego zestawu. Ciekawe, czy baza noclegowa jest w dalszym ciągu dobrze rozwinięta? Festiwal trochę przyczynił się do tego.
Re: Wielkopolskie: Na powitanie wiosny. Okolice Ostrowa 18-21 marca 2026
Bazy noclegowej tam specjalnie nie obczajałem. Festiwal jednak nie istnieje już od sporego czasu, przynajmniej w takiej skali jak był kiedyś, bo jakieś inicjatywy tam oczywiście są prowadzone. Jakaś baza noclegowa na pewno w Jarocinie jest.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
