Post
autor: Abderyta » 17 mar 2011, o 11:32
RUDA ŚLĄSKA - jedno z trzech moich ulubionych miast na świecie. Być może poza kościołami o różnorodnej architekturze, nie ma w nim żadnej atrakcji w sensie ścisłym turystycznej. Natomiast ze względu na fakt, iż stamtąd pochodzi mój najlepszy przyjaciel a także dwie inne osoby, których inteligencję, poczucie humoru oraz zdrowy dystans do siebie i świata oceniam bardzo wysoko, uważam, że miasto to posiada rodzaj duszy trudno dostępny dla innych.
Jest Ruda zlepkiem dzielnic, które jeszcze nieco ponad pięćdziesiąt lat temu stanowiły odrębne miejscowości. Fakt ten wpływa na osobowość mieszkańców, dla których różnorodność nie stanowi - jak choćby w Polsce wschodniej - zagrożenia ani - jak w tzw. wielkich miastach - podstawy do porzucania tradycji.
Taki np. Wrocław, choć również jest bardzo różnorodny kulturowo, to jednak nie ma w nim, jak w Rudzie i prawie całym Górnym Śląsku, tak silnego konserwatyzmu o podłożu katolickim. Wrocław poddany jest wpływom protestanckim, czego o Rudzie powiedzieć niepodobna. A jednak, mimo tej monokulturowości o podłożu religijnym, jest Ruda równocześnie miastem liberalnym w sensie etycznym. Konserwatyzm i liberalizm współżyją tu zgodnie, nie próbując zdominować się nawzajem. Pokażcie mi drugie takie miasto w Polsce, w którym konflikt na linii Platforma Obywatelska - Prawo i Sprawiedliwość nie elektryzuje umysłów mieszkańców.
Zamiast brania udziału w sporze, który nie służy niczemu dobremu, Rudzianie starają się myśleć o swoim małym szczęściu. A ono dla jednych oznacza katolicki konserwatyzm, dla innych lewicową wrażliwość, a dla jeszcze innych liberalny modernizm. Wyjąwszy niemądre spory lokalnych polityków, które mają miejsce w każdej gminie, trudno w Rudzie o konflikty, których podłożem jest ślepa ideologia. Przykład pierwszy z brzegu: kto chce, każdego dziesiątego dnia miesiąca, po cichu czci pamięć zmarłych w katastrofie smoleńskiej. Kto czcić nie chce, nie przychodzi kontrmanifestować.
Cechą charakterystyczną miasta jest również, wspomniany na wstępie, zdrowy dystans do siebie i świata, co objawia się na przykład w "przerobieniu" znanej weselnej piosenki pt. "Jedzie pociąg z daleka". Refren rudzkiego utworu brzmi: "Bo na Rudzie fajnie jest/idzie się nad...ć fest/za pięć złotych abo trzi/jo nie umia trefić drzwi". Dystans do siebie jest, sądzę, jednym z warunków poczucia radości istnienia.
"Sztuką życia jest cieszyć się małym szczęściem" - pisał ks. Phil Bosmans, taki belgijski ks. Twardowski. Mam wrażenie, że Rudzianie posiedli tę sztukę.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
"Oryginalność jest jedyną rzeczą, której użyteczności nie mogą pojąć nieoryginalne umysły” <John Stuart Mill, "O wolności">