Trudno ten wypad zaliczyć do wycieczek typowo górskich, zwłaszcza że tylko dłuższy fragment pieszy (jeden dzień) i krótsza popołudniowa przechadzka prowadziła przez tereny Pogórza a w zasadzie Przedgórza Kaczawskiego, natomiast w dniu ostatnim poruszałem się po płaskiej Nizinie Śląskiej. Na trasie znalazło się 5 ciekawych miast i miasteczek (nie licząc Wrocławia) oraz dwa wzgórza, które choć niewysokie to jednak dość efektowne (dawne wulkany) i trochę potu trzeba było wycisnąć żeby na nie podejść. Tym bardziej, że pogodę we wrześniu mamy lipcowo-afrykańską, więc wędrówka była trochę od cienia do cienia. Czasu mało i oczywiście to tylko skromna część atrakcji regionu. Szkoda, że nie udało się dotrzeć do takich miejsc jak np. zamek Grodziec (zamajaczył w oddali), skansen górniczo-hutniczy w Leszczynie czy choćby miasteczek w Dolinie Bobru: Wlenia i Lwówka Śląskiego. Relację przedstawię w odcinkach w kilku kolejnych wpisach, bo materiału mam dość sporo. Na razie przebieg trasy:
Kraków - Wrocław - Jawor - Złotoryja (Wilcza Góra) - Proboszczów (Ostrzyca) - Organy Wielisławskie - Świerzawa - Złotoryja - Chojnów - Bolesławiec - Wrocław - Kraków
Noclegi w Złotoryi w miejscowym schronisku.

Forum "Turystycznie" - najciekawsze forum turystyczne w sieci! Już od ponad 15 lat!
Dolnośląskie: Pogórze Kaczawskie z przyległościami 7-9 września 2016
Regulamin forum
Prosimy o zachowanie następującego schematu w tytule relacji:
Województwo: dokładny cel wycieczki (data wycieczki)
Przykład:
Małopolskie: Czchów (08.07.2020)
Prosimy o zachowanie następującego schematu w tytule relacji:
Województwo: dokładny cel wycieczki (data wycieczki)
Przykład:
Małopolskie: Czchów (08.07.2020)
Dolnośląskie: Pogórze Kaczawskie z przyległościami 7-9 września 2016
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/
Relacja: Pogórze Kaczawskie z przyległościami 7-9 września 2016
Zapowiada się ciekawie.
Relacja: Pogórze Kaczawskie z przyległościami 7-9 września 2016
Jawor
Była kiedyś taka wyliczanka: "Jawor, Jawor, jaworowi ludzie, co wy tu robicie? Budujemy mosty dla pana starosty." Nie wiem czy miała jakiś związek akurat z tą miejscowością, ale bardzo możliwe, bo znajdowała się w PRL-owskim elementarzu i być może była jakimś elementem propagandy sukcesu na Ziemiach Odzyskanych. Miasteczko nieco ucierpiało podczas ostatniej wojny, ale odbudowano je ze smakiem, więc w obrębie dawnych murów miejskich raczej nie uświadczymy pospolitych bloków tak choćby jak w Oleśnicy. Z kolei zamek jaworski prezentuje się zdecydowanie gorzej jak zamek oleśnicki. Zdecydowanie jednak ruderowato, pomimo że jest całkiem niemały i z piastowskim rodowodem. Obudowano go jakimiś prowizorycznymi magazynami, warsztatami i fabryczkami, na dole jest targ miejski i zatoczka gdzie przystają busy. Jeszcze niedawno na zamku mieściło się więzienie, co przypomina postać w pasiaku stojąca w oknie nad wejściem na dziedziniec. Na placu wewnątrz jest też nieco zatarta płyta przypominająca o miejscu kaźni z czasów II wojny światowej - pracowników przymusowych z Francji i Norwegii. W bramie wisiały jakieś suszone wikliny czy tataraki, których przeznaczenia nie jestem w stanie odgadnąć. Ale w okolicy kręciły się nawet turystki z Azji - znaczy Jawor bez wątpienia jest miastem turystycznym zapewne zresztą dzięki jednemu obiektowi wpisanemu na listę UNESCO, który zostawiam sobie na deser. Na razie podążam w kierunku rynku, gdzie stoi strzelisty widoczny z daleka ratusz. Najstarsza jest w nim wieża, resztę budowli trzeba było wznieść od nowa po pożarze w XIX wieku. Przy ratuszu stoi kilka domów tworzących wyspę w środku placu. W miastach śląskich taka zabudowa jest typowa, w Małopolsce się jej raczej nie spotyka. Pochyły rynek otaczają kolorowe kamieniczki podcieniowe. Te po dolnej stronie są na oko autentyczne, te u góry to raczej efekt powojennej odbudowy, ale dokonanej jednak z pewnym wyczuciem dawnego stylu. Na południe od rynku w dawnym klasztorze mieści się jaworskie muzeum, którego nie odwiedzałem. Zainteresował mnie jednak na moment stary kamienny krzyż pokutny przy wejściu. Sporo takich kamiennych pamiątek spotkać można na szlakach Dolnego Śląska, zwłaszcza przy kościołach. Już niedaleko stamtąd nad dachami miasta wyłoniła się jeszcze jedna zabytkowa budowla zwana potocznie "grubym łysym olbrzymem". To baszta dawnej Bramy Strzegomskiej z ciekawym kamiennym hełmem przypominającym trochę tonsurę jakiegoś mnicha. Przy baszcie jest malowniczy zakręt drogi zwany popularnie "złotym rogiem", chyba jednak nie na cześć starego stambulskiego portu. Obchodzę jeszcze ceglaną wieżę wodną zbudowaną w 1882 roku (jak informuje napis na wejściu) w najwyższym punkcie miasta co zapewniło bezproblemowy dostęp do wody pitnej. Wodociąg istniał już zresztą w Jaworze w średniowieczu, potem jednak ulegał zniszczeniu w czasie wojen jakie dotykały księstwa śląskie. Miasto leży nad rzeczką o trochę buńczucznej nazwie Nysa Szalona. Przeszedłem się na końcu kawałek wzdłuż tej niewielkiej rzeki - na "szaloną" nie wygląda, raczej spokojnie sobie cieknie w dość głębokim korycie, ale kto wie jak zachowuje się w czasie powodzi. Prze reprezentacyjn
Była kiedyś taka wyliczanka: "Jawor, Jawor, jaworowi ludzie, co wy tu robicie? Budujemy mosty dla pana starosty." Nie wiem czy miała jakiś związek akurat z tą miejscowością, ale bardzo możliwe, bo znajdowała się w PRL-owskim elementarzu i być może była jakimś elementem propagandy sukcesu na Ziemiach Odzyskanych. Miasteczko nieco ucierpiało podczas ostatniej wojny, ale odbudowano je ze smakiem, więc w obrębie dawnych murów miejskich raczej nie uświadczymy pospolitych bloków tak choćby jak w Oleśnicy. Z kolei zamek jaworski prezentuje się zdecydowanie gorzej jak zamek oleśnicki. Zdecydowanie jednak ruderowato, pomimo że jest całkiem niemały i z piastowskim rodowodem. Obudowano go jakimiś prowizorycznymi magazynami, warsztatami i fabryczkami, na dole jest targ miejski i zatoczka gdzie przystają busy. Jeszcze niedawno na zamku mieściło się więzienie, co przypomina postać w pasiaku stojąca w oknie nad wejściem na dziedziniec. Na placu wewnątrz jest też nieco zatarta płyta przypominająca o miejscu kaźni z czasów II wojny światowej - pracowników przymusowych z Francji i Norwegii. W bramie wisiały jakieś suszone wikliny czy tataraki, których przeznaczenia nie jestem w stanie odgadnąć. Ale w okolicy kręciły się nawet turystki z Azji - znaczy Jawor bez wątpienia jest miastem turystycznym zapewne zresztą dzięki jednemu obiektowi wpisanemu na listę UNESCO, który zostawiam sobie na deser. Na razie podążam w kierunku rynku, gdzie stoi strzelisty widoczny z daleka ratusz. Najstarsza jest w nim wieża, resztę budowli trzeba było wznieść od nowa po pożarze w XIX wieku. Przy ratuszu stoi kilka domów tworzących wyspę w środku placu. W miastach śląskich taka zabudowa jest typowa, w Małopolsce się jej raczej nie spotyka. Pochyły rynek otaczają kolorowe kamieniczki podcieniowe. Te po dolnej stronie są na oko autentyczne, te u góry to raczej efekt powojennej odbudowy, ale dokonanej jednak z pewnym wyczuciem dawnego stylu. Na południe od rynku w dawnym klasztorze mieści się jaworskie muzeum, którego nie odwiedzałem. Zainteresował mnie jednak na moment stary kamienny krzyż pokutny przy wejściu. Sporo takich kamiennych pamiątek spotkać można na szlakach Dolnego Śląska, zwłaszcza przy kościołach. Już niedaleko stamtąd nad dachami miasta wyłoniła się jeszcze jedna zabytkowa budowla zwana potocznie "grubym łysym olbrzymem". To baszta dawnej Bramy Strzegomskiej z ciekawym kamiennym hełmem przypominającym trochę tonsurę jakiegoś mnicha. Przy baszcie jest malowniczy zakręt drogi zwany popularnie "złotym rogiem", chyba jednak nie na cześć starego stambulskiego portu. Obchodzę jeszcze ceglaną wieżę wodną zbudowaną w 1882 roku (jak informuje napis na wejściu) w najwyższym punkcie miasta co zapewniło bezproblemowy dostęp do wody pitnej. Wodociąg istniał już zresztą w Jaworze w średniowieczu, potem jednak ulegał zniszczeniu w czasie wojen jakie dotykały księstwa śląskie. Miasto leży nad rzeczką o trochę buńczucznej nazwie Nysa Szalona. Przeszedłem się na końcu kawałek wzdłuż tej niewielkiej rzeki - na "szaloną" nie wygląda, raczej spokojnie sobie cieknie w dość głębokim korycie, ale kto wie jak zachowuje się w czasie powodzi. Prze reprezentacyjn