Podsumowanie roku 2020

Ogólne dyskusje o turystyce.

Moderator: Comen

Awatar użytkownika
Adler
Administrator
Posty: 10455
Rejestracja: 19 wrz 2010, o 23:06
Lokalizacja: Galicja

Re: Podsumowanie roku 2020

Post autor: Adler » 23 sty 2021, o 20:52

gar pisze:
23 sty 2021, o 16:32
W zestawieniu podałem tylko te na które nie jechałem jako pilot bądź przewodnik. Takich było 67 dni.
67 dni to i tak bardzo dobry wynik. Służbowych nie bierzemy tutaj pod uwagę.

Awatar użytkownika
Wiolcia
Donator
Posty: 193
Rejestracja: 24 paź 2014, o 14:52

Re: Podsumowanie roku 2020

Post autor: Wiolcia » 28 sty 2021, o 20:16

W tym dość specyficznym 2020 roku udało się spędzić na wycieczkach, dojazdach, przyjazdach, czyli na wszystkim, co choć trochę liznęło podróży, ponad 100 dni (pierwsze liczenie dało ich równo 106). Część wyjazdów nie doszła do skutku, część zamieniła się w inne, coś nie wypaliło, coś się udało, słowem: całkiem przyzwoity to był rok, zważywszy na covidowe szaleństwo. A może z czasem moje wymagania spadają i cieszę się z prostszych rzeczy i nawet bliskich wyjazdów? Pewnie chęć na dalekie eksploracje kiedyś wróci, na razie, póki sytuacja podróżnicza jest niestabilna, zadowalam się tym, co mam. A wokół jest sporo do zobaczenia!
Było więc tak:


STYCZEŃ

Nowy rok zaczyna się dobrze. Już 2 stycznia ląduję w górach, na samotnej wycieczce, która miała być nijaka, a okazała się jedną z lepszych pod względem widoczności. Po raz pierwszy odwiedzam wieżę na Szyndzielni i to jest zdecydowanie dzień na dalekie obserwacje – widać nawet Sudety!

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/szyndzielni ... kamienicy/

Dzień później towarzyszy mi małżonek. Robimy klasyczną pętlę z Soblówki, na obie Rycerzowe. Mała Rycerzowa świetnie prezentuje się w bieli i choć na drzewach wiele jej nie zostało, jest całkiem przyjemnie. Mimo dość ostrego wiatru.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/mala-rycerz ... -soblowka/

Trzech Króli spędzamy w trójkę – razem z koleżanką ze studiów i jej mężem odwiedzamy Rysiankę i Lipowską. Choć słońca zabrakło, ciekawe światło i dość dobra przejrzystość czynią tę wycieczkę ciekawą.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/rysianka-z- ... a-boracza/

Dłuższy wyjazd fundują mi ferie. Po raz drugi odwiedzam Maroko i choć w zasadzie depczę po swoich śladach sprzed lat, ekipa i ludzie na miejscu czynią ten wyjazd wyjątkowym. Z nimi pojadę wszędzie!
Powrót jest symptomatyczny, choć jeszcze wtedy nikt nie zdaje sobie z tego sprawy. Po raz pierwszy połowa grupy wraca do Polski z przeziębieniem. I z tym przeziębieniem ląduję od razu w Sudetach, w biegówkowych Jakuszycach. Przez 4 dni kręcimy się po Górach Izerskich, po polskiej i czeskiej stronie (Jizerka, Smedava). Wtedy jeszcze nie zdaję sobie sprawy, że będą to moje jedyne wyjazdy do Czech w tym roku.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/sniezne-kot ... ska-bouda/

Ostatni sudecki dzień spędzamy w górach, na grani Karkonoszy, zdobywając Śnieżne Kotły. Śniegu jest mało, ale morze mgieł nad Czechami (to w nim siedzieliśmy przez ostatnie dni, przemierzając biegówkowe szlaki) robi wrażenie. Pętla przez czeskie schroniska, naturalnie się narzucająca, teraz byłaby problemem…


LUTY

Przebiegane w Jakuszycach przeziębienie wraca po krótkim czasie, już w domu. Do dziś nie wiem, co to za dziadostwo było i czy to było to, o czym mówią teraz wszyscy. W lutym i marcu człowiek jeszcze nie zdawał sobie sprawy z wielu rzeczy. Doktor zresztą też, lecząc mnie na zatoki (w życiu nie miałam z tym problemów!). Choróbsko eliminuje mnie z większej aktywności lutowej, poza spokojnym spacerkiem po okolicy. Dopiero koło połowy miesiąca kończymy sezon biegówkowy na Magurce. Zakup nart offtrackowych okazał się dobrym pomysłem i przejeżdżam spokojnie wszelkie górki, na których wcześniej notorycznie lądowałam na tyłku. Nawet Golgotę udaje się pokonać.


MARZEC

W marcu wiemy już więcej. Media trąbią o pozostaniu w domu, ale nam się już chce wiosennego spaceru. Trzeba jechać gdzieś, gdzie nie ma wielu ludzi. Miejscówka, którą proponuję, okazuje się najgłupszym wyborem, jakiego mogliśmy dokonać. To, że kiedyś w tygodniu były tu pustki, nie znaczy, że teraz nie ma tłumów. Na parkingu w Jaworzu Nałężu nie ma prawie gdzie stanąć, ale przerzedza się nieco, gdy ruszamy w stronę Błatniej. Na wąskiej ścieżce zastanawiam się, czy każdy patrzy na każdego jak na potencjalnego nosiciela wirusa. Jak tu się mijać? Nie zarażą? Paranoja.
Potem jest już równia pochyła. Zdalne nauczanie, zamykanie lasów, zamknięcie w domu. Od marca do kwietnia uskuteczniam więc wycieczki rowerowe po okolicy „w poszukiwaniu drożdży”. To nic, że sklep jest w zupełnie inną stronę. Jak mnie zatrzymają, może nie będą czepiać się topografii?


KWIECIEŃ

Wielkanoc, dość późna w tym roku, kusiła wyjazdem na południe Słowacji. Tam będzie już wiosennie! Zamknęli Słowację, zamknęli nas. Nigdzie nie pojechaliśmy.
Pamiętam, jakie piorunujące wrażenie zrobił na mnie znak o zamknięciu granicy w Zwardoniu, który mijaliśmy w Bielsku. Teraz człowiek już się przyzwyczaił, ale wtedy pewne rzeczy były nie do pojęcia. Za bardzo przywykliśmy się do normalności, która miała przecież wiecznie trwać…

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/chrobacza-l ... o-lipnika/

Gdy tylko możemy wyjść z domów, roweruję na Chrobaczą Łąkę. Pierwszy legalny wyjazd, po pracy, w buffie na twarzy, a człowiek cieszy się jak dziecko! Niżej widać już przebłyski wiosny. Może będzie wreszcie normalnie?
Pod koniec kwietnia ruszamy w nieznane, przechodząc przez Pasmo Pewelskie z Jeleśni. Bardzo przyjemne okolice, piękna wiosna, trochę markotna pogoda.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/pasmo-pewel ... a-hucisko/

Poza tym kwiecień spędzam rowerowo, jeżdżąc po mojej okolicy.


MAJ

W majówkę, tradycyjnie, miała być Słowacja. Nie w tym roku jednak, bo z wiadomych względów nie dało się tam pojechać. Mimo kiepskich prognoz ruszyliśmy zatem na południe. Wybór szlaku wokół Jeziora Czorsztyńskiego okazał się strzałem w dziesiątkę – piękna trasa na majową wiosnę.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/wokol-jezio ... luszkowce/

Drugi dzień, już pochmurny, przeznaczyliśmy na Spisz.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/wokol-jezio ... luszkowce/

W ogóle tegoroczny maj okazał się być bardzo rowerowy. Zamiast ruszać z buta w góry, braliśmy je na dwóch kółkach. Udaje się wjechać na Magurę Cięcińską, zachwycić pięknym szlakiem z Rabki do Niedźwiedzia i objeździć Pieninki Skrzydlańskie.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/gora-chabow ... -jasionow/

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/pieninki-sk ... ra-majowo/

Poza górami zwiedzamy… ogrody. W tych japońskich w naszej okolicy pięknie kwitną azalie, zatem pamiętajcie o ogrodach! I tam potrafi być przyjemnie.


CZERWIEC

Czerwiec zaczynamy czosnkiem niedźwiedzim, którego niezmierzone połacie porastają szczyt góry Tuł. Szlak cisownicki pokonywany na rowerze to nieco karkołomny plan, ale zjazd wynagradza wcześniejsze niedogodności, stromizny i błota. Potem jest krótka wycieczka na Potrójną (pierwszy raz widzę z niej Tatry) i główne czerwcowe danie: kilkudniowy wyjazd w Beskid Niski. W większości rowerowo, trochę pieszo. Oderne, Przysłop, Nieznajowa, Czertyżne, Wysowa, Cieklinka i jeszcze parę miejsc, a wszystko w wiosennej zieleni. Jest spanie w pięknych miejscach, piwko na kwiecistej łące, przestrzeń, przestrzeń i jeszcze raz przestrzeń. I to wszystko, co sprawia, że Beskid Niski to moje ukochane góry.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/magura-mala ... m-z-uscia/

Pod koniec czerwca fundujemy sobie krótki spacer do Chaty na Groniu oraz rowerowy szlak wokół Bielska. Choć nieco ponad 50 kilometrów trasy nie wygląda jakoś imponująco, szlak jest dość wymagający, a objeżdżając dzielnice położone przy górach, zapewnia niespodziewane atrakcje w postaci całkiem niezłych podjazdów. Uprzedzam, jakby ktoś kiedyś się wybierał na rekreacyjną przejażdżkę.
I tak dobrnęliśmy do wakacji. O nich i dalszym ciągu – w następnej części.


LIPIEC

W lipcu jest dużo "pierwszych razów". Już dawno zrezygnowaliśmy z pierwotnego planu wyjazdu w Europę, by skoncentrować się na rodzimym podwórku. Początek lipca, po raz pierwszy w życiu, spędzam na łódkach na Mazurach.

Obrazek

Przez kilka dni żeglujemy po jeziorach, zatrzymujemy na dzikie noclegi i robimy sobie wypaśne przekąski, obserwując zimorodki. Ciekawe doświadczenie, a z racji tego, że to pasja Roberta, pewnie na stałe zawita do grafiku w czasie ciepłych miesięcy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z łódek teleportuję się w okolice Olsztyna na kolejny „pierwszy raz”, tym razem kajakowy. Do tej pory pływałam kajakiem po jeziorze i morskiej zatoce, nigdy po rzece. Warmińska Marózka z racji obfitych opadów i podniesienia stanu wód okazuje się niezłą atrakcją, a płynięcie w lesie, pod baldachimami drzew, jest świetną zabawą. Od tego momentu kajaki wpisuję na listę rzeczy do powtórzenia!

Obrazek

Spod Olszytna znów ruszamy na północ. Tym razem zamierzenie jest ambitne – przejechać w babskiej ekipie szlak R-10, zwany inaczej Velo Baltica. Startujemy spod granicy niemiecko-polskiej w Świnoujściu, by przez dwa i pół tygodnia poznawać najładniejsze zakątki polskiego wybrzeża. Pierwszym celem jest Hel, kolejnym Mierzeja Wiślana i miejscowość Piaski, w której kończymy naszą rowerową wyprawę na granicy polsko-rosyjskiej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na rowerowaniu, łódkowaniu i kajakowaniu mija prawie cały lipiec i jest to jedyny miesiąc od wielu lat, w którym nie byłam w ogóle w górach. Jeśli nie liczyć Góry Pirata w pobliżu Krynicy Morskiej i Góry Gradowej w Gdańsku…


SIERPIEŃ

W sierpniu czas nadrobić górskie zaległości (choć i rower po okolicy się zdarzy). Rozpoczynamy, jak w ostatnich latach, cykl krótkich parudniowych wypadów. Skończył się czas jednego długiego wyjazdu wakacyjnego, ale nowa formuła też mi się podoba. Zapewnia różnorodność i pozwala odkryć wiele nowych miejsc.
Rozpoczynamy od wypadu na Słowację. Nie wiadomo, co będzie po wakacjach, więc trzeba korzystać, póki można. Na tapecie jest niezrealizowany plan majówkowy: Góry Szczawnickie. Najpierw jednak lądujemy we Vtacniku, by w ramach Korony Gór Słowacji zdobyć najwyższy szczyt tego pasma. Wycieczkę, wcale znów nie taką długą, zaczynamy wczesnym popołudniem, zaś wracamy przed dwunastą w nocy. Takie niby niewysokie góry, a dały w kość jak nigdy.

Obrazek

Za to Góry Szczawnickie okazują się bardzo humanitarne, bez morderczych podejść i zejść, z szeregiem ciekawostek dotyczących górnictwa. Miejscami przypominają nam kirgiskie krajobrazy. Ostatni dzień spędzamy na poznawaniu wpisanej na listę UNESCO Bańskiej Szczawnicy i zjeżdżamy do jednej z okolicznych kopalń. W ramach wycieczki, oczywiście.
Kolejna kilkudniówka rzuca nas na Pogórze Przemyskie i w Bieszczady. Zatrzymujemy się nad Wiarem na dwie noce, a to jest tak cudowna rzeka, że na pewno jeszcze tam wrócę! Choć na Pogórzu Przemyskim nic nie ma spektakularnego (a nawet niektórzy powiedzą, że nie ma nic ciekawego) świetnie nam się jeździ po okolicy, ludzie są szalenie mili, więc spędzamy przyjemnie czas i na rowerze, i pod sklepami tudzież cerkwiami na pogawędkach.

Obrazek

Potem przenosimy się w Bieszczady. Znów ląduję na Połoninie Wetlińskiej, ale tym razem tylko dlatego, by zejść do Suchych Rzek i Zatwarnicy i wspiąć się na Dwernik-Kamień. No i ta Wetlińska pasowała nam do pętli…
Reszta jest już nieco poza najbardziej uczęszczanymi szlakami: okolice Michniowca i nadsańskie miejscowości przy granicy z Ukrainą.

Obrazek

Ostatnią sierpniową kilkudniówką jest wypad w Beskid Sądecki (i trochę Niski). Sądecki to najrzadziej odwiedzane przez nas pasmo, bo na krótki wypad jest trochę za daleko, a gdy już ma się więcej czasu, wybiera się inne góry.

Obrazek

Tym razem eksplorujemy pasmo Jaworzyny Krycnickiej od północy i kręcimy się po okolicach Krynicy. Z maskami na twarzy (ale tylko tam, gdzie jest ryzyko spotkania policji), bo to czerwone powiaty.
Pod koniec sierpnia jadę jeszcze z mą przyjaciółką Martą na coroczny babski wyjazd. Tradycja wspólnych wycieczek sięga wielu lat wstecz, a w tym roku pada na Rzeszowszczyznę.

Obrazek


WRZESIEŃ

Wrzesień znów jest bardzo rowerowy i rodzinny, bo często jeździmy na wycieczki z mym bratem. W drodze na Rysiankę spadam z rowerem ze ścieżki (większych obrażeń brak, śmierć na miejscu poniosły tylko getry, które, z wielką dziurą na udzie, pochowałam w koszu na śmieci). Tydzień później wyjeżdżamy na Równicę i Orłową, a w kolejny na Stożek.

Obrazek

Już własne nogi niosą nas w tym miesiącu z Bystrej na Słowiankę i Skałę. To czas jelenich zalotów, więc doliny rozbrzmiewają ich rykiem, a jeden z nich nawet staje nam na drodze.


PAŹDZIERNIK

Październik zaczynamy wyjściem na Trzonkę od zapory w Porąbce. Chatka znów jest zamknięta, udaje się jednak pozyskać sporo naturalnego „surowca” jarzębiny, która wkrótce zamienia się w przepyszną jarzębinówkę. To drugie, po wiosennej bzówce, trunkowe odkrycie naszego roku. W przyszłym roku robimy tego więcej!
W poszukiwaniu jesieni kręcimy się rowerem po Pszczynie i wychodzimy na Gaiki w Beskidzie Małym. Jest jednak za wcześnie, prawdziwa jesień przychodzi w tym roku dość późno. Nie udaje się zobaczyć jej w pełnej krasie, gdy już się pojawia, a kolejne jesienne wypady upływają pod znakiem mglistej pogody.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/zar-i-grand ... ra-spiska/


Tak jest podczas dwudniówki na Spiszu, który znów, podobnie jak wiosną (i, pisząc z perspektywy czasu, także zimą), nie okazał się przychylny i ukrył swe wdzięki pod chmurami.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/przelecz-na ... sze-nizne/


LISTOPAD

Na jesieni możemy się odkuć dopiero w listopadzie, który jest bardzo przyjazny pogodowo. Choć liczne w tym roku inwersje oglądam głównie na kamerkach internetowych w czasie pracy zdalnej, udaje się kilka wypadów, w tym na Czupel z Tresnej, dokąd podwozi mnie Robert, jadąc po nowego „członka” naszej rodziny. Dzień później są bardzo udane Gorce i pętla z Rabki przez Krzywoń, Piątkową i Maciejową.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/rabka-krzyw ... maciejowa/

W połowie miesiąca pogoda jest na tyle sprzyjająca, że zamykamy sezon rowerowy na Groniu w Beskidzie Makowskim.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/gron-w-b-ma ... ec-bystra/

Potem lądujemy jeszcze na Hali Jaworowej na kawę z sernikiem.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/hala-jaworo ... ak-utopca/

Jest tak przyjemnie, że można siedzieć bez dyskomfortu, a to przecież koniec listopada!


GRUDZIEŃ

Grudzień rozkręca się niemrawo, jeśli chodzi o wycieczki. Wzorem poprzedniego miesiąca jest jakiś spacer po okolicy, ale pierwsze wypady udają się dopiero po połowie grudnia. Ze znajomymi lądujemy na Beskidku z Koszarawy. Niedługo Boże Narodzenie, a śniegu nie ma w ogóle i można posiedzieć przy kawie. O tempora, o mores!
Dzień później wchodzę na Szyndzielnię i Klimczok. Udaje się załapać na jako taki zachód słońca i znaleźć nieco śniegu przy zejściu z czołówkami spod schroniska.
Pierwszy prawdziwie zimowy wyjazd jest dopiero po świętach. Spotkanie z zimą na Wielkiej Raczy cieszy. Jest niezła przejrzystość, jest śnieg, co czyni wypad bardzo udanym.

Obrazek

http://www.kuzniapodrozy.pl/wielka-racz ... a-srubita/

Za to górski rok kończę już bez śniegu, „ambitnym” wyjściem na Dębowiec. Szkoda mi słonecznego dnia spędzonego w domu, więc siedzę sobie z termosem herbaty pod schroniskiem i obserwuję świat. A potem, w ramach spaceru, wędruję przez Bielsko między dwoma pasmami górskimi. Rzadko przechodzi się takie miejskie odcinki, podjeżdżając od razu w pobliże szlaku, więc tym razem mam okazję przedreptać spod Dębowca w Beskidzie Śląskim aż do ulicy Żywieckiej, skąd zaczyna się podejście na Łysą Górę w Beskidzie Małym. Zawsze to lepiej niż siedzieć na tyłku w domu.
Były nieśmiałe plany na sylwestra w górach, ale niesprecyzowana sytuacja dotycząca wyjść w ten dzień i niemrawa pogoda spowodowały przełożenie pomysłu na lepsze czasy. Za to kolejny dzień, pierwszy nowego roku, zainaugurowaliśmy w górach. Ale o tym już za rok.


Mimo covidowego szaleństwa rok był udany. Może zabrakło spektakularnych wyjazdów, ale zadowoliłam się tymi lokalnymi. Udało się być w Czechach, udało wyjechać raz na Słowację, więc cieszy choć i ta niewielka liczba zagranicznych wycieczek (nie liczę Maroka, bo wtedy jeszcze nikt nie myślał, co się później wydarzy). Izolacja i niepewność związana z pchaniem się za granicę pozwoliły na lepsze poznanie Polski, w tym wybrzeża Bałtyku, nad którym do tego roku byłam tylko w kilku miejscach. Teraz mam przynajmniej przegląd i wiem, czego w sezonie się tam spodziewać. I gdzie warto jechać, a co sobie odpuścić.
Nowością były łódki i rzeczny kajak. Jeśli chodzi o góry, to cieszę się, że udało się zawitać w każde beskidzkie pasmo. W poprzednim roku tego celu nie zrealizowałam. Były też raz Sudety, w tym Góry Izerskie i Karkonosze, oraz Pieniny. Udało się pojechać w Beskid Niski i Bieszczady, bo bez tego rok byłby stracony!
Co się nie udało? Dotrzeć na Ochodzitą i w okolice. Wybieram się tam już od lat, ale jak dotąd – jak sójka za morze.
Plany na następny rok? Oby nie było gorzej.

Awatar użytkownika
Comen
Jr. Admin
Posty: 6721
Rejestracja: 30 maja 2011, o 00:37
Lokalizacja: Kraków

Re: Podsumowanie roku 2020

Post autor: Comen » 29 sty 2021, o 08:23

No to działo się u Ciebie w tamtym roku. Ładne zdjęcia gór. Niestety części z nich nie widać - nie wiem czy tylko ja tak mam? Jeśli chodzi o Góry Szczawnickie to one nie wydają się być mordercze, ale kiedyś trasa w tym paśmie porządnie mnie wykończyła. Trochę chyba zależało to od pogody (było duszno) a może też od stanu zdrowia. Dość, że ledwo się wtedy dowlokłem na Sitno. Jak spocząłem tam na jakimś kamieniu to dyszałem jeszcze z 10 minut.
Trasa wzdłuż Bałtyku brzmi ciekawie. Ale rowerowo to chyba nie plażą tylko jakimiś drogami w pobliżu. Ciekawe czy szlak biegnie przez Słowiński Park Narodowy, czy go omija od południa.
Jeśli chodzi o ogrody - co to za obiekty? Są publicznie dostępne. Czyżby Kapias w Goczałkowicach czy jeszcze coś nowego powstało w okolicy?
Szukam inspiracji. Jeśli chodzi o góry to na celowniku mam na pewno Chrobaczą Łąkę i Pieninki Skrzydlniańskie, ale ciekawym pomysłem może być też Pasmo Pewelskie. Pytanie czy obrócę w jeden dzień z Krakowa komunikacją publiczną.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Adler
Administrator
Posty: 10455
Rejestracja: 19 wrz 2010, o 23:06
Lokalizacja: Galicja

Re: Podsumowanie roku 2020

Post autor: Adler » 29 sty 2021, o 08:49

Comen pisze:
29 sty 2021, o 08:23
Ładne zdjęcia gór. Niestety części z nich nie widać - nie wiem czy tylko ja tak mam?
Też tak mam. Widzę, że jest kłopot ze zdjęciami z konta Google. Ze strony www ładują się bez zarzutu.
Można rzec, dobry to był rok turystycznie u Ciebie. Mnie też zainteresowała "Velo Baltica". Ze Świnoujścia na Hel? Coś więcej po drodze? Gdzie noclegi? Ile km dziennie? Byłyście może na plażowej granicy PL-RUS?

Awatar użytkownika
gar
Donator
Posty: 5628
Rejestracja: 5 sty 2014, o 23:45
Lokalizacja: Śląsk

Re: Podsumowanie roku 2020

Post autor: gar » 29 sty 2021, o 15:25

Piękny i co równie ważne zróżnicowany zestaw. Nawet pandemia Ci nie przeszkodziła - i to się chwali.

Awatar użytkownika
tadeks
Posty: 971
Rejestracja: 7 cze 2014, o 21:17
Lokalizacja: Słupsk

Re: Podsumowanie roku 2020

Post autor: tadeks » 31 sty 2021, o 16:18

Wiolcia pisze:
28 sty 2021, o 20:16
W tym dość specyficznym 2020 roku udało się spędzić na wycieczkach, dojazdach, przyjazdach, czyli na wszystkim, co choć trochę liznęło podróży, ponad 100 dni (pierwsze liczenie dało ich równo 106).
...
Mimo covidowego szaleństwa rok był udany.
Super rok!
Udany? to mało powiedziane, był bardzo udany. Przynajmniej w mojej ocenie.
A Twoja "KUŹNIA PODRÓZY", to świetna i i treściwa strona, to dla mnie wspaniała lektura na wiele godzin.

Awatar użytkownika
Wiolcia
Donator
Posty: 193
Rejestracja: 24 paź 2014, o 14:52

Re: Podsumowanie roku 2020

Post autor: Wiolcia » 2 lut 2021, o 14:55

Comen pisze:
29 sty 2021, o 08:23
No to działo się u Ciebie w tamtym roku. Ładne zdjęcia gór. Niestety części z nich nie widać - nie wiem czy tylko ja tak mam? Jeśli chodzi o Góry Szczawnickie to one nie wydają się być mordercze, ale kiedyś trasa w tym paśmie porządnie mnie wykończyła. Trochę chyba zależało to od pogody (było duszno) a może też od stanu zdrowia. Dość, że ledwo się wtedy dowlokłem na Sitno. Jak spocząłem tam na jakimś kamieniu to dyszałem jeszcze z 10 minut.
Trasa wzdłuż Bałtyku brzmi ciekawie. Ale rowerowo to chyba nie plażą tylko jakimiś drogami w pobliżu. Ciekawe czy szlak biegnie przez Słowiński Park Narodowy, czy go omija od południa.
Jeśli chodzi o ogrody - co to za obiekty? Są publicznie dostępne. Czyżby Kapias w Goczałkowicach czy jeszcze coś nowego powstało w okolicy?
Szukam inspiracji. Jeśli chodzi o góry to na celowniku mam na pewno Chrobaczą Łąkę i Pieninki Skrzydlniańskie, ale ciekawym pomysłem może być też Pasmo Pewelskie. Pytanie czy obrócę w jeden dzień z Krakowa komunikacją publiczną.
Wgrałam zdjęcia na inny serwer i powinno być je widać. Nie wiem, co źle robię z tymi zdjęciami z Google, że się nie wyświetlają, ale jakoś zniechęca mnie to do trzymania tam swoich zasobów.
Góry Szczawnickie wydawały mi się w miarę łagodne. Fakt, na Sitno jest dość strome podejście, ale częściowo po schodkach. Zresztą masz rację - dużo zależy od sił i pogody. Nasza akurat była taka sobie, ale przyzwoita do chodzenia.
Co do szlaku R-10, to nie biegnie on plażami - byłoby trudno go przejechać. W ogóle rzadko prowadzi w bezpośrednim sąsiedztwie morza, bo, jak to u nas bywa, często jest ono oddzielone pasem drzew, lasków, wydm. Niekiedy trasa cofa się nawet na kilkanaście kilometrów w głąb lądu. Słowiński park Narodowy też się w większości objeżdża, choć zdarzają się odcinki obrzeżami. Ale widziałam, że istnieje szlak pieszy wzdłuż wybrzeża i on prowadzi już plażami i w ich bliskim sąsiedztwie. Nawet spotkałyśmy ojca z córką, którzy przez dwa tygodnie bodajże szli polskim wybrzeżem.
Ogrody w moich okolicach też są połączone szlakiem rowerowym mającym na celu ich promocję: http://rowerowe-bielsko.pl/szlaki-rower ... k-ogrodow/
Te ogrody nie są duże, to nie Kapias. To raczej lokalne inicjatywy (głównie w Pisarzowicach), nastawione na sprzedaż. A przy okazji, na przykład, Pudełko oferuje zwiedzanie niewielkiego ogrodu japońskiego: http://www.pudelko.com.pl/ogrody-japonskie/, a Pudełek (bardzo podobne nazwiska, lecz różni ogrodnicy) też ma ogród w podobnym stylu, z mnóstwem azalii: http://pisarzowice.azalia.pl/index.php? ... ok=kafelki Warto wybrać się tam w maju, gdy wszystko pięknie kwitnie. Oba miejsca mają też przyjemne kawiarnie. I są w pobliżu siebie. Jest jeszcze jeden ogród w pobliżu, Kubiczek, ale ten już w innym, bardziej dzikim stylu. Natomiast z czwartym ogrodem (Milczyński w Dankowicach) są jakieś problemy i nie wiem, czy działa. To jedyny ogród, w którym nie byłam.
W Pasmo Pewelskie warto się wybrać. Jakieś pociągi chyba tam jeżdżą, gdy kiedyś sprawdzałam, istniała zastępcza komunikacja autobusowa, ale nie wiem, jak jest teraz. Pieninki też są bardzo przyjemne i widokowe.
Adler pisze:
29 sty 2021, o 08:49
Comen pisze:
29 sty 2021, o 08:23
Ładne zdjęcia gór. Niestety części z nich nie widać - nie wiem czy tylko ja tak mam?
Też tak mam. Widzę, że jest kłopot ze zdjęciami z konta Google. Ze strony www ładują się bez zarzutu.
Można rzec, dobry to był rok turystycznie u Ciebie. Mnie też zainteresowała "Velo Baltica". Ze Świnoujścia na Hel? Coś więcej po drodze? Gdzie noclegi? Ile km dziennie? Byłyście może na plażowej granicy PL-RUS?
Szlak R-10 jest szlakiem międzynarodowym wokół Bałtyku: https://pl.wikipedia.org/wiki/Szlak_rowerowy_R10
W Polsce prowadzi od Świnoujścia do Gronowa i dalej do Rosji. Nie jechałyśmy całości, tylko fragment stricte nadmorski: najpierw na Hel, a potem do Piasków na Mierzei Wiślanej, skąd wróciłyśmy do Gdańska na pociąg do domu. Trasa prowadzi przez nadmorskie miejscowości, w których wielu atrakcji nie ma. Gdy zdarzały się miasta, nie skupiałyśmy się na ich zwiedzaniu, bardziej interesowały nas atrakcje przyrodnicze. Dlatego zrobiłyśmy odbicie na południe, by pobuszować po Wolińskim Parku Narodowym i zatrzymałyśmy się na trochę w okolicach Smołdzina (Słowiński Park Narodowy). Kilometraż dzienny był różny, w zależności od atrakcji po drodze i jakości drogi (zdarzały się odcinki piaskowe), wszystko na luza, bez spiny (poza ostatnimi dniami, gdy już miałyśmy zaplanowany powrót). Co do noclegów, to w każdej niemal miejscowości był kemping, więc nie planowałyśmy ich z wyprzedzeniem. Chciałyśmy kilka noclegów spędzić na dziko, ale na wybrzeżu jest to bardzo trudne. Tylko raz zdarzyło nam się nocować na plaży.
I tak, byłyśmy na plażowej granicy polsko-rosyjskiej, bo tam kończyła się nasza ścieżka rowerowa.
gar pisze:
29 sty 2021, o 15:25
Piękny i co równie ważne zróżnicowany zestaw. Nawet pandemia Ci nie przeszkodziła - i to się chwali.
Starałam się, jak mogłam. Nie lubię za długo w domu siedzieć.
tadeks pisze:
31 sty 2021, o 16:18
Wiolcia pisze:
28 sty 2021, o 20:16
W tym dość specyficznym 2020 roku udało się spędzić na wycieczkach, dojazdach, przyjazdach, czyli na wszystkim, co choć trochę liznęło podróży, ponad 100 dni (pierwsze liczenie dało ich równo 106).
...
Mimo covidowego szaleństwa rok był udany.
Super rok!
Udany? to mało powiedziane, był bardzo udany. Przynajmniej w mojej ocenie.
A Twoja "KUŹNIA PODRÓZY", to świetna i i treściwa strona, to dla mnie wspaniała lektura na wiele godzin.
Tadeks, bardzo dziękuję za miłą ocenę! Moja strona to taka pisanina wspomnieniowa, by nie wyjść z wprawy w pisaniu i utrwalić wspomnienia, które uciekają. Mam wrażenie, że nikt tego nie czyta, dlatego bardzo cieszą mnie Twe słowa, bo uważam Cię za eksperta w wielu podróżniczych kwestiach. Zresztą wiele jest tu na forum osób mających dużą wiedzę, więc podpatruję u lepszych, by się czegoś nauczyć i czegoś dowiedzieć.

Awatar użytkownika
Comen
Jr. Admin
Posty: 6721
Rejestracja: 30 maja 2011, o 00:37
Lokalizacja: Kraków

Re: Podsumowanie roku 2020

Post autor: Comen » 2 lut 2021, o 19:34

Te zdjęcia "letnie" się już w międzyczasie pojawiły także jest OK.
A szlak ogrodów to ciekawa sprawa. Jest pomysł na wycieczkę, zwłaszcza że znalazł się pretekst aby odwiedzić także Wilamowice.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Wiolcia
Donator
Posty: 193
Rejestracja: 24 paź 2014, o 14:52

Re: Podsumowanie roku 2020

Post autor: Wiolcia » 2 lut 2021, o 20:53

W Wilamowicach, zdaje się, już byłeś? Można jeszcze odwiedzić Kozy, ale to już bardziej przy okazji wycieczki na Chrobaczą Łąkę.

Awatar użytkownika
Comen
Jr. Admin
Posty: 6721
Rejestracja: 30 maja 2011, o 00:37
Lokalizacja: Kraków

Re: Podsumowanie roku 2020

Post autor: Comen » 3 lut 2021, o 06:59

Nie byłem jeszcze w Wilamowicach. To miasteczko jest trochę na uboczu, a ciekawe ze względu na specyficzną gwarę holendersko-niemiecką. Pytanie czy można ją gdzieś usłyszeć albo zobaczyć na miejscu jakieś napisy w tym języku.
Nie byłem wszędzie, ale mam to na uwadze
A może coś o Szwecji? http://swevirtual.blogspot.com/

Awatar użytkownika
gar
Donator
Posty: 5628
Rejestracja: 5 sty 2014, o 23:45
Lokalizacja: Śląsk

Re: Podsumowanie roku 2020

Post autor: gar » 3 lut 2021, o 08:56

Comen pisze:
3 lut 2021, o 06:59
Nie byłem jeszcze w Wilamowicach. To miasteczko jest trochę na uboczu, a ciekawe ze względu na specyficzną gwarę holendersko-niemiecką. Pytanie czy można ją gdzieś usłyszeć albo zobaczyć na miejscu jakieś napisy w tym języku.
Usłyszeć trudniej, ale napisy są. Dokładniej są to opisy kościoła i pomnika obok świątyni. Warto wejść do kościoła (jednocześnie parafialnego i sanktuaryjnego).